Reklama

Biblia, Bóg i bicie dzieci

Biblia, Bóg i bicie dzieci

22.01.2020
Czyta się kilka minut
W księgach Pisma Świętego można znaleźć cytaty zachęcające do kar cielesnych. To nie jest jednak Jego słowo.
Fragment okładki „Tygodnika Powszechnego” z lipca 2012 r. Ilustracja autorstwa Joanny Grochockiej
G

Głośno się dziś zrobiło o książce Teda Trippa „Pasterz serca dziecka” – poradniku dla rodziców, wydanym przez wydawnictwo Słowo Prawdy. Książka zaleca bicie dziecka jako odpowiednią karę i uzasadnia to zalecenie odwołaniem się do objawienia biblijnego. Możemy przeczytać: „Powiedz dziecku, że karząc je nie chcesz wyładowywać swej złości, lecz przywrócić go do stanu, w którym Bóg obiecuje swoje błogosławieństwo”. Rodzic jest więc napominany: „Karanie musi być wyrazem twojego posłuszeństwa Bożym poleceniom”, oraz ostrzegany: „Nie masz prawa uderzyć dziecka w sytuacji innej niż biblijne usankcjonowanie kary”. 

W wyniku krytyki wydawnictwo ogłosiło na profilu FB, że „została podjęta decyzja o tymczasowym wstrzymaniu jej sprzedaży” oraz zapowiedziało, iż „w ciągu najbliższych tygodni zostanie podjęta decyzja o jej przywróceniu do sprzedaży lub wycofaniu z oferty”. Z komunikatu wynika jednoznacznie, że wydawca nie jest przekonany o szkodliwości wydanej przez siebie książki i dopiero się nad tym zastanawia.

Wahanie wydawnictwa Słowo Prawdy wcale mnie nie dziwi. Jest ono powiązane z Kościołem Chrześcijan Baptystów – wspólnoty zbliżonej do tzw. ewangelikalnych nurtów protestantyzmu. Jedną z istotnych cech chrześcijan ewangelikalnych jest tendencja do literalnej, fundamentalistycznej lektury Biblii. W tym nurcie chrześcijaństwa nie jest to jedyna – ani jedyna wydana w Polsce – książka, która uzasadnia bicie dzieci tekstami biblijnymi. Niestety, niektóre z nich zostały wydane przez wydawnictwa katolickie, jak na przykład Vocatio (choćby dostępna nadal w sprzedaży: R. Barnes, „I kto tu rządzi. Poradnik dla sfrustrowanych rodziców”).

Problem zatem jest szerszy – dotyczy nie tyle jednej książki, co do której wydawca zastanawia się, czy pozycję wycofać z obiegu, lecz zjawiska rozpowszechniania fundamentalistycznej teologii biblijnej i propagowania na jej podstawie koszmarnej, destrukcyjnej teorii pedagogicznej.

Fundamentaliści i natchnieni

To, że kary cielesne stosowane wobec dzieci są szkodliwe zarówno dla samych bitych, jak i dla relacji rodzinnych, w których taka przemoc istnieje – a w konsekwencji dla całego społeczeństwa – zostało w przekonujący sposób wykazane w licznych badaniach naukowych. Temat ten poruszaliśmy już wielokrotnie na łamach „Tygodnika”. Dlatego w tym momencie chcę tylko wskazać, że powoływanie się w tej kwestii na boski autorytet jest zupełnie nieuzasadnione.


CZYTAJ TAKŻE

RÓZGI NASZEJ POWSZEDNIEJ: W kraju, w którym obowiązuje całkowity zakaz kar cielesnych, nadal wydaje się poradniki zawierające nie tylko zachętę do bicia dzieci, ale wręcz szczegółowe instrukcje, jak to robić >>>


Ewangelikalni fundamentaliści traktują Biblię jak książkę, którą w znanej nam dziś postaci Bóg jakby słowo po słowie podyktował autorom natchnionym. Jest to wizja, która nie liczy się z faktami i opiera na słabej teologii.

Trzeba bowiem pamiętać, że „biblia” to rzeczownik w liczbie mnogiej: „księgi”. Jak pokazują badania historyczne, teksty biblijne powstawały na przestrzeni setek lat, obecna ich postać jest rezultatem wielokrotnych przeróbek i kompilacji. Uważna lektura ujawnia, że w księgach biblijnych obecne są rozmaite koncepcje teologiczne. W tekstach świętych Pism można odnaleźć ślady teologicznych polemik, a także zobaczyć zmiany świadomości religijnej wspólnot, w których żyli biblijni autorzy.


DZIECKO JEST ŚWIĘTE: Przy dzisiejszym stanie wiedzy psychologicznej bicie dzieci stanowi kompromitację dorosłych. Ale trzeba powiedzieć więcej: czas najwyższy, by przyjrzeć się dziecku na poważnie także w teologii i wreszcie zacząć się od niego czegoś uczyć >>>


Tak na przykład przez wieki autorzy biblijni głosili, że Izrael powinien czcić tylko JHWH, ale wyraźną świadomość monoteizmu w dzisiejszym sensie tego słowa – tj. przekonanie, że istnieje tylko jeden Bóg – odnajdujemy dopiero w tekstach powstałych na przełomie VII i VI wieku przed Chrystusem.

Wyraźne różnice między biblijnymi tekstami dotyczą również tak fundamentalnych spraw, jak widzialność Boga. W Księdze Wyjścia jest fragment, zgodnie z którym Izraelici podczas objawienia synajskiego „ujrzeli Boga Izraela, a pod Jego stopami jakby jakieś dzieło z szafirowych kamieni, świecących jak samo niebo. Na wybranych Izraelitów nie podniósł On swej ręki, mogli przeto patrzeć na Boga” (Wj 24, 10-11). Księga Powtórzonego Prawa głosi zaś na temat tamtych wydarzeń: „I przemówił do was Pan, Bóg wasz, spośród ognia. Dźwięk słów słyszeliście, ale poza głosem nie dostrzegliście postaci” (Pwt 4, 12).

Z chrześcijańskiego punktu widzenia nie powinno to stanowić teologicznego problemu. Chrześcijaństwo jest religią wcielenia i uznaje, że nawet w przypadku Chrystusa ludzka natura zachowała wszystkie swoje ludzkie właściwości – co znaczy m.in., że Jezus musiał się uczyć chodzić i mówić (i że nigdy nie nauczył się łaciny), że przejął obraz świata panujący w Jego czasach itp. Pogląd przeciwny jest herezją monofizytyzmu, potępioną już w V wieku. Tym bardziej więc autorzy natchnieni – pisząc teksty biblijne zachowali wszystkie swoje ludzkie właściwości, a więc i ograniczenia. 

Boska perspektywa

Nie da się więc utrzymywać, że Biblia jest słowem Bożym w takim sensie, że wszystkie słowa, zdania i koncepcje są adekwatnym wyrazem tego, co Bóg chciał przekazać ludzkości. Czytając biblijne teksty musimy pamiętać o kulturowym uwikłaniu znajdowanych tam koncepcji fizycznych, ale także teologicznych, etycznych, społecznych czy psychologicznych. Można tam znaleźć prymitywny obraz Boga właściwy świadomości religijnej koczowniczych pustynnych plemion, pochwałę rodziny poligamicznej czy nakaz kamienowania za cudzołóstwo. 

Jeśli w tych wszystkich, odstręczających dziś, rozmaitych aspektach ludzkiego światopoglądu chcemy dostrzec głos absolutnego Boga, musimy czytać święte Pisma we właściwym im kontekście i rozpoznawać tendencje obecne w historii Izraela, której teksty biblijne są zapisem: stopniowe (ale właśnie stopniowe) ograniczanie przemocy, coraz bardziej wyrafinowane zrozumienie ludzkiej natury, coraz bardziej wyrafinowany obraz Boga.


CZYTAJ TAKŻEPRZYZNAJMY DZIECIOM PRAWA CZŁOWIEKA >>>


Powyższe zasady trzeba zastosować także do biblijnych koncepcji pedagogicznych. Zauważyć na przykład, że teksty, na które powołują się chrześcijańscy zwolennicy bicia dzieci, pochodzą najczęściej z Księgi Przysłów. Jest to zbiór niejednorodny, powstały jako kompilacja wielu powiedzeń mądrościowych funkcjonujących przez wieki w Izraelu – ale także w kulturach ościennych, zwłaszcza w Egipcie. Fragmenty, w których wspomina się o karceniu rózgą jako o metodzie wychowawczej (por. Prz 13, 24; Prz 23, 13-14; Prz 22, 15; Prz 29, 15) pochodzą sprzed VI wieku przed Chrystusem i – jak wskazują międzykulturowe badania porównawcze – powstały pod dużym wpływem kultury Egiptu. Aby ocenić właściwie zawartą tam wizję pedagogiczną, trzeba wiedzieć, jak w tamtym świecie traktowane było dziecko, jak funkcjonowało w rodzinie i społeczeństwie, co wiedziano o psychologii rozwojowej – i jak na tym tle jawi się proces wychowania.

Chrześcijanin powinien umieścić jeszcze tamte teksty w perspektywie nauczania Jezusa – tego, co On mówił o relacji do dziecka, a także o stosowaniu przemocy. W tej perspektywie wychowawcze rady z Księgi Przysłów można przeczytać jako wezwanie do troski o dziecko, nieobojętności na to, co się z nim dzieje i jak postępuje, oraz jako radę, by stawiać młodemu człowiekowi granice i pomagać mu rozpoznawać konsekwencje jego działań. To właśnie w tym tekście jest Boże. Jednak wszelka przemoc wobec dziecka pokazuje się w ewangelicznej perspektywie jako skutek naszego uwikłania w grzech – czyli to, co Bogu przeciwne i od czego pragnie On nas wyzwolić.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

bardzo fajna zabawa

Wszelkie Pismo jest natchnione i pożyteczne. A Piotrek Sikora uzupełnia, że z wyjątkiem Prz 13, 24; Prz 23, 13-14; Prz 22, 15; Prz 29, 15. No i git. Piotrek locuta i finita :)

Pan bowiem karci, kogo miłuje, jak ojciec syna, którego lubi. Też traci przymiot kanoniczności czy nie?

do tłumaczenia co PB miał na myśli シ

Myślę, że PB miał na myśli swoją rózgę czyli rózgę Bożą, patrz Hi 21,9. Co więcej, uderza nią (rózgą swoich ust) gwałtownika (Iz 11,4).

Uff. Jak dobrze, że Piotr objaśnił, że biblijna przemoc to historyczny model kulturowy. Byłem w tym momencie po lekturze księgi Jozuego i już z kumplami szykowaliśmy wyprawę przeciw Jebusytom.

Ale na wszelki wypadek lepiej nic nie pisz o krainie mlekiem i miodem płynącej (że coś z tego rozumiesz), bo jak nic, narazisz się na zarzut, że wchodzisz w buty Nieinterpretowalnego (wiesz co PB miał na myśli;)

Wstrzymanie rydwanów byłoby iście epicko-filmowym ujęciem;) Ale wiesz Vespa, jak to u nas jest. Z serwisu zadzwonili, że miecze jeszcze nie gotowe, no i wyszło w dodatku że rydwany nie miały ważnego przeglądu technicznego. P.S. Może za niedługo Nieinterpretowalny otrzyma tytuł Wszechinterpretowalnego. Oczywiście przez urząd BPPS (czytaj: Boska Perspektywa Piotra Sikory), chi-chi...

Czytajac o czyms takim tęsknię do zwyczajów I Rzeczpospolitej: zakuć w dyby i wybatożyć!

@kalina16 w piątek, 24.01.2020, 08:15. To prawda, że w Najjaśniejszej (i gdzie indziej w ówczesnej Europie) dzieci trzymano twardą ręką. Jak pisał Sebastian Petrycy - klasyk myśli pedagogicznej epoki - dozorca synów szlacheckich ma ćwiczyć poruczone sobie dzieci w dobrych obyczajach wszelkimi metodami, "bo mało by to pomocno było odwodzić od złego, gdzieby nie przywodził do dobrego przez przystojne napominania, strofowania i czasem bicie". Ale żeby od razu smarkacza w dyby? Czy to nie przesada?

Smarkacza???? W życiu!!!! Tego, co napisał ten ściek, i tego, co wydał!

Uff, no to w porządku. A właściwie wcale nie w porządku. W dzisiejszych czasach kar polegających na fizycznym udręczeniu nie stosuje się nawet za poważniejsze przestępstwa niż napisanie czy wydanie jakiejś książki (Singapur jest wyjątkiem wśród cywilizowanych krajów). Zaraz by nam Amnesty International i HRW dały popalić, zwłaszcza że można by było to podciągnąć pod prześladowanie innowierców. No właśnie! Mówimy o książkach autorów niekatolickich i prawdopodobnie przez polskich katolików nieczytanych, bo jeśli statystycznie 17% społeczeństwa czyta 1-2 książek w roku, to jest mało prawdopodobne, żeby to były akurat te dwie wymienione w artykule. Tak więc przynajmniej w Polsce wymierzanie klapsa to nie rezultat lektury nieodpowiednich książek czy też opacznie rozumianej Biblii, tylko zwyczajny atawizm biologiczny i kulturowy. Robią to wszystkie zwierzęta społeczne, z naczelnymi na czele, w celu utrzymania porządku i ustalenia hierarchii w grupie (https://youtu.be/ZiZ9apfh7zY?t=14). Oczywiście z tego, że jest tak czy inaczej, nie wynika, że tak być powinno. Oddaliliśmy się od natury pod wieloma względami, więc pod tym też. W ogóle nasza koncepcja dzieciństwa i dziecka jest czymś stosunkowo nowym, tak samo jak pedagogika wykluczająca fizyczne kary. Co do Biblii, to właśnie Tygodnik nieraz nam tu przedstawiał przed oczy dla zawstydzenia wzór ewangelickiej pobożności (raczej wyidealizowanej wprawdzie), opartej na powszechnej, a przy tym głębokiej znajomości Biblii. Bez pośredników - czy to księży, czy świeckich teologów. To i nie dziwmy się, że zdany na własny rozum każdy wyczyta co innego.

Zgadzam się z Panem całkowicie. Raczej nie dostrzegam zadnych pozytywnych inspiracji w protestantyzmie. Sprzeczności tkwiące w katolicyzmie należy rozwiązywać drogą zaniechania stosowania się do nieżyciowych wskazań, a nie przeciwstawiać mu mutację chrześcijaństwa skażoną najrozmaitszymi grzechami już in statu nascendi

Jaki ten świat popieprzony, niejaka Doda za stwierdzenie, że Biblię pisali jacyś naćpani goście, skazana została prawomocnym wyrokiem, grzywną w wysokości 2 tysiaków, zdaje się. Nergal (Darski) za porwanie świętej księgi na scenie z zarzutu ranienia uczuć został oczyszczony. Niejaka malarka Nieznalska obrazem „Pasja” wywołała skandal i zaistniała w świecie sztuki. Dziś to takie tylko nieszkodliwe przepychanki, ale całkiem niedawno swobodna interpretacja wersetów Księgi groziła oskarżeniem o herezję, a w konsekwencji karami z najwyższej półki. Dziś bez żadnych problemów pan Sikora i każdy, któremu przyjdzie na to ochota, może dociekać i kontestować, co też Bóg miał na myśli materializując poprzez natchnienie proroka słowo, które ciałem się staje. Ortodoksyjni ateiści dawno już wzięli na warsztat pisma objawione i dość skutecznie wyłuszczyli ich paradoksy, niekonsekwencje, a wręcz niedorzeczności. To nie jest wiedza tajemna, dostępna w internecie każdemu chętnemu. Bo nie jest problemem uzasadnianie bicia przez pisma natchnione, on tkwi w prawie obowiązującym, Bijesz lub namawiasz do bicia, prawo stanowi, że jesteś przestępcą. Jeśli uzasadniamy nasze postępki nakazami religijnym, a jest on sprzeczny z obowiązującym prawem, to mamy problem i powinniśmy szukać innego miejsca na ziemi, albo zmienić prawo. Cała ta opowieść na temat, co autorzy pism natchnionych mieli na myśli, jest po prostu głupia.

i w ten sposób dostrojona do możliwości intelektualnych objaśniaczy bożego przesłania

Ja jestem zwolennikiem wychowania dzieci w sposób bez stresowy (chodź nie jest to łatwe). Zdaje sobie sprawę, że klaps czasem jest konieczny. Bo małe dzieci potrafią wchodzić na głowę. Do dzieci trzeba mieć podejście jak ktoś się na nie decyduje. I takim małym szkrabom łatwo zrobić krzywdę. Przemoc nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. ---->https://www.youtube.com/watch?v=szauvKlBC9k

ci, co dzieci biją i ci, co bicie dzieci pochwalają i na nie przyzwolenie dają to bez wątpienia przypadki patologiczne, być może także ofiary przemocy w dzieciństwie itepe - to jednak za mało, by nie nazwać ich wprost, po imieniu - z w y r o d n i a l c a m i

Że bicie dzieci jest czymś bardzo niedobrym. Ale z epitetami bym była ostrożniejsza. Bo wielu dorosłych było bitych w dzieciństwie. W całkiem normalnych i nie patologicznych rodzinach. Bitych wyłącznie "za karę", w tzw celach wychowawczych. Takie było przyzwolenie a nawet wymóg społeczny. Dziecko miało być grzeczne, ciche i nie przeszkadzać. Rodzice tzw. "rozpuszczonych" dzieci byli napiętnowani. Teraz jest inaczej, psycholodzy twierdzą co innego i bardzo dobrze. Tylko ilu rodziców czyta pisma czy książki psychologiczne a ilu postępuje tak jak postępowali ich, często bardzo kochani i szanowni rodzice? Czytając słowa o "zwyrodnialcach" słusznie by się oburzyli, bo szanują pamięć swoich rodziców i nikt im nie wmówi, że byli takowymi. Takie słowa budzą sprzeciw i zaprzeczenie słuszności poglądów kogoś, kto tak chciałby nazwać całe pokolenia kochających choć, jak się okazuje, błądzących rodziców.

nie trzeba czytać książek z psychologii by zauważyć, że nawet tak zwany 'klaps' to nic innego jak brutalne wykorzystanie przewagi fizycznej dorosłego wobec bezbronnego dziecka, i nie trzeba być wzorem cnót by móc pojąć, że tak się nie godzi - bez wątpienia ci, co swe własne dzieci biją, byli bici w dzieciństwie - ale cóż innego jak z w y r o d n i e n i e, choćby sfery relacji międzyludzkich, może być efektem tej pokoleniowej sztafety bezlitosnych oprawców? dziecko bite lekcję bicia dobrze pamięta, przenosi ją w życie dorosłe jako schemat, na nim między innymi opiera swe rozumienie świata i kreowane z nim relacje - to bardzo stara i bardzo prymitywna szkoła, a kościół w niej niestety od wieków dyrektorem

Mając doświadczenia i obserwacje w obszarze praktyki wychowania dziękuję autorowi za doskonałą analizę problemu i świetny tekst. Artykuły Pana Piotra są dla moich przyjaciół i dla mnie zawsze wielką inspiracją.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]