Reklama

Absolutny przypadek

Absolutny przypadek

30.05.2004
Czyta się kilka minut
Szanowny Pan
K

KRZYSZTOF KOZŁOWSKI

zastępca redaktora naczelnego “TP"

W związku z Pańską wypowiedzią na temat opublikowanej w tygodniku “Polityka" reprodukcji karty informacyjnej założonej przez SB Pani Joannie Piaseckiej, córce Jerzego Turowicza, pragnę wyjaśnić, że jest rzeczą oczywistą, iż publikacja ta winna być opatrzona informacją wskazującą, że Pani Piasecka jest osobą, o której SB zbierała celowo informacje, w tym także w sposób tajny (a więc osobą pokrzywdzoną w rozumieniu ustawy o IPN), nie zaś źródłem informacji wykorzystywanych przez SB.

IPN, wyrażając zgodę na udostępnienie wspomnianego materiału, nie naruszył ustawy o IPN ani ustawy o ochronie danych osobowych. Pion archiwalny kierowanego przeze mnie Instytutu udostępnił na potrzeby przygotowywanej w redakcji “Polityki" publikacji, akta dotyczące Leszka Kołakowskiego, które obrazują sposoby i zakres inwigilacji oraz działań prowadzonych przez służbę bezpieczeństwa totalitarnego państwa wobec osób uznanych za politycznych przeciwników. Służby te gromadziły informacje nie tylko o osobach, które ich zdaniem zagrażały ideologii lub interesom władzy, ale również o wszystkich, z którymi rzeczywiści lub domniemani opozycjoniści wchodzili w jakikolwiek kontakt.

Udostępnienie przez IPN karty Pani Joanny Piaseckiej ilustrować miało praktyczne stosowanie przez SB tej metody, zmierzającej do zgromadzenia informacji o wszystkich osobach, z którymi Leszek Kołakowski pozostawał “w kontakcie". Jest rzeczą oczywistą, że wyjaśnienie takie powinno znaleźć się w publikacji prasowej pod fotografią. Dlatego też zwracam się równolegle do tygodnika “Polityka" o zamieszczenie stosownej informacji.

Co do zasad udostępniania archiwów IPN, zgodnie z art. 23 punkt 2 ustawy z 18 grudnia 1998 r. o IPN - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Kolegium IPN zajmuje stanowisko m.in. w sprawie zasad wglądu w dokumenty oraz zasad ich publikowania. Zgodnie z decyzją Kolegium przyjęto zasadę, że do celów naukowo-badawczych i publicystycznych dokumenty dotyczące UBP, SB i innych organów bezpieczeństwa państwa udostępnia się bez anonimizacji danych osobowych. Jedynie bowiem w tej postaci dokumenty te mają pełną wartość poznawczą. Kierując się tą zasadą, udostępniono również informacje o metodach działania SB wobec przedstawicieli świata artystycznego i świata kultury po wprowadzeniu stanu wojennego.

Dziennikarze i autorzy publikacji naukowych zwracają się z reguły do osób pokrzywdzonych o wyrażenie zgody na podanie do wiadomości publicznej tych informacji o pokrzywdzonym, które mają charakter zniesławiający, jeżeli publikacja ma ukazać aspekt działalności SB, polegający na fabrykowaniu fałszywych informacji, które miałyby zdyskredytować osoby pokrzywdzone w ich środowisku. Nadmienić należy, że takich informacji karta Pani Joanny Piaseckiej nie zawiera.

W naszej działalności kierujemy się również zasadą udostępniania dokumentów odnoszących się do osób, które uzyskały status swego rodzaju “świadków historii". Ta kategoria obejmuje nie tylko postaci znane z publicznej działalności, ale także osoby prywatne. Stają się one świadkami historii przez udział w jakimś zdarzeniu o randze historycznej, kontakt z osobą powszechnie znaną lub odgrywającą znaczącą rolę. Są one w ten sposób obiektem zainteresowania ze strony naukowców i dziennikarzy dla celów prowadzonych przez nich studiów na potrzeby publikacji. Takim właśnie świadkiem historii stała się Pani Joanna Piasecka jako studentka Leszka Kołakowskiego. Dlatego też Jej karta wytworzona przez SB została udostępniona przez IPN. Znalazła się ona w zbiorze wielu dokumentów obrazujących techniki pracy operacyjnej SB.

Raz jeszcze pragnę podkreślić, że publikacja informacji dotyczących pokrzywdzonego-świadka historii powinna zawierać wyraźną informację, wykluczającą możliwość błędnego rozumienia przez czytelników roli, jaką odgrywała wskazana w publikacji z nazwiska osoba. Tylko w ten sposób można zapobiec ponownemu pokrzywdzeniu w materiale prasowym osób pokrzywdzonych w rozumieniu ustawy o IPN. Na ten aspekt IPN zwraca uwagę wszystkim publicystom i historykom korzystającym z archiwów.

Pragnę Pana zapewnić, że tak jak do tej pory będę dokładał wszelkich starań, by dochować wierności ustawie o IPN - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

LEON KIERES, prezes IPN

***

W związku z pytaniami, jakie Pan zadał w komentarzu “Dwa pytania" (“TP" nr 19/04), spieszę z wyjaśnieniem. To ja czuwałem nad doborem ilustracji do tekstu Martyny Bundy (“Polityka" nr 18/04), jako redaktor wydania odpowiedzialny za numer “Polityki", w którym ten tekst się ukazał. Zaakceptowałem intencję naszego grafika, by ów artykuł zilustrować materiałami operacyjnymi SB. Tekst dotyczy windykatorów, ale windykatorów z niechlubną przeszłością używających dziś - w innej rzeczywistości - metod, jakich nauczyli się w SB. Autorka cytuje w tekście dokumenty, w których opisane są stosowane przez SB represje wobec znanych i szanowanych osób. Poprosiliśmy IPN o materiały dotyczące “inwigilacji inteligencji polskiej w latach 60.-70.". Tak właśnie zatytułowaliśmy formalne zamówienie, które trzeba było w Instytucie przedstawić. Jasno wyraziliśmy w nim chęć opublikowania udostępnionych nam materiałów. Przyjęliśmy jako pewnik, że otrzymamy materiały, które bez naruszenia prawa będziemy mogli pokazać czytelnikom. Nasz fotograf otrzymał je do reprodukcji. Zrobił kilkanaście odbitek fotografii operacyjnych SB i akt personalnych pochodzących z archiwum służb. Wyboru dokonał absolutnie przypadkowo.

W redakcji wybraliśmy zdjęcie, na którym widnieje prof. Leszek Kołakowski, ponieważ fakt, że obiektem obserwacji SB był wybitny uczony, ma szczególną wymowę. Jako dodatkowej ilustracji użyliśmy reprodukcji dokumentu (prawie nie do odczytania w druku), w którym podpisany pseudonimem agent składa doniesienie o tym, z kim profesor się kontaktuje. Chodziło wyłącznie o skrótowe pokazanie metod pracy SB, które, jak się okazuje, przetrwały likwidację PRL-owskich służb. Wyjaśniał to też podpis pod zdjęciem.

Ubolewam, że powstały wokół tej publikacji inne interpretacje.

ARTUR PODGÓRSKI, redaktor wydania “Polityki"

***

Sytuacja wygląda następująco: wedle wyjaśnień prezesa IPN Leona Kieresa, Instytut udostępnia dziennikarzom materiały archiwalne MSW (w tym również zawierające pełne dane personalne), nie biorąc przy tym odpowiedzialności za to, jaki użytek z tych materiałów uczynią dziennikarze. Udostępnione materiały nie są objaśnione, a zatem często nie wynika z nich jasno, czy chodzi o osoby poszkodowane przez SB, czy odwrotnie - współpracujące z SB. Z kolei w poczytnym tygodniku wyboru ilustracji do artykułu (poświęconego w gruncie rzeczy całkiem innej sprawie), dokonuje “absolutnie przypadkowo" redakcyjny fotograf. Wkład redakcji ogranicza się do podpisu pod zdjęciem, w którym beztrosko stwierdzono, że “figurant, Krab" (czyli obserwowany) był agentem. Ani IPN, ani “Polityka" nie są też skłonne wyjaśnić, jaką rolę w tym wszystkim grała ,,Krakowianka", której zdjęcie i pełne dane znalazły się w fotokopii dokumentu “Ustalenie". Stąd mój zarzut o nonszalanckie traktowanie tzw. teczek. Przecież po to utworzyliśmy IPN i uchwaliliśmy odpowiednią ustawę, by temu zapobiec. Przecież po to chronimy wizerunek i nazwisko nawet osób stojących przed sądem, by uniknąć samozwańczych wyroków ferowanych przez media.

KRZYSZTOF KOZŁOWSKI

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]