Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Znikający punkt 2

Znikający punkt 2

26.06.2018
Czyta się kilka minut
No w końcu pojechałem. Lata to trwało. Tam już stracili nadzieję, bo co napisali, żebym przyjechał, to im odpowiadałem: nie mogę, nie mam czasu, do Mołdawii jadę, do Zaleszczyk, na pustynię jakąś albo na step bezludny.
A

Ale ten Kiszyniów to można przecież przełożyć” – odpisywali. A ja na to, że w żadnym wypadku, Kiszyniowa się nie przekłada i tak dalej, bo mi się zwyczajnie nie chciało jechać. Najpierw dlatego, że naprawdę mi się nie chciało, a potem dlatego, że wszyscy mówili, że powinienem, że trzeba, że jak to tak: nie jechać do Francji?

Wydawca się w końcu obraził, że nic, tylko ten Kiszyniów i Ułan-Ude. Niewiele mnie to obeszło, bo cóż ja z Paryżem miałem wspólnego? Nic. W dalekiej młodości czytałem surrealistów i mi się przez jakiś czas podobali. Gdy wyszedłem z więzienia, przez jakiś czas czytałem Geneta i też mi się podobał. A potem już nie czytałem, tylko byłem zajęty własnymi sprawami. I tyle tej Francji w moim życiu było. No ale w końcu pojechałem. Miałem nowego wydawcę. Dostałem przyzwoitą nagrodę do odebrania w pięknym ponoć mieście Saint-Malo, z którego niegdyś wypływali...

6375

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

że czumak na kałmuka głosuje

Ech Autorze … dodge challenger dostępny jest na naszym rynku w cenie nowego samochodu klasy średniej. Ilość ofert jest dość solidna. To pewnie konsumpcyjny postęp w porównaniu z czasami kiedy mustangiem jeździli jedynie Kazimierz Deyna i Czesław Niemen – swoją drogą zdaje się tym samym, zespawanym zresztą wrakiem ściągniętym pewnie gdzieś z Niemiec – ale i wówczas mieliśmy przynajmniej syrenkę. Pewnie nie dodge’a, ale zawsze samodzielnie skonstruowany i wyprodukowany samochód przeznaczony do celów prywatnych. W czasach, kiedy znakomita reszta świata nadal poruszała się wozem zaprzężonym w muła. Tak samo w Niemczech w drodze do Francji można przecież zatankować na stacji Orlenu. Dochód koncernu to było nie było jakaś jedna siódma tego, co zarabiają Shell czy Exxon. A z prowadzonymi właśnie odwiertami w Kanadzie będzie pewnie jeszcze lepiej. Także naprawdę … opowieści o naszej biedzie można swobodnie kolportować pośród tego miliona czekającego w Libii na przerzut do Europy albo wśród Hindusów, którzy śpią gromadnie na warszawskich ławkach. Przynajmniej się uśmieją. Inną rzeczą będzie oczywiście sprawa redystrybucji dochodów czy prawa pracownicze, ale tu Seba i Patryk znajdą pewnie nić porozumienia z Manfredem i Uwe. Albo też i jedni i drudzy dołączą do konwoju Gumowej Kaczki.

W ogóle w sprawie Europy, to jakieś sto lat temu Francuz Paul Hazard napisał znakomity tekst pod nudnym tytułem „Kryzys świadomości europejskiej 1680 – 1715”, którego najlepiej pozwala zrozumieć jak znaleźliśmy się w znikającym punkcie w którym właśnie jesteśmy. I tak - w skrócie, na potrzeby tego komentarza - Europa rozpina się gdzieś między Leonidasem, który poprowadził pod Termopilami 300 przeciwko Persom, a Oktawianem Augustem, pierwszym Cezarem, który podporządkował sobie senat obsadzając go swoimi poplecznikami, a po śmierci czczony był już jako boski Oktawian August. Jej historia zaś to cykle zmagań Leonidasów usiłujących przeszkodzić Oktawianom Augustom w narzucaniu swojej woli, posiłkując się przy tym religią czy też interpretując ją na swoje potrzeby. Środkiem w tych zapasach jest zaś przede wszystkim rozum i stąd Europa zajmuje się bardziej profanum niż sacrum, a. jej domeną jest bardziej nudnawa rozkmina kwestii filozoficznych i prawnych niż religijne uniesienia, jakkolwiek nabierająca życia i kolorów za każdym razem kiedy tron w oparciu o sacrum usiłuje manipulować sumieniem jednostek. Jednocześnie Europa nie zapominała o szukaniu kontaktu z transgresją. Grecy i Rzymianie mieli swoje misteria, głęboko mistyczne – choć również bardzo rozumowe – było średniowiecze. I dopiero w czasach oświecenia doszło – według Hazarda – do jakiegoś pęknięcia. W pewnym momencie, po obejrzeniu sobie reszty świata i zauważeniu że „europejski styl życia” jest tylko jednym z wielu zwolennicy oświecenia, czyli – jak nazwał to Immanuel Kant – posługiwania się rozumem bez czyjegokolwiek kierownictwa, wzięli się tym razem za wytykanie błędów logicznych Pisma Świętego /Po zabójstwie Abla Kain był pogardzany przez innych ludzi, ale skąd wzięli się nagle inni ludzie, skoro na świecie żyli wówczas Adam, Ewa i Kain i tym podobne kwestie/. Swoją drogą zapewne w jego łacińskiej bądź lokalnej wersji, bo z hebrajskim oryginałem wytykanie nie poszłoby już tak łatwo. Kościół przyznał wówczas że zwolennicy oświecenia mają rację – szczególnie biskup Bosset i Leibnitz usiłowali łatać coraz bardziej rozwierającą się dziurę, ale koniec końców stron nie udało się pogodzić i doszło do rozwodu. Kościół rzekł „macie co prawda rację w swojej krytyce, ale ponieważ to my mamy rację – albo dogmat własnej niemylności - więc racja jest po naszej stronie i to my pozostajemy jedynymi uprawnionymi do wykładania spraw wiary”, a oświeceniowcy rzucili wobec tego „jak nie to nie, od dziś zajmujemy się jedynie tym, co dostępne jest rozumowi i zmysłom”. Tym samym gros energii i starań runęły hurmem ku doczesności, jako jedynie dostępnemu obszarowi, fundując nam rewolucję naukową i przemysłową i przy okazji kapitalizm czyli Midasa, którego nie dotknęła zemsta nie branych już pod uwagę bogów, który – póki co - ma co jeszcze co jeść i czym oddycha, pewnie dlatego, że ludzki rozum – o ile ograniczony – podpowiada jednak co i rusz rozwiązania.. I tak trzymając się metafory motoryzacyjnej, być może amerykańskie „pony cars” czy „choppery” są trochę pretensjonalne ze swoimi dudniącymi silnikami i chromem, ale uciekinierzy z Europy musieli sobie w końcu czymś powetować pochodzenie ze świata, gdzie arystokracja ma do wyboru szereg supersamochodów, a ludowi przychodzi poruszać się pojazdem o nazwie „mini”. No i ich dostępność dla „robotnika” przy tym że były w stanie konkurować z najdroższymi pojazdami ze starego kontynentu. Ciężko ich nie polubić i być może tak właśnie ma wyglądać egalitaryzm. Z drugiej strony ani Challenger nie ratuje Kowalskiego przed zgubą ani Harley Davidson obu Easy Riderów. Kaczka przeżywa co prawda w swoim Mack’u może dlatego że to ciężarówka. Niemniej – choć zachód kombinuje nad wyjściem z sytuacji, ostatnio za pomocą tzw. teorii integralnej – to rzeczy pewnie w tym, że na chwilę obecną jest zapuszkowany w materii jak sardynka. W każdym razie Czesław Miłosz, który twierdził że uwielbiał kręcić się furą po Kalifornii zobaczył w niej koniec końców tylko „Ziemię Urlo”.

A ja przypomniałem sobie, kiedy po raz pierwszy przeczytałem tekst .Andrzeja Stasiuka. Było to w latach dziewięćdziesiątych, przy okazji jeżdżenia większą grupą na nartach w Bukowinie Tatrzańskiej. Kolega podsunął mi magazyn „Playboy” sugerując przeczytanie umieszonego w nim fragmentu „Jak zostałem pisarzem”. Poprzerzucaliśmy się następnie fragmentami i zdaje się że najbardziej podobał się nam ten z „wiezieniem do dzieciątka Jezus”. Poza tym pamiętam z tego numeru nagą łyżwiarkę Katarinę Witt, stojącą na głowie. Reszty modelek nie pamiętam bo w końcu ich prezentacja była jak kto woli „powierzchowna” albo „plastikowa”, nie było więc w sumie i czego zapamiętywać. Z drugiej strony to właśnie ten popkulturowy, że już bardziej nie można periodyk zapoznał mnie ze Stasiukiem. I tak sobie dumam, że nie do końca ten zachód taki zły. A już na pewno nie jego systemy polityczne, choć swoje najlepsze momenty mają wówczas, kiedy pojawia się dla nich zagrożenie, bez czego jakoś nie chcą funkcjonować. I że zachód w tę czy w tamtą, to w Polsce mówiąc nieładnie ogarniamy zarówno „Playboya” jak i demokrację. Oraz o tym, co wobec tego nas jednak od niego wyróżnia. Może to, że słuchanie jazzu jest u nas wyborem. Bo w USA choćby jest już koniecznością. Bez niego jazda nocą przez miasta byłaby zbyt przerażająca. I że można to wywieźć z rozwoju systemu politycznego naszego kraju /oświecenie nie musiało atakować podstaw wiary, bo sojusz ołtarza i tronu koniec końców nigdy nie okazywał się u nas szczególnie silny, a to na skutek regularnego ograniczania władzy centralnej/,ale ważne jest pewnie to, że w polskiej umysłowości sacrum i profanum nie wzięły ze sobą rozwodu. Stąd też litanie w Gnieźnie. Co z tym zrobić, kiedy aktualnie postępująca sekularyzacja i zaścianek idą ze sobą po raz kolejny na udry, oczywiście nie mam pojęcia ale ufam że jest to punkt wyjścia do odpowiednich poszukiwań. I myślę że po drodze jest mnóstwo lęku i że nikt nie obiecywał że poszukiwania będą proste. Ale i z dwa tygodnie temu dowiedziałem się, że Steven King po raz pierwszy zdetronizował w Polsce Henryka Sienkiewicza, jako najbardziej poczytnego pisarza. Wreszcie jakaś dobra wiadomość – w końcu horror to dojrzalsza forma niż western, który Sienkiewicz przeniósł na „Dzikie /sic !/ Pola”. Widać zaczynamy być powoli gotowi na patrzenie na siebie jako indywidua a nie kolektyw i do konfrontacji z własnym lękiem.

https://www.youtube.com/watch?v=PbCaoEsHX0M :)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]