Klerykalizm w genach

Niełatwo wyleczyć strukturalny trąd, jaki toczy Kościół. Nie zwalnia to nas jednak z ciągłego próbowania.

Reklama

Klerykalizm w genach

Klerykalizm w genach

15.05.2020
Czyta się kilka minut
Niełatwo wyleczyć strukturalny trąd, jaki toczy Kościół. Nie zwalnia to nas jednak z ciągłego próbowania.
Przygotowania do papieskiej wizyty w rzymskim sanktuarium Bożego Miłosierdzia, 19 kwietnia 2020 r. / Fot. Franco Origlia / Getty Images
P

Po obejrzeniu „Zabawy w chowanego”, drugiego filmu braci Sekielskich, osoby niewierzące, które na Kościół spoglądają z zewnątrz, mogą tylko utwierdzić się w antyklerykalizmie. Pytają, dlaczego taka instytucja w ogóle istnieje – skoro sama stwarza warunki dla krzywdzenia dzieci przez pedofilów, a biskupi uparcie oprawców chronią.

Dla wierzących nadprzyrodzony wymiar Kościoła jest realny i nie da się go niczym zastąpić. Ale i oni po filmie zastanawiają się, jak to możliwe, by kapłan, działający in persona Christi, z taką łatwością krzywdził bezbronnych? Aby biskup, ustanowiony z woli Jezusa pasterzem, czyli przewodnikiem wierzących, stawał po stronie wilków w koloratkach, a nie ofiar?

Na te pytania pojawiają się co najmniej dwie odpowiedzi. Pierwsza wskazuje na wszechobecny klerykalizm. Druga za przyczynę uznaje współczesny relatywizm i rozwiązłość seksualną,...

15195

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »


ogłoszenie społeczne

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wystarczy przeglądnąć stare gazety po kolejnych posiedzeniach plenum KC PZPR z roku 1971 czy 1980... tam też jako remedium na problemy socjalizmu proponowano większy udział załóg w zarządzaniu. Czyli "przejawiano troskę" "o większy wpływ robotników"... Niestety, to są bzdury. I Szanowny Pan redaktor pisze podobne. Tego się po prostu naprawić nie da. Nie z tą partią, wróć! Z tym Episkopatem i większą częścią reszty. Z nauki Chrystusa w Polsce tak naprawdę została tylko nazwa i puste hasła. Poza tym nie zostało prawie nic.

„ … za przyczynę uznaje współczesny relatywizm i rozwiązłość seksualną, spowodowaną rewolucją obyczajową roku 1968 … ” Jak ładnie, jest przyczyna i skutek, rozdrobniono seminaria i od razu pogorszył się poziom kształcenia kleryków. Szalenie ciekawa logika. O ciekawych praktykach kościelnych można by pisać w nieskończoność, choćby takich jak kastrowanie chłopców dla pięknego głosu, który cieszył papieży, lubujących się w śpiewie chórów, umilających im nie tylko uroczystości kościelne. Sekielscy nie pierwsi i nie ostatni, którzy wylewają nam na głowy, od czasu do czasu kubeł zimniej wody, jednak nie robi to na nikim większego wrażenia. Porównałbym to do makabrycznego wypadku drogowego. Ludzie zatrzymują się by pooglądać, zrobić sobie fotkę, poprzeszkadzać tym co próbują pomóc. Generalnie ciekawscy blokują, i psioczą na służby, że ich rozganiają. Po kilku kilometrach znowu dociskają pedał gazu, wyprzedzają zmuszając innych do zjeżdżania z drogi, mają przecież siedem żyć. Gdy dojadą do celu swej podróży, poopowiadają wszystkim wkoło co i jak, jaka masakra, nieszczęście, tragedia, jednak niczego to w ich życiu i postępowaniu nie zmienia. Kościół nie wymyślono by rozczulał się nad biedakami, tymi owieczkami i baranami, jest po to by nas strzygł i doił, byśmy się go bali i byli pokorni. Tak to działa, bo tak to wymyślono i nie jest to efektem jakiejkolwiek rewolucji seksualnej, soboru, synodu, ani też efektem rządów papieża czy biskupa. Skuteczny pragmatyzm w osiąganiu celu, a jest nim zazwyczaj władza, narzędziem zaś pieniądz. Wszyscy ci księża zboczeńcy też mają do odegrania swoją rolę w tym mechanizmie. Być może tylko w naszym kraju, reformowanie stało się modne, choć mam co do tego wątpliwości. Ale u nas reformuje się wszystko i ciągle, wychodzi z tego niezłe psucie, bo zazwyczaj tym się kończy, choć wszyscy obwieszczają sukces za sukcesem. Kościół się tym trendom poddaje dość opornie, ale kropla drąży skałę, rozmywa autorytet, podważa wiarygodność. Pustoszeją kościoły, a ludziska przestają się Kościoła bać. Erozji ulegają fundamenty naszej zachodniej cywilizacji, jak sobie już wszystko ze szczętem obrzydzimy i poczujemy się lepiej, lepszymi, przyjdzie pora na zatkanie pustki jakimś substytutem. Myślę, że wypełniaczy mam nie zabraknie ich poziom moralny i etyczny będzie jaki będzie, zasadniczo na poziomie na jaki zasługujemy, czyli taki jak teraz, albo nawet gorszy. Ale ofiary, co z nimi, tak nie można itp, itd. Pewnie szkoda tych rozjechanych ludzi, dziś mogą dochodzić swych praw na drodze cywilnej w sądach, jeśli na to ich stać, jednak każdy rodzić powinien stosować zasadę ograniczonego zaufania, w stosunku do osób którym powierza swe dzieci.

Uważam, że nie da się zmienić instytucji, bez wyrzucenia przede wszystkim władz, jeśli instytucja źle funkcjonuje. Miałem okazję popatrzeć z bliska jak to wszystko funkcjonuje i moim zdaniem wygląda to bardzo źle. Osobiście czułem się bardzo rozczarowany tym co zobaczyłem i co sam odczułem z kontaktów z klerykami i świeckimi pracującymi w tej instytucji. Z drugiej strony miałem potem bardzo pouczającą rozmowę z księdzem, który chodził po kolędzie i on powiedział ważną dla mnie rzecz w tym momencie, a mianowicie, że kościół katolicki jest w kryzysie instytucjonalnym w Polsce od wieków. W instytucji kościelnej, którą miałem możność oglądać z bliska, panowało przekonanie pośród kleru, że jako ludzie są niewiele warci, a to co im dobrze wychodzi, dzieje się jedynie za sprawą opatrzności bożej.

Szorowanie rynsztoka mopem to ciekawa metafora… Co do grzechów Kościoła, i to jeszcze polskiego, króluje jedna zasada ucieczki od tu i teraz. Tu i teraz mamy epidemie. Ilu księży obecnie zmusza wiernych do zdejmowania maseczek podczas Eucharystii pod rygorem nieudzelenia sakramentu! Praktyka stała się niemail powszechna, bynajmniej nie tylko w warszawskim kościele akademickim sw. Anny (decyzja rektorska), ale w tylu parafiach księża zmuszają wiernych do ścigania maseczek pod czasem pretekstami takimi, że przy maseczce okruch Hostii mógłby upaść na ziemię, a wtedy… A V przykazanie.? Samemu nie poczuwając się najczęściej przy tej okazji do obowiązku zakrycia twarzy, a przecież podczas Komunii odległość miedzy przyjmującym, a szafarzem jest poniżej 1 metra. I nikt się ne poczuwa do tego, by księdza lub księdza rektora zdyscyplinować! Tutaj przypomina mi się historia otrzęsin w szkole pijarskiej, gdzie dzieci scałowywały z gołych kolan księdza dyrektora pinkę do golenia. Nie chodzi o to, czy jest to dobre na żołądek, natomiast kluczem do wszystkiego jest jedno określenie: feudalne warcholstwo. Wasal mojego wasala nie jest moim wasalem. Do dzisiaj ta feudalna zasadą jest kluczem tego, co się dzieje. Jak dokonać tego, aby ludzie od których cokolwiek zależy NIE robili dokładnie tego, co chcą? Państwo Boże potrzebuje systemu, w którym byłyby na to szanse. W którym zasady i wartości obowiązywałyby wszystkich? Film w niektórych miejscach jest za mocny, ale rzeczywiście z tymi ludźmi, z takimi relacjami, brak jest nadziei na zmianę. A swoją drogą, żeby w okresie najcięższej (jak dotąd!!! fali epidemii pozwolili ludziom chociaż porządnie się najesc Człowiek wiedziałby, że szabat jest dla człowieka nie tylko na kartach Ewangelii, której głoszenie podobno najskuteczniejsze jest metodą osobistego świadectwa.

Jak uda nam się ograniczyć przynajmniej grzech klerykalizmu, będzie znacznie lepiej. Są na świecie społeczeństwa katolickie znacznie bardziej odporne na tę straszną dolegliwość, która pociąga za sobą cały legion przewinień i zbrodni. Warto się od nich uczyć. Można zrozumieć (ale oczywiście nie pochwalić) naszych hierarchów nie tylko opornych, aby z klerykalizmem walczyć, ale wręcz go z troską hodujących. Każda podobna instytucja tak ma. Jeśli Bóg da i hierarchowie sami zaczną walczyć z wszelkimi przejawami klerykalizmu w kościele (wzorem Franciszka), to fajnie. Ale nie żyjemy (ponoć) w państwie kościelnym! My świeccy też mamy wielką robotę do zrobienia. Nie czekajmy aż zbrodniarz się nawróci. Pomóżmy go złapać i wymierzmy mu sprawiedliwą karę. Gdyby wszelkie władze świeckie w Polsce wykonywały swoją robotę i traktowały duchowieństwo tak samo jak wszystkich innych obywateli, duchowni musieliby bardziej się kontrolować. Tymczasem mamy tajną instrukcję Ziobry do prokuratorów, rozwiązanie kościelnej komisji majątkowej, by uchronić hierarchów od odpowiedzialności, państwowe dotacje dla różnych ciemnych interesów księży biznesmenów, itd, itp. To nie jest problem duchowieństwa, to jest problem całego społeczeństwa. Myśmy sobie wyhodowali tę kastę nietykalnych, ubóstwianych zbawców Narodu. Zmiana jakościowa zachowań polskiego duchowieństwa jaka nastąpiła po 1989 roku jest właśnie skutkiem takiego a nie innego postępowania władzy świeckiej.

W czasie ròżnych ruchawek i rewolucji ludzie wymierzali przedstawicielom Kościoła sprawiedliwość... Wystarczy przywołać Rewolucję Francuską czy rewolucję w Hiszpanii. Instytucja Kościoła jest niereformowalna. Każdy człowiek, bez względu na głoszone ideały,nadużywa władzy... W artykule ciągle powtarza się pobożne życzenie: powinno, powinien... Mamy wizję szlachetnych i uduchowionych kapłanów, świeckich, a zapominamy o słowach Pana Jezusa, gdy zapowiadał swoje powtòrne przyjście:Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na Ziemi, kiedy przyjdzie? Należymy do Kościoła walczącego. A jeśli ktoś chce zmienić świat, niech zacznie od siebie. I tylko takie działanie jest podyktowane rozsądkiem i skuteczne.Wszelkie reformy systemu zwykle chybiają. Simone Weil trafnie określiła sprawiedliwość, nazywając ją " uciekinierką z obozu zwycięzców".

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]