Reklama

Z serca do serca

Z serca do serca

16.11.2010
Czyta się kilka minut
To jest muzyka, która płynie najprostszą drogą, z serca do serca. A przecież nie ma w niej niczego z łatwej słodyczy; boli, drapie i niczym magnes przyciąga.
N

Na skraju wsi Czernica koło Rybnika - w rodzinnym domu Henryka Mikołaja Góreckiego - słychać było przejeżdżające pociągi. Stukot kół kołysał zapewne do snu. Te jednostajne dźwięki od najmłodszych lat były jego światem, muzyka - początkowo nieosiągalnym marzeniem. Henryk Mikołaj nie był rozpieszczanym chłopcem posyłanym na lekcje fortepianu, w domu było wprawdzie pianino, które pozostało po matce, nie mógł go jednak dotykać. Ale miał szczęście: w dziesiątym roku życia trafił do muzyka-amatora, Pawła Hajdugi, który został pierwszym jego nauczycielem i mentorem. Pod jego okiem chłopiec uczył się gry na skrzypcach, a także komponował; wbrew planom rodziny, postanowił zostać muzykiem. Upór i determinacja, nieposkromiony instynkt i niepokorna natura - gdyby nie splot zdecydowanych cech charakteru z ogromnym talentem, losy jednego z największych kompozytorów XX wieku potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Pozorna prostota

Muzyka Henryka Mikołaja Góreckiego jest zaprzeczeniem złożoności, ma w sobie melancholijną nostalgię, ździebko groteski i ludyczną energię tańca. Wszystko razem wiruje, zniewala magnetyczną siłą, uwalnia emocje na rozmaitych piętrach skojarzeń. Oto np. "Kleines Requiem für eine Polka" - dzwony rurowe brzmią tam niczym wiejskie dzwony wzywające na modlitwę, fortepianowe frazy, smyczki - to po prostu niewysłowiona tęsknota; i w tym wszystkim nagle - niczym deus ex machina - pojawia się szaleńczy taniec, jego rytm zagarnia całą przestrzeń. Podobnie w kwartetach smyczkowych, pierwszym: "Już się zmierzcha", drugim: "Quasi una fantasia" i ostatnim, trzecim: "Pieśni śpiewają" - uporczywie, w nieskończoność powtarzane, ciosane akordy łamią się nagle pod żywiołowym pędem ludowego tańca, by po chwili zamienić się w zastygły chorał. Z kolei boleśnie nacechowana, powtarzana w nieskończoność melodia z modlitewnym tekstem w III Symfonii drąży, niepokoi, w końcu przynosi ukojenie.

Stałość, powtarzalność, rozciągnięty czas i ani jednego zbędnego dźwięku; wbijające się w pamięć frazy naznaczone pierwotną, archaiczną w swej naturze energią. "Scontri", "Lerchenmusik", "Refren", "Muzyczka IV", "Ad Matrem" to utwory nie tyle skomponowane, co zaklęte w czasie nie z tego świata, po to, by na tym świecie nieść pocieszenie. Górecki dokonuje w nich cudu przemiany dźwięków w magię. Pewnie dlatego tak trzymają w napięciu, nigdy nie nużą - jest w nich moc i energia.

Jak Górecki to osiąga? Na to pytanie racjonalnej odpowiedzi nie ma: to po prostu siła talentu.

Anglosaskie strzechy

Muzyce Henryka Mikołaja Góreckiego przyklejano rozmaite łatki: nowy romantyzm, polski minimalizm, archaizm. Ale to wszystko nie tak; jego muzyka jest osobna, nie przynależy do żadnego nurtu; choć pozornie prosta, nie potrafi podrobić jej nikt.

Bez względu na kompozytorską technikę, od pierwszych do ostatnich utworów zawsze jest o tym samym, czego lepiej słowami nie nazywać. We wczesnych utworach - począwszy od studenckich, utrzymanych w neoklasycznym stylu (np. Sonata na dwoje skrzypiec), przez dodekafoniczne, pełne gryzących klasterów ("Scontri"), czy modalne "Trzy utwory w dawnym stylu" - Górecki prowadzi słuchacza w podobną przestrzeń: przeżycia emocjonalnego i ­katharsis, dociera dźwiękami w najbardziej ukryte rany, zakopane traumy i znękane zakamarki duszy. Leczy. To jest muzyka, która płynie najprostszą drogą, z serca do serca. A przecież nie ma w niej niczego z łatwej słodyczy; boli, drapie i niczym magnes przyciąga.

Zapewne właśnie dlatego po raz pierwszy w historii dzieło muzyki poważnej - III Symfonia ("Symfonia pieśni żałosnych") - trafiło na listy przebojów radia Classic FM w Wielkiej Brytanii, dając początek komercyjnemu sukcesowi na niespotykaną dotąd skalę.

To było wydarzenie bez precedensu: trwająca godzinę kompozycja z polskim tekstem, lamentacyjna, błagalna w tonie modlitwa, trafiła pod brytyjskie, a potem również amerykańskie "strzechy". Był rok 1992, 15 lat po premierze Symfonię Góreckiego nagrali dla firmy Nonesuch: Dawn Upshaw (sopran) oraz London Sinfonietta pod dyrekcją Davida Zinmana. Nagranie poruszyło w Brytyjczykach, a także w Amerykanach jakąś najwrażliwszą strunę. Górecki trafił na listy przebojów obok gwiazd popu!

Prowincjusz ze Śląska, zakochany w polskim Podhalu, spotykał się - a jakże - ze swoimi "fanami". Sukcesy, splendor, fety i bankiety nigdy nie były jednak jego żywiołem - bardzo szybko się wycofał do domowej twierdzy - ukochanego domu w Zębie koło Chochołowa na Podhalu, uciekając od komercyjnego blichtru. Tak jak przed światowym sukcesem, w dalszym ciągu żył w gronie bliskich, wciąż wolno komponując. III Kwartet smyczkowy "Pieśni śpiewają", zanim Górecki dał go Kwartetowi Kronos do wykonania, kilkanaście lat przeleżał w kompozytorskiej szufladzie. Ostatnio pracował nad kolejną, Czwartą Symfonią - podobno ukończona, również spoczywa w tej szufladzie...

***

Brak matki (zmarła, gdy kompozytor miał dwa lata), wojna i kalectwo (rezultat zwichnięcia w dzieciństwie biodra), samotność i brak zrozumienia - takie były doświadczenia jego najmłodszych lat.

Zahartowały go na zawsze - zostawiły jednak niezabliźnioną ranę, która znalazła ujście w muzyce.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]