Z dystansu - jeszcze dziwniej

Zatrzymuję ten punkt widzenia. Są sprawy, które - dlatego właśnie, że obchodzą - na odległość nabierają niepokojącej ostrości spraw trudnych do pojęcia, trudnych do uwierzenia, że w ogóle są i że zdają się nie budzić żadnego dyskomfortu społecznego. Taką sprawą jest - na dystans wyjątkowo przygnębiająca - nieustająca gotowość opozycyjnych decydentów do bycia tylko i wyłącznie na “nie". Zupełnie niezależnie, czego to dotyczy i jak się odbije na tych obszarach polskich realiów, które są od nich odległe.
Czyta się kilka minut

Komunikat medialny o jakimś - nareszcie - bodaj półporozumieniu w sprawie szpitali klinicznych. I zaraz twarde akcenty w komentarzach prominentów: to nie tak, to nie wszystko, to nie dosyć. Komunikat o nowym ministrze zdrowia, mogący rokować jakieś nowe otwarcie. I zaraz odcinanie się: żeby tylko nie pomyślano, że wspieramy, że będziemy chcieli w czymkolwiek, choć na trochę, być sprzymierzeńcem. Punkt widzenia ludzi z łóżek szpitalnych i ławek w poczekalniach przychodni - także punkt widzenia chorych dopiero czekających na jedno i drugie - dyktowałby bezlitosny pragmatyzm i szybką skuteczność w poprawie sytuacji. Ale na to trzeba by przyjąć, że chorym jest absolutnie obojętne, czyj słupek sondaży pójdzie w górę. A dla decydujących tylko to jedno zdaje się być ważne.

Już nie dziwnie, ale osłupiająco dziwnie brzmią z dystansu komunikaty polskich europarlamentarzystów, jak to będą przeciw polskiemu kandydatowi na prestiżowe stanowisko. Ale o tym jeszcze czas będzie pomyśleć i może napisać.

Obrazek inny: komunikat, że oto w zagrożonym nareszcie dobroczynnymi zmianami NFZ pośpiesznie powstają nowe związki zawodowe. Wiadomo po co: ustawa związkowa nie pozwala zwolnić działaczy. Kiedyś wydawała nam się obroną przed zemstą polityczną obcej władzy. Dziś, w dobie bezrobocia, to drwina z losu nieobjętych tym przywilejem. Ale związek dalej noszący szczytną nazwę “Solidarność" nie ma w tej mierze także żadnych skrupułów. To przecież ludzie z tego związku tak niedawno przed katowicką kompanią węglową tłukli szyby i krzyczeli, że “będą obcięte łapy sięgające po czternastki, barburkę i podwyżki". I nikt tego nawet nie skomentował, ba, nikt się nie zdziwił...

Żeby nie poprzestać na zdziwieniu rozgoryczonym, jakieś inne na koniec. Wzruszające słowa Papieża z jego wakacji przypomniały nam o skarbie ciszy i milczenia, których nic nie zastąpi. Ale czy musimy i w tym wypadku narzekać na “cudzych"? To przecież w świątyniach powinno być źródło ciszy właśnie, zgromadzenie adorujące w milczeniu. Spotkania na wzór Taizé, a nie tylko na wzór wielkich manifestacji. Słowo Boże głoszone od ołtarza bez oklasków, zamieniających homilię w wiec. I niekoniecznie przekonanie, że najważniejszą misją Kościoła jest nieograniczony dostęp (a jeszcze lepiej - posiadanie) do prasy, radia i telewizji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2004