Reklama

Wszystko o Graalu

Wszystko o Graalu

22.05.2007
Czyta się kilka minut
Matka wychowywała Parsifala w całkowitej izolacji. Bała się, że głód wielkich czynów wyrwie młodzieńca z jej opiekuńczych ramion. Idylla skończyła się, kiedy Parsifal napotkał któregoś dnia rycerzy króla Artura. Uciekł z domu, a kiedy przekraczał granice rodzinnej posiadłości, matka osunęła się martwa na ziemię.
P

Po licznych przygodach Parsifal zasiadł w końcu na Pustym Miejscu przy Okrągłym Stole. W czasie swoich podróży natrafił na tajemniczy zamek. Nocując tam, doznał wizji jaśniejącego, tajemniczego kielicha. Po powrocie do Camelotu opowiedział towarzyszom o cudownym zdarzeniu, a ci nie mieli wątpliwości, że przedmiotem z widzenia był Święty Graal: kielich, którego używał Chrystus podczas ostatniej wieczerzy. Wyruszyli na jego poszukiwania.

To tylko jedna z wersji legendy, która przez 800 lat swojego istnienia zdążyła zrodzić niezliczone mutacje. Święty Graal po raz pierwszy pojawił się w dziele Chretiena de Troyes około roku 1190. Późniejsze utwory Wolframa von Eschenbacha i Roberta de Borona utworzyły tzw. cykl bretoński. Nieprzerwanie, aż do naszych czasów (sławetny "Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna) rozmaici pisarze i naukowcy, próbując dotrzeć do prawdy o kielichu, wybudowali wokół legendy o Graalu solidną fortecę z domysłów, hipotez i zwyczajnych kłamstw.

Do burzenia tej twierdzy zabrał się pracowicie włoski historyk i znawca kultury średniowiecznej Mario Moiraghi. W "Wielkiej Księdze Graala" dzieli się efektami swych badań. Jak przyznaje we wstępie, do wydania książki skłoniła go popularność wspomnianego dzieła Browna: zapragnął rozprawić się z zakłamywaniem historii. "Komentatorzy wszystkich czasów, czerpiąc pełnymi rękami z bezgranicznej ilości tekstów, ignorując daty i logiczną konieczność (...) byli w stanie wykazać wszystko, czego zapragnęli, przerzucając na Graala własne nadzieje, złudzenia, frustracje i insynuacje" - irytuje się Moiraghi.

Czy Graal był kielichem, kamieniem, a może osobą, czy jego legenda nie powstała czasem w Persji, czy król Artur istniał, czy przybyli do betlejemskiego żłóbka magowie byli pierwowzorami rycerzy Okrągłego Stołu, czy miecz wbity w skałę nie pochodzi z legendy o św. Galgano, co łączy Graala z Marią Magdaleną - długo by wyliczać roztrząsane w "Wielkiej Księdze" problemy. Za credo włoski uczony przyjął sobie zdanie: "Postaramy się przeanalizować (...) przedstawione problemy za pomocą nowych elementów, powracając także do już wydeptanych dróg, po to jednak, aby ocenić naszą historię z każdej możliwej perspektywy".

To założenie zawiera w sobie pułapkę, w którą Moiraghi wpada niemal na każdej z 350 stron książki. Każdy z problemów omawia bowiem "od Adama i Ewy", poruszając przy okazji wszystkie możliwe tematy poboczne. A więc jeśli Maria Magdalena - to także historia nauczania Kościoła o celibacie i małżeństwie, jak Persja - to szczegółowy opis religii mazdaickiej z genealogią Ahura Mazdy włącznie. Czytelnik nieraz pyta sam siebie: gdzie w tym wszystkim Graal?

Moiraghi pisze krótkimi paragrafami, oddzielając je za pomocą gwiazdek. Co chwila stosuje wyliczenia od pauzy wszystkiego, co tylko da się wyliczyć: osób, dzieł, pytań, teorii itp. Uporządkowaniu wywodów mają służyć "Konkluzje", które w jednym rozdziale potrafią wystąpić po kilka razy. Do tego dochodzą liczone na dziesiątki obietnice: "do tego jeszcze wrócimy", "to wyjaśnimy w dalszym toku opowieści", "powrócimy do tego jeszcze" itp. Benedyktyńską pracą byłoby sprawdzanie, czy wszystkie te zapowiedzi są realizowane.

Chaos kompozycyjny sprawia wrażenie, jakby włoski uczony przy pracy nad "Wielką Księgą" spisywał luźne notatki z rozsypanych na biurku fiszek. Do tego dochodzi ciężkawy język (i nie wolny od błędów przekład). Moiraghi nie ustrzegł się też potknięć merytorycznych: upieranie się przy tezie, że Celtowie nie istnieli, jest we współczesnej nauce dość egzotyczne. Równie karkołomna jest czołowa teza książki: wywodzenie genezy legendy o Graalu z Persji.

Polemika z Danem Brownem nie przyniesie efektu, dopóki Browna będzie się czytało ciekawiej niż jego krytyków. "Natłok imion tworzy splecioną i dość zwięzłą sieć łączącą Parsifala, Księdza Jana, Graala, naczynie z kamienia, Falak-Thaniego i Merkuriusza-Hermesa, którego kaduceusz był symbolem także Gondola-Kacpra, tego spośród Królów-Magów, który posiada związki z apostołem Tomaszem. A wokół wszystkiego, na tle Dalekiego Wschodu, krąży Artur i mazdaizm". Niech ten fragment wywodów Moiraghiego posłuży za próbkę jego stylu, a przy okazji - za streszczenie książki.

Może lepiej po prostu poczytać średniowieczne legendy? Są one fascynujące, dopóki do ich rozkładania na czynniki pierwsze nie wezmą się historycy. "Truth is stranger than fiction" - ale nie w tym przypadku.

Mario Moiraghi, "Wielka Księga Graala. Między historią a legendą - od króla Artura po Marię Magdalenę", Kraków 2007, Wydawnictwo Bratni Zew.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, z „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Specjalizuje się w tematach religijnych i historycznych. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]