Wojna ruchoma

W każdej bitwie przychodził moment kryzysowy - moment, w którym dla obu stron staje się jasne, że dodatkowy wysiłek jednej z nich może przynieść zwycięstwo. Miniony tydzień był takim kryzysem w tegorocznej kampanii wyborczej.
Czyta się kilka minut

Najpierw dwie główne siły zbliżyły się do siebie w sondażach, potem premier wyruszył w Polskę swym autobusem, przykuwając uwagę mediów. Zarówno jego zaangażowanie, jak i przekazy towarzyszące pierwszym spotkaniom - konfrontacja z ludzkimi dramatami - potwierdzały, że walka jest naprawdę wyrównana. Nic już nie zostało z królującego parę miesięcy temu przekonania, że oto Platforma pewnie zmierza do zwycięstwa dzięki zagubieniu opozycji oraz telewizyjnym obrazkom ze spotkań z możnymi tego świata, zawdzięczanymi polskiej prezydencji w UE.

Donald Tusk ruszył do akcji, która ma zdyskontować jego główne atuty: medialność i łatwość nawiązywania kontaktu z ludźmi. To najlepsze, co w dziedzinie komunikacji da się wymyślić - zobrazowany symboliką telewizyjny spektakl i spotkanie twarzą w twarz. W USA takie narzędzie kampanii jest oczywistością. W Europie różnie bywa. Przed 12 laty niemiecka CDU zdobyła bezwzględną większość w landtagu Turyngii dzięki identycznej akcji swojego jedynego atutu - premiera Bernarda Vogla. "Vogel-Tour" pozwolił przykryć kompletne rozminięcie się sytuacji gospodarczej landu z obietnicami z poprzedniej kampanii.

Główny aktor przedsięwzięcia musi mieć do niego dryg. Tego nie da się zrobić bez pełnego zaangażowania i umiejętności radzenia sobie z nieprzewidywalnymi sytuacjami. Barack Obama miał swojego "Joe Hydraulika", którego wątpliwości w sprawach zmian podatkowych zostały ochoczo podjęte przez McCaina. Bezpośrednie spotkanie z zawiedzioną zwolenniczką skończyło się natomiast katastrofą dla brytyjskiego premiera Gordona Browna. Zapomniawszy, że nie odpiął telewizyjnego mikrofonu, doprowadził do tego, że cały kraj usłyszał, jak lekceważąco nazywa "bigotką" osobę, do której minutę wcześniej mówił: "miło było panią spotkać".

Tusk ma swojego "Paprykarza" i jego odmieniane w kółko przez opozycję pytanie "Jak żyć?". Ma też zwalczających go kibiców, do których podchodzi i którzy, chcąc nie chcąc, stwarzają mu wyśmienite tło do prezentacji twardych przekazów o priorytecie bezpieczeństwa na stadionach. Na pewno jego podróż zmusiła opozycję do eksponowania podobnych działań - nawet jeśli były one wcześniej prowadzone, to najwyraźniej zabrakło im podobnej spektakularności. Bo żale i łzy, których adresatem jest premier, choć łatwym doświadczeniem nie są, to na pewno stanowią koronny dowód, że te spotkania są dla ludzi ważniejsze od spotkań z opozycją. Coś za coś.

Poza nieuchronną nieprzewidywalnością, "Tuskobus" może budzić tylko jedną wątpliwość - czy nie jest aby spóźniony. Gdyby premier rozpoczął taką "wojnę ruchomą" pół roku temu, zamiast twierdzić, że nie ma z kim przegrać, byłby w swej chęci spotkania z Polakami znacznie bardziej wiarygodny. Gdyby rozpoczął ją choćby dwa tygodnie wcześniej, mógłby uniknąć sondażowego kryzysu. Lecz być może właśnie bez tego kryzysu do akcji takiej by nie doszło, bo premier nie uwierzyłby, że jednak może przegrać?

Tak czy inaczej, mamy kolejny dowód na zbawienną moc konkurencji w polityce. Tylko ona popycha polityków do działań, które obywatelom się po prostu należą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2011