Wirusowy miecz Damoklesa

Choć azjatycka ptasia grypa może zagrozić ludzkości, nie będziemy wobec niej tak bezbronni, jak nasi przodkowie wobec epidemii hiszpanki w 1918 roku. Ale czy jesteśmy na nią przygotowani?.

22.02.2004

Czyta się kilka minut

W 1918 r. udręczona ludzkość czekała spokojnych czasów. Ale zamiast nich do ofiar wojny, rozkładu imperiów i rewolucji dołączyły ofiary śmiercionośnego wirusa grypy. W ciągu kilku miesięcy liczba zgonów na świecie - prawie 22 miliony! - przewyższyła liczbę ofiar wojny.

Wiosną 1918 r. do londyńskiej siedziby agencji Reuters dotarła z Madrytu wieść o dziwnej chorobie podobnej do grypy. Dopiero latem, gdy w łóżkach leżało osiem milionów Hiszpanów z bólem głowy, kaszlem, gorączką i trudnościami z oddychaniem, władze sanitarne zaczęły liczyć się z katastrofą. Jesienią grypa, nazwana “hiszpanką", rozprzestrzeniła się na cały świat (z wyjątkiem Antarktydy). W samych Stanach Zjednoczonych zapadło na nią ponad 20 mln ludzi, a zmarło 500 tysięcy. Tylko średniowieczne plagi dżumy i czarnej ospy miały gwałtowniejszy przebieg.

Na początku XX stulecia nie znano jeszcze zarazka wywołującego grypę. Leczono ją, mało skutecznie, chininą, aspiryną, morfiną, wywarami z ziół, gorącymi i zimnymi kąpielami, inhalacjami. Władze Nowego Jorku zakazały plucia, kasłania i kichania w miejscach publicznych pod karą 500 dolarów. Wiele osób zakładało maski, wychodząc na ulicę.

Grypa zabijała w tropikach, jak i za kołem podbiegunowym. Właśnie dzięki pochowanym w wiecznej zmarzlinie Eskimosom, których ciała odszukali naukowcy poszukujący śladów “hiszpanki", dowiedzieliśmy się, skąd wziął się w Madrycie śmiercionośny wirus. Porównanie genów i struktury białek wirusa “hiszpanki" z występującymi dziś wśród ludzi i zwierząt wirusami grypy wykazały, że w 1918 r. przeniósł się on na ludzi z ptaków (najpewniej kur i kaczek).

To z tego powodu epidemia miała tak tragiczny przebieg: nieznany człowiekowi wirus nie napotkał oporu ze strony jego układu odpornościowego.

Powtórka z SARS?

Od grudnia ub. roku ptasia grypa szerzy się wśród drobiu Azji Południowo-Wschodniej. Jej wirus jest podobny do wirusa “hiszpanki" i przenosi się na ludzi. Do początku lutego spowodował, według oficjalnych danych, śmierć 19 osób, z czego 14 w Wietnamie i pięć w Tajlandii.

Natomiast z Chin, gdzie epidemia miała swój początek i zajęła największe obszary, nie doniesiono na razie o żadnym śmiertelnym przypadku, co wprawia w zdumienie specjalistów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Pamiętają oni, jak przed rokiem chińskie władze zapewniały, że nietypowe zapalenie płuc (SARS) nie tyka się Chińczyków. Ukrywanie przypadków SARS przyczyniło się do rozprzestrzenienia wirusa nie tylko w sąsiednich krajach Azji, ale także w Kanadzie, USA i Europie. W dodatku groźba powrotu epidemii SARS w tym roku jest realna właśnie w Chinach.

Wszystko wskazuje na to, że taki scenariusz dotyczy też ptasiej grypy. Chińskie władze zaklinają się, że traktują sprawę poważnie, ale znów nie chcą wpuścić do siebie naukowców z WHO, którzy powinni prowadzić niezależne badania wirusologiczne. Powód odmowy ma charakter polityczny: WHO uznaje Tajwan pod nazwą Republika Chińska, a jak wiadomo komunistyczna Chińska Republika Ludowa uważa, że jest jedynym reprezentantem Chin. Polityka i propaganda okazują się dla Pekinu ważniejsze od ludzkiego życia.

Ptasi wirus zagraża epidemią dopiero, gdy przystosuje się do życia w organizmie człowieka. Do najgroźniejszej mutacji wirusa może dojść przez wymieszanie się materiału genetycznego wirusa ptasiego i ludzkiego. Może tak się stać, gdy ten sam człowiek równocześnie zarazi się oboma typami wirusa grypy. Nawet sporadyczne przypadki ptasiej grypy u ludzi dają wymarzoną okazję obu wirusom do “randki", pozwalającej na wyklucie się śmiercionośnego zarazka.

Aby zapobiec katastrofie, osoby biorące udział w akcjach wybijania drobiu zagrożonego ptasią grypą powinny być zaszczepione przeciw występującym w ich krajach typom wirusów grypy ludzkiej oraz przyjmować leki antywirusowe. Tylko wtedy jest gwarancja, że nie staną się “inkubatorem" dla wirusa-mieszańca. W zaatakowanych krajach Azji takiej pewności nie ma: zabijaniem kur i kaczek zajmują się w większości ludzie nieprzygotowani do takiej pracy pod względem sanitarnym.

Trzeba też przyznać, że kraje te nie dysponują dostateczną liczbą szczepionki przeciw ludzkiej grypie (na ptasią szczepionki na razie nie ma) oraz leków anywirusowych.

Najskuteczniejszym z nich jest produkowany w Szwajcarii przez farmaceutyczną firmę Roche Tamiflu (oseltamivir). Rzecznik prasowy Roche’a twierdzi, że jego firma współpracuje z WHO. Od wybuchu azjatyckiej epidemii podobno maksymalnie zwiększono produkcję tego leku i w razie konieczności możliwe będzie szybkie dostarczenie większych jego ilości - i to po niskich cenach - do najbardziej zagrożonych rejonów Azji. Problem w tym, że lek ten powinni już od miesiąca dostawać pracujący na kurzych fermach Chińczycy, Wietnamczycy i Tajowie. Na razie chronią się przy pomocy masek i kombinezonów - środków skutecznych w walce z pchłami, ale nie w starciu z mikroskopijnym wirusem.

Nadzieja w genetyce

O tym, czy wirus ptasiej grypy przekształci się w wirusa śmiertelnego dla człowieka, zadecydują najbliższe tygodnie. Informacje dochodzące z rejonów największego nasilenia epidemii nie są pocieszające. Mimo ograniczonych badań wirusologicznych naukowcom z WHO udało się zidentyfikować ptasiego wirusa w ślinie wieprzy z Hanoi. To wiadomość najgorsza z możliwych. Świnie są idealnym inkubatorem dla wirusa-mieszańca. Właśnie w ich komórkach mogą zagnieździć się równocześnie wirusy grypy ptasiej, ludzkiej i świńskiej (tego ostatniego uważa się za genetycznego spadkobiercę “hiszpanki"). A to już mieszanka wybuchowa. Poza tym jeśli badania wirusologów z WHO potwierdzą obecność ptasiego wirusa u wietnamskiej trzody chlewnej, niezbędne będzie wybicie całego jej pogłowia w tym kraju. Dla wietnamskiej gospodarki oznacza to katastrofę.

Oprócz badań wirusologicznych drobiu, ludzi i świń, które pozwolą naukowcom śledzić rozwój wydarzeń, ruszyły już pełną parą prace nad produkcją szczepionki przeciw wirusowi. Gdyby doszło do wykształcenia “mieszanego" wirusa, bez dobrej szczepionki nowa epidemia mogłaby przybrać rozmiary podobne do “hiszpanki".

Wyprodukowanie szczepionki komplikuje fakt, że wirus zabija komórki kurzych zarodków, używanych do mnożenia wirusów grypy ludzkiej i do produkcji corocznych szczepionek przeciw tej chorobie. Naukowcy na szczęście zetknęli się z podobnym (choć nie identycznym) wirusem już w zeszłym roku w trakcie mniej groźnej epidemii ptasiej grypy w Hongkongu, mieli więc czas na opracowanie innej metody produkcji szczepionki.

Wybawieniem okazała się inżynieria genetyczna. Na zasadach podobnych do stosowanych w produkcji genetycznie zmodyfikowanych ziemniaków, kukurydzy czy pomidorów udało się skonstruować w laboratorium “sztucznego" wirusa grypy, zawierającego geny kodujące jego białka, ale pozbawionego innych, niezbędnych do wywoływania choroby, genów. Zmodyfikowany wirus służy teraz do produkcji nowej szczepionki.

Nim jednak zostanie użyta przez ludzi, jej skuteczność musi zostać potwierdzona na zwierzętach (do tego celu używa się fretek), a to potrwa jeszcze kilka miesięcy. Naukowcy z St. Jude Childrens Research Hospital w Memphis (stan Tennessee, USA), najbardziej zaawansowani w badaniach nad nową szczepionką, obawiają się, że kontrowersje, jakie w Europie Zachodniej budzą organizmy modyfikowane genetycznie, spowodują, że gdy za kilka miesięcy ich produkt będzie już gotowy do użycia, stanie się obiektem bojkotu. Miejmy nadzieję, że rozsądek przeważy.

Tym bardziej, że któregoś dnia i tak będziemy mieć do czynienia z pandemią grypy, która wisi nad ludzkością jak miecz Damoklesa - to niestety pewne. Fatalnym rokiem nie musi jednak być rok 2004. Im później to nastąpi, tym lepiej będziemy przygotowani na pokonanie choroby i tym mniejsze bedzie jej żniwo. Warto dziś walczyć o wygaszenie azjatyckiej epidemii w zarodku. Bez pomocy z Zachodu szanse na to są nikłe.

Dr hab. JACEK KUBIAK jest pracownikiem naukowym CNRS i Uniwersytetu Rennes 1 we Francji. Stale współpracuje z “TP".

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2004