W Tygodniu Ekumenicznym oddajmy głos małym wspólnotom. Jak dialog religijny wygląda z ich perspektywy?

Czy cenimy sobie, czy po cichu żałujemy, że Hus i Luter chodzili po ziemi? Na ile serio jest nasz ekumenizm?

16.01.2024

Czyta się kilka minut

Nabożeństwo ekumeniczne z udziałem przedstawicieli największych odłamów chrzecijaństwa. Rzym, 25 października 2022 r. / fot. Andrew Medichini / EAST NEWS
Nabożeństwo ekumeniczne z udziałem przedstawicieli największych odłamów chrzecijaństwa. Rzym, 25 października 2022 r. / Fot. Andrew Medichini / East News

„Wzywam brata do powrotu”, „Przepraszamy wszystkich naszych parafian za zgorszenie z powodu odejścia ojca X”, „Ubolewamy nad przestępstwem schizmy”, „Żałujemy, że brat odszedł od nauczania o Eucharystii, które wcześniej głosił” – tego typu sformułowania pojawiają się w oficjalnych oświadczeniach, gdy ksiądz katolicki odchodzi z kapłaństwa, czasem z Kościoła. Także gdy odchodzi do, jak mówimy, siostrzanego Kościoła. To słowa, które padają nie tyle z ust zagorzałych przeciwników ekumenizmu, ile z ust tych, którzy chwilę wcześniej uchodzili za otwartych.

Bywają też sytuacje przeciwne. Ksiądz anglikański przechodzi do Kościoła rzymskokatolickiego (nieraz przyjmując katolickie święcenia i zachowując ryt liturgiczny z odwołaniem do „Anglicanorum coetibus”, zaś konwersji dokonując wraz z żoną i dziećmi, czyli stając się żonatym katolickim księdzem w świetle prawa i w pełnej z nim zgodności, czego odmawia się jego kolegom, od urodzenia rzymskim katolikom). W kraju nad Wisłą nie jest to częsty przypadek, ale zerkając do zagranicznych komentarzy katolickich przeczytamy: „gorąco wspieramy dążenia do jedności”, „decyzja ta przynosi pokój i radość”. Na poziomie mniej oficjalnym: słowa gratulacji i triumfu.

Niby nic dziwnego: radość, gdy ktoś dołącza do „naszej sprawy”, smutek – gdy nas opuszcza. Jednak rzadko jest to smutek z gatunku „przykro mi, że mój Kościół nie prowadził Cię do Boga”, ale raczej logika Kalego. Ksiądz katolicki odchodzi od katolicyzmu – zły uczynek, ksiądz anglikański odchodzi od anglikanizmu na rzecz katolicyzmu – dobry uczynek; katolicy nie płaczą nad jego porzuconą parafią. Podobny mechanizm działa niejednokrotnie wobec świeckich. Jak to się ma do ekumenizmu?

Deklaracje a rzeczywistość

Dekret soborowy „Unitatis redintegratio” (1965 r.) wskazuje na dwa cele ruchu ekumenicznego: budowanie dobrej atmosfery życia wspólnego różnych denominacji i wielopoziomowy dialog. Jeśli spojrzeć na oficjalną watykańską komórkę ekumeniczną, to cel wskazuje sama nazwa: Dykasteria Popierania Jedności Chrześcijan. Jedność jest więc tym, do czego dążymy. W tym miejscu często przywołuje się werset z Ewangelii Janowej: „aby byli jedno”. Nierzadko padają też słowa z konstytucji „Lumen Gentium” (13-17) z jej bardzo szerokim rozumieniem Ludu Bożego czy interpretacja Credo, gdzie wyznajemy wiarę w „jeden Kościół”, jedno niepodzielne Ciało Chrystusa.

Brzmi dobrze. Gdybyśmy zapytali ekumenistów o cel ich działań, zapewne powiedzieliby coś podobnego. To jest coś, co w badaniach nazywamy poziomem deklaratywnym. Zazwyczaj ludzie mają tendencję do mówienia, że są lepsi, a ich cele wznioślejsze, niż bywa w rzeczywistości.

Problem pojawia się, gdy przyjrzymy się ukrytym, czasem nawet nieuświadomionym postawom. Zapytamy, jak ma wyglądać ten ekumenizm i jaki jest jego cel – ale tak „naprawdę”; nie chodzi o okrągłe cytaty z encyklik. Spojrzymy na „gorące” reakcje na np. konwersję osoby publicznej, wprowadzenie przez Kościół siostrzanych ordynacji kobiet, a nie homilie opracowane na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Czy Jezusowe „aby byli jedno” czytamy jako „jednakowi”? Czy żałujemy, że Hus i Luter chodzili po ziemi, ale cóż: czasu nie cofniemy, więc napijmy się razem herbaty w Tygodniu Ekumenicznym? Mieszkamy razem w jednym chrześcijańskim domu i po prostu w pewnym momencie życia wybieramy swój pokój? A może jest jakiś wystawny salon, kilka niezłych pokoi, a reszta to spiżarki, przybudówki, nadbudówki?

Rozjazd między pięknymi słowami a rzeczywistością jest jeszcze wyraźniejszy dla kogoś, kto konwertuje. „Jestem ekskomunikowany” – to brzmi strasznie, budzi lęk, „jak trędowaty” – mówi Piotr, który przeszedł z katolicyzmu na luteranizm i tym samym zaciągnął na siebie ekskomunikę. Jego zdaniem część ludzi zostaje w Kościele katolickim ze względu na ten lęk, skojarzenia z najcięższymi przewinieniami i utratą zbawienia. – To jest przemoc, nie ekumenizm.  

Różnorodność? Tak, nie, może

John Hick, brytyjski filozof religii i teolog, żyjąc w wielokulturowym Birmingham zaobserwował, że dobrymi i życzliwymi ludźmi są tak jego katoliccy sąsiedzi, jak i koledzy hinduiści czy koleżanki buddystki. Religia nie przesądza więc o przyzwoitym życiu i żadna z nich do tego nie predestynuje w sposób szczególny. Hick zaproponował usystematyzowanie postaw wobec różnorodności religii (sprawdzają się one w traktowaniu wielości denominacji). Wyróżnił trzy: ekskluzywizm, inkluzywizm i pluralizm. Ekskluzywizm – tylko moja religia jest dobra i prawdziwa, inne są fałszywe. Inkluzywizm – moja religia jest lepsza, ale to nie znaczy, że inne są z gruntu złe. I pluralizm: moja religia jest jedną z możliwych opcji.

Kierunek, który wyznaczał pluralizm, nie spodobał się Watykanowi. W Hicka, ale i w m.in. działalność ekumeniczną i międzyreligijną jezuitów (m.in. w o. Jacques’a Dupuis) uderzyła deklaracja Dominus Iesus (2000 r.). Ogłosił ją ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Joseph Ratzinger po wcześniejszym jej zatwierdzeniu przez Jana Pawła II. Deklaracja przyniosła szeroką dyskusję, w tym wiele głosów krytycznych ze strony Kościołów protestanckich, które poczuły się wykluczone z bycia Kościołami, czy katolików szukających dialogu i jedności w środowisku międzykulturowym i wieloreligijnym.

Tym ostatnim zarzuca się niejednokrotnie relatywizm, indyferentyzm czy synkretyzm religijny. Pytanie, czy faktycznie te zarzuty opisują sytuację radykalnego otwarcia się na Innego? Pomocne jest tu sięgnięcie do kategorii nadrzędnej: sumienia. Św. Tomasz z Akwinu uspokaja, że korzystanie z niego nie grozi relatywizmem, gdyż każdy człowiek ma w sobie złożone przez Stwórcę poczucie prawa naturalnego. Tę wolność podkreśla dodatkowo Karta Ekumeniczna (sygnowana także przez Rzym) w słowach: „Zobowiązujemy się uznać, że każdy człowiek – na mocy wolnej decyzji sumienia – ma prawo wyboru swojej przynależności religijnej i kościelnej. Nikogo nie można nakłaniać do konwersji za pomocą presji moralnej lub bodźców materialnych; tak samo nikomu nie wolno utrudniać konwersji, gdy jest ona wynikiem wolnego wyboru”.

A co na to bracia i siostry z innych Kościołów, zwłaszcza mniejszościowych? Zapytałam podkasterkę, przyszłego księdza, proboszczkę i biskupa.

Z innej perspektywy

Nela Zommer jest częścią chrześcijańskiego kolektywu artystów STEEPED. Skupia się on na promowaniu muzyki i mediów, które opowiadają o Jezusie, a także poruszaniem tematów ważnych dla młodego pokolenia. To ostatnie Nela realizuje razem z Cukrem (muzykiem Kacprem Kukrem), prowadząc podkast Steeped Show.

Twierdzi, że dla jej rówieśników ważniejsze jest to, co ich łączy, niż to, co dzieli: – Pojechaliśmy z koncertem Cukra na Światowe Dni Młodzieży do Lizbony. Kacper jest protestantem, ja jestem protestantką, a DJ jest katolikiem. Innym razem braliśmy udział w Ogólnym Zgromadzeniu Młodzieży Ewangelickiej. Mam wrażenie, że to jest też taka cecha naszego pokolenia. Nawet nie przychodzi nam na myśl, żeby kogoś zapytać, jakiego jest wyznania, żeby sprawdzić, czy dobrze myśli lub czy błądzi. Chyba że z ciekawości wynikającej z chęci poznania człowieka lub społeczności. Zdarzyły się przypadki, że koncert zostawał odwoływany z powodów denominacyjnych lub przekonań religijnych, ale przeszkoda była na poziomie władz kościelnych.

Na pytanie o stosunek do konwersji odpowiada, że zależy od miejsca, z którego się wychodzi, czy robimy to z urazą, czy w miłości, ale ogólnie przyjmuje, że ludzie mają różne potrzeby duchowe i relacyjne, a najważniejsze jest, aby być w zdrowej wspólnocie Kościoła, bez względu na denominację. – Dla mnie ważną rolę w relacji z Bogiem odgrywa uwielbienie i Słowo, nie potrzebuję do tego obrazów czy kadzidła, ale jak komuś pomaga to w budowaniu relacji z Bogiem, to nie mam z tym problemu.

Sama w 2019 r. przyjęła chrzest w Kościele zielonoświątkowym w Szczecinie.

Filip Lipiński jest praktykantem w krakowskiej parafii luterańskiej, przygotowuje się do ordynacji na księdza. Od kilku lat odbywa się tam kurs „Spotkanie z Wiarą” dla osób zainteresowanych Kościołem – w tym roku uczęszcza nań ok. 40 osób. Część z nich chce znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania, część się przygląda, część zapewne za jakiś czas formalnie i publicznie dołączy do zboru. Jeżeli zdecydują się na ten krok (albo na krok wstecz), to Filip, jak mówi, nie będzie stawać na drodze Duchowi Świętemu, gdy ten prowadzi konkretnego człowieka. Sam dialog ekumeniczny, jego zdaniem, największe sukcesy święci na poziomie rodzin mieszanych wyznaniowo. Obcy przestaje być obcy, gdy ma się np. szwagra ewangelika.

Filip wspomina swój pobyt w Niemczech, gdzie zetknął się z kościołami ekumenicznymi, czyli placówkami, z których korzystali np. i ewangelicy, i katolicy, którzy dzielą się obowiązkami i przychodzą nawzajem na swoje grupy biblijne czy charytatywne. Jednocześnie przywołuje też antyprzykłady: – Jako delegat ekumeniczny udałem się do krakowskiej parafii prawosławnej. To było ciekawe doświadczenie dla mnie jako luteranina, który ma niewiele wspólnego z mariologią akcentowaną w teologii, ale zgrzytem okazało się zdanie, które padło w rozważaniu: że każdy prawdziwy chrześcijanin modli się do Matki Bożej.

Współpracę z Radą Dialogu Archidiecezji Krakowskiej czy duszpasterstwem jezuickim WAJ Filip bardzo sobie chwali, choć zdarzają się nieprzyjemne incydenty z udziałem księży katolickich. Nie są one jednak częste i zdaniem Filipa wynikają raczej z niewiedzy niż złej woli.

Ks. Monika Zuber jest pastorką w Kościele metodystycznym. Posługuje w Ełku i w Starych Juchach. W tym przypadku historie osób zainteresowanych Kościołem są bardzo indywidualne, nie ma tu jednego klucza. – Nie uczymy, że zbawienie jest tylko w naszym wyznaniu. Cenimy sobie wolność. Jesteśmy po prostu otwarci na tych, którzy nas potrzebują – czy to w wymiarze wspólnoty, czy też wsparcia duchowego – mówi ks. Monika. Podkreśla, że współistnienie Kościołów nie polega na konkurowaniu.

Trudno jej się współpracuje z niektórymi Kościołami ewangelikalnymi, które działania ekumeniczne jasno określały „dziełem szatana”, oraz z tymi Kościołami, które są mocno przekonane, że tylko one posiadają prawdę, a swoje nauczanie budują w opozycji do innych. Finalnie jednak wszystko zależy od konkretnego duchownego, nie warto w tej kwestii opierać się na stereotypach. Kontynuuje: – Jest trochę dobrych owoców współpracy ekumenicznej, o których mało kto wie, jak podpisanie Deklaracji o wzajemnym uznaniu chrztu [między większością Kościołów Polskiej Rady Ekumenicznej a Kościołem rzymskokatolickim] czy Konkordia Leuenberska [ustanawiająca wspólnotę ołtarza i ambony między wieloma Kościołami ewangelickimi]. Są i mniejsze, lokalne zmiany. Wiele lat temu biskup ełcki zabronił wchodzić do prezbiterium katedry rzymskokatolickiej duchownym innych wyznań, kiedy w ich gronie byłam ja. Koledzy ekumeniczni okazywali mi solidarność i siedzieli ze mną w ławkach dla wiernych, i nie szli do prezbiterium z innymi duchownymi katolickimi. Kiedy opowiedziałam tę historię w ogólnopolskiej gazecie, sytuacja się zmieniła i teraz wszyscy są zapraszani, razem ze mną, do prezbiterium. Kiedyś nie publikowano zdjęć z moim udziałem po ekumenicznych spotkaniach w Ełku – w tym roku pojawiłam się na zdjęciu w oficjalnym kalendarzu seminarium ełckiego.

Tomasz Puchalski jest biskupem Reformowanego Kościoła Katolickiego. Lokuje się on w tradycji starokatolickiej. Kiedy myśli o konwersji, mówi, że „czasem pozostawanie w swojej wspólnocie, z którą się głęboko i poważnie nie zgadzam, jest działaniem przeciwko swojemu sumieniu”. A działanie przeciwko niemu uważa za formę przemocy. Nie osądza motywów ludzi przystępujących do Kościoła, podobnie jak powód powrotu Syna Marnotrawnego nie był ani trochę wzniosły („facet był głodny i tyle”) – ważna była postawa Ojca. Myśląc o odejściach mówi: – Czy będzie mi przykro, jeśli dzieci ochrzczone w RKK wybiorą inny Kościół? Oczywiście, że tak, bo chciałbym, aby w RKK czuły się u siebie, ale jestem świadomy, że ludzie mają różne potrzeby i oczekiwania.

Bp Puchalski ekumenizm dzieli na „plemienny”, który akceptuje innego, jeżeli ten nie różni się za bardzo lub nie sprawia kłopotów, oraz „ekumenizm szukania braci i sióstr”, który mimo różnic chce się spotykać. Na gruncie dialogu między denominacjami ma bardzo dobre wspomnienia wsparcia, którego udzielił mu luteranin, bp Jerzy Samiec, gdy prokurator generalny próbował zdelegalizować RKK, czy bycia zaproszonym do wygłoszenia kazania w poznańskiej cerkwi prawosławnej. Ale też bolesne: podczas poprzedniego Tygodnia Jedności Chrześcijan w Krakowie zaproszono liderów różnych wyznań na śniadanie ekumeniczne. Jednak jemu zaproszenie szybko cofnięto. – Nigdy w życiu poznania i posiłku nie odmówił mi żaden muzułmanin, Żyd i ateista – zrobili to chrześcijanie, i to mnie bardzo smuci, nie ze względu na mnie, ale ze względu na ich postawę. Gdzie tutaj jest świadectwo Ewangelii?

Wolność religijna

Traktowanie siebie jako wspólnoty lepszej od innych zapewne łatwiej przychodzi rzymskim katolikom, ale bywa też kwestią prawosławną albo protestancką. Wpływ na to ma wiele czynników: bycie Kościołem dużym i wpływowym, ale i klisze teologiczne – przekonanie o posiadaniu prawdziwszej Prawdy czy mentalność konkurencyjna, lękowa, upatrująca zagrożenia w innym, a konwersję traktująca jako zdradę obłożoną ekskomuniką. Ześlizgnięcie się w wartościowanie, przekonanie o własnej wyjątkowości i samowystarczalności, spychanie winy za rozłamy na innych albo bojaźliwe chronienie swoich wiernych przed spotkaniem „tamtych”, każdorazowo szarga zdrowe relacje ekumeniczne i międzyludzkie.

Odejściem od przekonania o swoim wybraństwie i wyższości może być uznanie idei, że moja opcja jest dobra dla mnie, wybieram ją świadomie, ale bracia i siostry mogą mieć inne potrzeby, konteksty kulturowe czy doświadczenia. Mają też pełne prawo do zmiany wyznania czy religii. Więcej: „Wolność jest prawem każdej osoby [...] Pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka jest chciany przez Boga w Jego mądrości, poprzez którą stworzył on ludzi. Ta właśnie Boska mądrość jest źródłem, z którego wypływa wolność wyznania i wolność do bycia różnymi”.

Bóg chce nas niejednakich, rozmaitych w drogach do Niego. Pod tym zdaniem podpisał się Franciszek, biskup Rzymu, w „Deklaracji o Powszechnym Braterstwie” (2019 r.). Może i nam warto to rozważyć. 

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Salony i przybudówki Domu Ojca