Reklama

Układ zamknięty – wersja sycylijska

Układ zamknięty – wersja sycylijska

w cyklu STRONA ŚWIATA
16.07.2019
Czyta się kilka minut
„To nie ten” – orzekł sędzia i kazał wypuścić z aresztu Erytrejczyka, którego zatrzymanie przed trzema laty okrzyknięto na Zachodzie triumfem w wojnie obronnej przeciwko imigrantom, którzy przybywali do Europy.
Medhanie Tesfamariam Behre podczas procesu w sądzie w Palermo, 12 lipca 2019 r. / Fot. Igor Petty / ANSA/Associated Press/East News
Medhanie Tesfamariam Behre podczas procesu w sądzie w Palermo, 12 lipca 2019 r. / Fot. Igor Petty / ANSA/Associated Press/East News
D

Doszło do pomyłki, a oskarżony nie jest tym człowiekiem, któremu zarzuca się zbrodnię” – orzekł po trwającym prawie dwa lata procesie sędzia z Palermo. Osadzony na ławie oskarżonych Erytrejczyk zaszlochał. Przysięgał przecież, że nie jest handlarzem „żywym towarem”, przeprawiającym za pieniądze ludzi przez Saharę i Morze Śródziemie do Europy, nie jest „Generałem”, hersztem przemytniczej szajki. Co więcej – gdyby tylko było go na to stać, sam chętnie zapłaciłby „Generałowi”, żeby przeszmuglował go na Zachód.

Zabrakło mu prawie dwóch tysięcy dolarów na haracz za podróż przez pustynię i morze. Z rodzinnej Erytrei, z której uciekł przed obowiązkową dla każdego mężczyzny, bezterminową i bezpłatną służbą wojskową, udało mu się uciec do sąsiedniej Etiopii i dalej do Chartumu. Sudańska stolica miała być jedynie etapem w dalekiej podróży przez Czad do Libii i Europy. Utknął w niej jednak na dobre. Coraz trudniej było o pracę, choćby dorywczą, coraz trudniej o zarobek. Żył z pieniędzy przysyłanych od czasu do czasu przez brata, któremu udało się wyjechać aż do Ameryki.

Popołudniem 24 maja 2016 roku o tym wszystkim myślał zapewne Erytrejczyk, sącząc kawę w jednym z barów na chartumskim przedmieściu. Z zadumy wyrwało go dwóch policjantów, którzy wyrośli jak spod ziemi, zarzucili mu płócienny worek na głowę, zakuli w kajdanki i wywlekli z baru do zaparkowanego na ulicy samochodu. W areszcie odebrali mu dokument tożsamości, wydany przez etiopski urząd do spraw uchodźców, i portfel z pieniędzmi. Niewiele tego było, więc wpadli w złość i bili go domagając się gotówki. Mówili, że jeśli da im więcej pieniędzy, wypuszczą go na wolność. Ale nie miał, więc dwa tygodnie później, zakutego w kajdanki, zawieźli na lotnisko i wsadzili do wojskowego samolotu. Nie mówili, dokąd go zabierają, ani dlaczego. Kiedy wylądował, wciąż w kajdankach i w eskorcie policjantów, zorientował się, że jest w Rzymie. Jeszcze tego samego dnia kolejnym samolotem został przewieziony do Palermo na Sycylii i osadzony w tamtejszym areszcie.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Nazajutrz włoscy prokuratorzy ogłosili, że oto pojmali jednego z najgroźniejszych i najzuchwalszych handlarzy „żywym towarem” Medhaniego Yehdega Mereda, saharyjskiego Ala Capone, który pod przydomkiem „Generała” przewodził przemytniczemu imperium i dorobił się fortuny na przerzucaniu ludzi z Afryki przez Libię do Europy. Włoskie i brytyjskie popołudniówki pisały, że w trosce o swoje interesy „Generał” wspiera pieniędzmi także dżihadystów z samozwańczego kalifatu, który korzystając z wojennego chaosu w Libii, próbował otworzyć w niej swoją wysuniętą placówkę pod samymi bramami Europy.

Po kolejnych dwóch tygodniach Erytrejczyk stanął przed prokuratorami z Palermo. Najważniejszy z nich, Francesco Lo Voi, za pośrednictwem tłumacza zapytał go, czy rozumie, o co jest oskarżany. Erytrejczyk, również za pośrednictwem tłumacza odpowiedział pytaniem. „Dlaczego nazywacie mnie Medhanie Yehdego Mered? Nazywam się Medhanie Tesfamariam Berhe, mam 29 lat i jestem cieślą”.

W poszukiwaniu Generała

Według brytyjskiego i włoskiego wywiadu Medhanie Yehdego Mered, „Generał”, jest jednym z najpotężniejszych przemytników ludzi w całej Afryce. Bezwzględny, cyniczny, pozbawiony skrupułów przeszmuglował do Europy kilkanaście tysięcy ludzi, a jego imperium rozciąga się od południowych wybrzeży Europy przez Libię, Sudan, Etiopię, po Erytreę i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zachodnie służby specjalne zagięły na niego parol jesienią 2013 roku, gdy u wybrzeży włoskiej wyspy Lampedusa stanął w płomieniach, a następnie zatonął statek z prawie pół tysiącem afrykańskich tułaczy na pokładzie. Zginęło ponad 360 ludzi, a wyłowieni rozbitkowie opowiedzieli, że statek, którym mieli przeprawić się do Europy, należał do „Generała”.

Włoska prokuratura wydała mu wojnę, a do natarcia przeciwko piratowi skierowała najlepszych śledczych z Palermo, którzy pod koniec zeszłego stulecia wsławili się rozbiciem sycylijskiej mafii Cosa Nostra. Pomoc Włochom zaoferowała Narodowa Agencja Kryminalna z Londynu, brytyjska FBI. Kryzys imigracyjny w Europie nabrzmiewał.

Podsłuchując przez ponad rok rozmowy telefoniczne i przeglądając korespondencję w internecie, Włochom i Brytyjczykom udało się w końcu wytropić „Generała” – najpierw w libijskim Trypolisie, potem w Chartumie. Żeby go aresztować, Europejczycy musieli zwrócić się o pomoc do ówczesnego sudańskiego dyktatora Omara al Baszira, ściganego listami gończymi Międzynarodowego Trybunału Karnego za wojenne zbrodnie. Choć potępiany i karany ostracyzmem, Baszir co roku mógł liczyć na dziesiątki milionów euro z Unii Europejskiej, która płaciła mu (a także libijskim watażkom), by utrudniał wędrówkę uchodźcom.

Kiedy aresztowany w Chartumie Erytrejczyk został przewieziony do Włoch, włoscy i brytyjscy śledczy, urzędnicy i politycy ogłosili to za swój wielki sukces i pierwszą, wielką wygraną w wojnie z piratami, przemycającymi ludzi do Europy.

Nikt nie chciał słuchać adwokata Michele Calantropa, który podjął się obrony Erytrejczyka i który powtarzał, że jego klienta łączy z „Generałem” tylko to, że pochodzą z tego samego kraju i noszą to same imię – Medhanie.

Rodzina prawdę Ci powie

Prokuratorzy z Palermo i śledczy z Londynu nie chcieli też słuchać Erytrejczyków, którzy podczas wędrówki do Europy poznali „Generała” i korzystali z jego usług. Oglądając zdjęcia aresztanta z Palermo dziwili się, że ktoś mógł go wziąć za „Generała” – nie jest nawet do niego podobny. Twierdzili też, że „Generał” nie jest wcale pirackim hersztem, a jedynie ich pomocnikiem, naganiaczem uchodźczych karawan, a prawdziwymi królami kontrabandy ludzi przez morze są Libijczycy, kontrolujący porty i wybrzeże. „Generał”, który przed laty sam jako uchodźca próbował przedostać się do Europy, znając języki, jakimi władają afrykańscy uchodźcy, za prowizję pomaga przemytnikom w interesach.

Do prokuratorów z Palermo zgłosiła się żona „Generała” Lidya Tesfu, mieszkająca od lat w Szwecji. „Człowiek, którego aresztowaliście, nie jest moim mężem” – powiedziała i pozwoliła przeprowadzić próbę DNA, która wykazała, że więzień z Palermo nie jest ojcem jej trzyletniego syna, którego urodziła „Generałowi”. Także mieszkający w Holandii brat „Generała”, Merhawi Yehdego, zapewnił, że aresztowany z Palermo z całą pewnością nie należy do jego rodziny.

Inny test DNA wykazał za to, że aresztowany Erytrejczyk jest rzeczywiście synem kobiety, o której mówił, że jest jego matką. Przyjechała do Palermo z Asmary i potwierdziła wszystko, co zeznał śledczym – że nazywa się Medhanie Tesfamariam Berhe, że mieszkali razem, zarabiał na życie jako cieśla i że uciekł z kraju przed wojskiem. Rozpoznała go też siostra Hiwet, mieszkająca w Norwegii. Przeprowadzono też biometryczne porównanie głosu aresztowanego z podsłuchaną rozmową telefoniczną, prowadzoną przez „Generała”. Wykazało, że to dwie różne osoby.

Dziennikarze brytyjskiego „Guardiana” i amerykańskiego „New Yorkera” podali, że w czasie gdy rzekomy „Generał” siedział w areszcie w Palermo, prawdziwy bawił się na weselu w Chartumie, a wcześniej przebywał w więzieniu w Dubaju. Mieszkająca w Szwecji erytrejska dziennikarka Meron Estefanos wytropiła prawdziwego „Generała” w ugandyjskiej Kampali, do której przeniósł się po odsiadce w Dubaju. W końcu ujawnił się sam „Generał”. Rozmawiał telefonicznie z Estefanos i z dziennikarzem „New Yorkera” i potwierdził, że Włosi aresztowali nie tego Erytrejczyka, którego poszukiwali. Tożsamość Berhe potwierdziły oficjalnie także władze Erytrei.

W rozmowie z „New Yorkerem” Meron Estefanos przyznała, że wszyscy w erytrejskiej diasporze w Europie byli przekonani, że Berhe został aresztowany przez pomyłkę i że zaraz zostanie uwolniony. Żartowali, że prawdziwy z niego szczęściarz. Oni, żeby dostać się do Europy, musieli opłacić przemytników, przeprawiać się przez pustynię i morze, znosić poniewierkę i upokorzenia, podczas gdy po Berhego przysłano z Europy specjalny samolot i nie musiał nawet płacić za bilet.

Dowody i świadkowie

Ale prokuratorom z Palermo daleko było do śmiechu. Choć nie przedstawili ani jednego świadka, który rozpoznałby w Berhem „Generała”, twierdzili, że nim był, a dowodem tego miałby być podsłuchane rozmowy telefoniczne z erytrejskimi uchodźcami w Libii. Rozmawiał z nimi o pieniądzach, sposobach przedostania się do Europy, wymieniał nazwiska przemytników i piratów. Berhe przyznał, że faktycznie dzwonił do Libii, bo sam zamierzał przez nią przedostać się do Europy, a rozmawiał z kuzynem, któremu udało się już na libijskie wybrzeże dotrzeć. Pomagał mu zbierać pieniądze na haracz, a sam zasięgał jego rady, jak najpewniej dostać się do Libii i dalej, do wymarzonej Europy.


CZYTAJ WIĘCEJ

Od Lampedusy i Kurdystanu, przez Somalię i Syrię, po Bangladesz czy granicę meksykańsko-amerykańską – nasi dziennikarze i korespondenci pisali i piszą z miejsc, w których przyszłość dzieje się już teraz. Zobacz serwis specjalny „Tygodnika” o uchodźcach i migrantach >>>


Mimo kolejnych niezbitych dowodów, że aresztowali przypadkowego człowieka, prokuratorzy z Palermo nie zmieniali zdania. Przekonywali, że „Generał” posługuje się rozmaitymi paszportami i rozmaitymi nazwiskami, a Berhe jest właśnie jedną z postaci, w które się wciela, by zmylić pościg. W im większe zakłopotanie wprawiali ich zaprzeczający im świadkowie, im większą kompromitację wieszczyli dziennikarze, tym uporczywiej prokuratorzy obstawali przy swoim. Dziennikarze śledczy z Sycylii twierdzili, że wywiadowcy i śledczy z Zachodu zanadto zawierzyli podsłuchom, internetowi i informatycznym algorytmom. W Trypolisie podsłuchiwali prawdziwego „Generała”, ale zgubili go w Chartumie. Kiedy po kolejnych podsłuchach wpadli na nowy trop, okazało się, że był fałszywy, ale nie mając swoich ludzi na miejscu, nie potrafili tego sprawdzić, przeniknąć do przemytniczych gangów, zrozumieć jak działają.

Meron Estefanos powiedziała w rozmowie z „New Yorkerem”, że odnosi wrażenie, iż coraz mniej obchodzi ich, kim naprawdę jest człowiek, którego aresztowali, za to coraz bardziej zależy na tym, żeby wmówić ludziom, iż jest on tym, za kogo go uważają. „Raczej pozwolą, żeby skazano niewinnego, niż przyznają się do błędu” – powiedziała Estefanos. W odpowiedzi prokuratorzy ją także objęli śledztwem w sprawie przemytników i handlarzy „żywym towarem”. W połowie czerwca zażądali zaś, by przetrzymywanego trzeci rok Erytrejczyka skazać na 14 lat więzienia jako pirata i nielegalnego imigranta.

Dalsze losy Berhe

Wyrok włoskiego sędziego, orzekającego, że Berhe jest rzeczywiście tym, za kogo się podaje, a nie „Generałem”, nie kończy jeszcze odysei Erytrejczyka. Sąd skazał go na pięć lat więzienia i 100 tysięcy euro grzywny za konszachty z przemytnikami i współudział w procederze nielegalnej imigracji (nieszczęsne telefony do Libii). Ponieważ Berhe ponad trzy lata spędził w areszcie, sędzia uznał, że odbył już karę więzienia i kazał go wypuścić na wolność. Jako "nielegalny imigrant" (a raczej imigrant mimo woli) został przewieziony z aresztu do ośrodka dla uchodźców na Sycylii.

Brytyjscy śledczy z Narodowej Agencji Kryminalnej, którzy wytropili Berhego, uznali go za „Generała” i wystawili Włochom nie mają sobie nic do zarzucenia. „Pomogliśmy naszym włoskim przyjaciołom ustalić miejsce pobytu konkretnej osoby. Ta osoba została właśnie skazana za przemyt ludzi – oświadczyła Agencja. – Wykonaliśmy dobrą robotę”. Z swojej witryny internetowej usunęła jednak informację o sukcesie, jakim było pojmanie „Generała”.

Brytyjczycy zastanawiają się, czy nie zostali oszukani przez Sudańczyków. Wytropiony przez nich „Generał” mógł się przecież wykupić, a zamiast niego Sudańczycy dostarczyli Włochom przypadkowego Erytrejczyka, aresztowanego w chartumskim barze. Prokuratorzy z Palermo jeszcze nie zdecydowali, czy będą się odwoływać od wyroku sądu. Nie przyznają się jednak do błędów. „Sąd uznał przecież, że oskarżony maczał palce w procederze przemytu ludzi. Nie mamy więc tu do czynienia z biednym i prześladowanym cieślą” – powiedział główny prokurator Francesco Lo Voi. Poza ewentualnymi sprawami apelacyjnymi, wniesionymi przez prokuraturę, Berhego czeka też rozprawa w sprawie odwołania od wyroku skazującego go za współudział w przemycie ludzi. Jego adwokat złożył już stosowne odwołanie. Erytrejczyk złożył też wniosek o przyznanie mu azylu politycznego we Włoszech.

Zgodnie z zarządzeniem wicepremiera i ministra policji Matteao Salviniego, prawicowego polityka, który zrobił karierę na walce z imigracją, każdy imigrant skazany wyrokiem sądu ma być automatycznie odsyłany z Włoch do kraju, z którego przybył lub pochodzi. Berhemu grozi więc deportacja do Erytrei, skąd pochodzi, lub do Sudanu, z którego go przywieziono. W Sudanie za przemyt ludzi i handel „żywym towarem” grozi kara śmierci.

Michele Calantropo, adwokat Erytrejczyka, twierdzi jednak, że jego klient nie może zostać deportowany do Erytrei, ponieważ Włochy nie mają z tym państwem stosownej umowy, ani do Sudanu, ponieważ nie jest Sudańczykiem. Wygląda na to, że najbliższe miesiące Berhe spędzi wciąż na Sycylii. Już nie w areszcie śledczym, lecz w ośrodku dla uchodźców czekających na deportację.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

>>"Doszło do pomyłki, a oskarżony nie jest tym człowiekiem, któremu zarzuca się zbrodnię” – orzekł po trwającym prawie dwa lata procesie sędzia z Palermo. [...] Sąd skazał go na pięć lat więzienia i 100 tysięcy euro grzywny za konszachty z przemytnikami i współudział w procederze nielegalnej imigracji...<< Wiem, że to jest w artykule, ale w miejscu wielokropka popłynęły setki słów wyciskających łzy z oczu i zaciemniających oczywisty wniosek z INTEGRALNEGO orzeczenia włoskiego sądu. Pan Berhe doznał sprawiedliwości, a nawet miłosierdzia, skoro z NALEŻNYCH pięciu lat odsiedział tylko trzy. Drugie cytowane zdanie skróciłem, bo nazywanie "nieszczęsnymi" rozmów, które sąd uznał nie za rodzinne pogaduszki, a za dowód KONSZACHTÓW i WSPÓŁUDZIAŁU w poważnym przestępstwie, to kolejna próba wyciskania łez. Źle się tylko dzieje, że prawdziwy "Generał" oraz jego domniemani mocodawcy pozostają bezkarni.

do czasu kiedy mój syn omal nie zginął w katastrofie kolejowej, jak niemal wszyscy uważałem, że takie wypadki zdarzają się tylko w telewizji, co najwyżej innym - dziś, kiedy czytam podobne jak ta w artykule historie, czuję się bardzo nieswojo
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]