Trzeba się na coś zdecydować

Jeśli nie codziennie, to przynajmniej w każdą niedzielę prosimy Boga: „Przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”.
Czyta się kilka minut

​Jednocześnie wyprowadzają nas z równowagi: a to aztecki kalendarz, a to objawienia jakiejś stygmatyczki czy innego domorosłego proroka zapowiadającego rychły „koniec świata”. Z jednej strony chcemy ów koniec przyspieszyć, odmawiając „Ojcze nasz”; z drugiej – odsunąć spełnienie tej prośby jak najdalej. A tak naprawdę marzyłoby się nam końca świata unieważnienie.

Mówimy o sobie: jesteśmy ludźmi praktycznymi, rozsądnymi, twardo stąpającymi po ziemi i często dobrze obeznanymi ze sprawami nieba. Skoro tak, to skąd w nas owo rozdwojenie? Skąd lęk nie tylko przed końcem świata, ale i przed przyjściem Jezusa Chrystusa? Przecież Jezus zapewnia, że choćby nie wiadomo co się działo, niebo waliło się nam na głowę, a ziemia usuwała spod nóg, to możemy być pewni, iż „nie zginie nawet włos z waszej głowy. Dzięki swej wytrwałości zyskacie wasze życie”. To nie znaczy, że nic złego nas nie spotka. Przeciwnie: oddając siebie Jezusowi, ryzykujemy, że może On nas posłać tam, gdzie nikt inny nie zechce pójść, gdzie można stracić nie tylko pieniądze i zdrowie, ale też życie. W takim postawieniu sprawy nie ma niczego nadzwyczajnego. Jezus zaufał Ojcu i oddając nam siebie, zgodził się na to, byśmy Go uśmiercili. Bardziej ufał Ojcu niż sobie i dlatego traci wszystko, ale zyskuje nieskończenie więcej – wieczność.

Kłopot w tym, że dziś to właśnie z wiecznością mamy kłopot. Życie wieczne wydaje się nam jedynie bajką, pięknym mitem, śmiesznotką. Nawet jeśli boimy się śmierci, perspektywa wieczności i tak nas nie pociąga. Być może dzieje się tak dlatego, że „spłaszczyliśmy” również życie teraźniejsze – zamknęliśmy je w czasoprzestrzeni – i teraz dusimy się w tej klatce. Nie mamy już odwagi wyjść poza horyzont wydarzeń, bo daliśmy się przekonać, że istnieje coś takiego jak nicość. Zarówno ziemia, jak i niebo stały się nam obce. Ziemia przestała być domem „Boga z ludźmi”. W najlepszym przypadku jest poczekalnią, gdzie czeka się na odprawę nie wiadomo dokąd i po co. Nie kochamy już ziemi, to jak mamy pokochać niebo? Ziemia i niebo, życie i śmierć, choć się do tego nie przyznajemy, przerażają nas.

A Jan Apostoł wciąż mówi: „Tam, gdzie jest miłość, nie ma lęku, lecz doskonała miłość odrzuca lęk, ponieważ lęk wiąże się z karą. Kto natomiast się lęka, nie osiągnie doskonałej miłości. My miłujemy, ponieważ On pierwszy nas umiłował. Jeżeli ktoś powie: »Miłuję Boga«, a jednocześnie nienawidzi swego brata, jest kłamcą. Kto nie miłuje swego brata, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi”. Dlatego królestwo Boże to nie kwestia przyszłości i jakiegoś końca, lecz sprawa miłości, czyli teraźniejszości. A przyszłość? Czas? To dar Boży i znak Jego do nas zaufania – czyli spełniająca się apokalipsa. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2016