Reklama

Tajemnice i mity

Tajemnice i mity

29.09.2009
Czyta się kilka minut
Wielu watykanistów, chcąc szerzej niż w zwięzłych korespondencjach do gazety wykorzystać swoje doświadczenia i wiedzę, pisze książki o tajemnicach Watykanu, widzianych - jak uważają - "od środka". Powieści, których akcja toczy się za "spiżową bramą" (jak niegdyś zatytułował swą książkę Tadeusz Breza), reportaże, relacje, monografie o papieżu i tym podobne, lepsze lub gorsze. Jeśli do tej kategorii zaliczyć książkę amerykańskiego watykanisty Johna L. Allena, to jako jedną z najlepszych w tym gatunku.
A

Autor, korespondent "National Catholic Reporter", chciał wyjaśnić stanowisko i postępowanie Stolicy Apostolskiej w dwóch palących kwestiach: skandalu seksualnego w Kościele amerykańskim i wojny w Iraku. Obie zbulwersowały opinię publiczną w USA, podważyły zaufanie do Kościoła oraz ujawniły otchłanną nieznajomość funkcjonowania Kościoła i Watykanu. Jednak na trzysta dziewiętnaście stronic tekstu "Wszystkich ludzi papieża" aż sto osiemdziesiąt osiem to znakomity wykład "watykanologii", niezbędne wprowadzenie, a zarazem wzór warsztatu dziennikarskiego.

Wiedzę zaczerpniętą z dokumentów autor konfrontuje z protagonistami wydarzeń. A cieszy się on ogromnym zaufaniem ważnych osobistości Kurii Rzymskiej, co w tej pracy jest conditio sine qua non sukcesu. Zamiast częstych u drugorzędnych autorów spekulacji, otrzymujemy materiał z pierwszej reki, wręcz źródłowy. Allen zna też swoich czytelników. Dlatego, zanim przejdzie do głównego tematu książki, chce najpierw "uporać się z intelektualnym bałaganem", proponując "uczciwą i jasną rozmowę na temat watykańskich realiów". W rozdziale "Pięć watykańskich mitów" rozkłada na czynniki pierwsze mity, od spiskowego, z "legendą o Opus Dei działającym w zmowie ze zbirami z CIA", po wyobrażenie Stolicy Apostolskiej jako wyidealizowanego duchowego rezerwatu stuprocentowej jednomyślności z Ojcem Świętym. Przytoczę przynajmniej tytuły podrozdziałów, bo pozwalają domyślić się ich treści: "Mit pierwszy: Watykan pragnie...", "Mit drugi: Kto decyduje?", "Mit trzeci: Tajemniczość Watykanu", "Mit czwarty: Bogactwo Watykanu", "Mit piąty: Karierowicze".

Jest jeszcze jedna warstwa analiz Allena, mianowicie problem zderzenia mentalności Watykanu z mentalnością amerykańską. Obywatele USA - jak powiedział cytowany w książce kardynał Francis George z Chicago - "kulturowo są kalwinami; nawet ci, którzy wyznają wiarę katolicką". Społeczeństwo amerykańskie, mówił kardynał, jest "świeckim odpowiednikiem wiary opartej na indywidualnej interpretacji Pisma Świętego i osobistym doświadczeniu Boga". Przeciwstawił je społeczeństwu funkcjonującemu na podstawie nauki Kościoła katolickiego i wizji życia wykraczającego poza ograniczenia jednostki.

Książka, zamknięta "Dodatkiem" zawierającym spis źródeł informacji o Watykanie, jest wzorem dobrej roboty. Autor mówi wyraźnie: "W tym, co robię, łączę postawę dziennikarza i katolika". Informuje i wyjaśnia, stara się ułatwić zrozumienie, tropi przyczyny konkretnych posunięć Watykanu, aby pomóc czytelnikowi wyrobić sobie własne zdanie. To, że jest katolikiem, nie sprawia, że pisanie o Watykanie traktuje jak religijną misję. Jest przekonany, że propagowanie takich bądź innych wniosków teologicznych nie jest jego rolą. Więcej: nie uważa, by w każdej publicznie omawianej kwestii każdy musiał zajmować zdecydowane stanowisko: "Mogę z całym przekonaniem wskazać główne przedmioty sporów i to, jakimi wartościami kierują się ich uczestnicy i jakie mogą być następstwa rozstrzygnięć".

Allen zajmuje się problematyką watykańską od czterech lat i wie, że ludzie "często opierają swoje opinie o »Rzymie« na błędnych wyobrażeniach i mitach, kierując się wątpliwymi domysłami. Brak rzetelnej i pełnej informacji sprzyja oskarżeniom i uszczypliwościom". Książkę adresuje do "Kościoła anglojęzycznego świata" - ale wydanie jej w języku polskim uważam za inicjatywę wręcz opatrznościową. Lekturę polecam wszystkim, którzy choć trochę się interesują Kościołem i Stolicą Apostolską, a nade wszystko kolegom dziennikarzom, którzy w Polsce na ten temat piszą. (mie wyłączając siebie, ale także i tym, którzy to pisanie z wysokości urzędu oceniają.

Owoce prześladowań

Lekturę omawianej tu już książki Kennetha L. Woodwarda "Fabryka świętych" warto uzupełnić lekturą ciekawego studium poświęconego genezie i historii paradygmatu męczeństwa. Marie-Françoise Baslez, profesor historii starożytnej na uniwersytecie paryskim, specjalizująca się w problematyce religii w świecie greckim i rzymskim, analizuje zjawisko prześladowań i idei tolerancji lub męczeństwa, konfrontując punkt widzenia prześladowców i prześladowanych.

Początkowo tylko męczennicy byli w Kościele czczeni jako święci. Ich kult sięga świata cywilizacji grecko-rzymskiej i nie jest wynalazkiem Żydów ani chrześcijan. Prześladowania zaś nie były wynikiem zderzenia systemu politeistycznego z monoteizmem żydowskim i chrześcijańskim. Nawet w przypadku prześladowań religijnych nie prześladuje się doktryny ani ideologii, lecz ludzi.

"Będąc prześladowanym - pisze autorka - niełatwo pojąć rację prześladowcy, łatwiej czynić z niego po prostu ucieleśnienie zła". Prześladowcy jednak niekoniecznie byli tyranami, a przestępstwo religijne traktowane było jako nieposłuszeństwo obywatelskie. W historii tolerancji i prześladowań religijnych przypadek chrześcijaństwa jest zupełnie - zdaniem prof. Baslez - wyjątkowy. Niemal natychmiast prawnie zakazane i często prześladowane, z czasem zdobywa w cesarstwie status religii dominującej. To "skłania do postawienia pytania o warunki dialogu, a następnie współpracy, którą można było uznawać za mało prawdopodobną".

Chronologiczne zestawienie historii prześladowań, umieszczone na początku książki, obejmuje okres od ok. 440 roku przed Chrystusem (apogeum demokracji ateńskiej) po czasy cesarza Konstantyna. Omawiając z wielką erudycją konkretne, udokumentowane wydarzenia, Marie-Françoise Baslez dochodzi do konkluzji, które - jak pisze - potwierdzają intuicje Dziejów Apostolskich o tym, że to właśnie prześladowania nadały chrześcijańskiemu przesłaniu niebywały impet, przynosząc skutek absolutnie przez władze nieprzewidywany.

Ocalone okruchy

Krzysztof Tadej jest pokornym i pracowitym zbieraczem okruchów pamięci. Nie poddając się poczuciu, że o Janie Pawle II już wszyscy wszystko opowiedzieli, on jeszcze w latach 2006-2007 szuka znanych i mniej znanych ludzi, którzy znali Papieża. Że już o tym mówili? Nic nie szkodzi. On z nich jeszcze wyciągnie coś nowego.

Są zresztą i tacy, o których mało kto wcześniej słyszał. To on ich odkrył i przepytał. Ale nawet w rozmowach z tymi, którzy, mogłoby się wydawać, powiedzieli już wszystko, pojawiają się nowe, fascynujące lub zabawne elementy. Ot, okruchy pamięci właśnie, która, gdyby nie te rozmowy, odeszłaby razem z nimi z tej ziemi.

Tom otwiera rozmowa z kardynałem Stanisławem Dziwiszem; jemu zresztą Krzysztof Tadej dedykuje swoją książkę. Oczywiście, i ks. Kardynał, i liczni inni rozmówcy mówią o sprawach, o których już mówili albo pisali. Można im to darować, bowiem niemal w każdej opowieści został pokazany i uratowany od zapomnienia jakiś nieznany szczegół. Te szczegóły właśnie sprawiają, że Papież jawi się nam jako żywy człowiek. No i niektóre są zaskakujące, jak choćby opowieści księdza Kardynała o tym, jak Jan Paweł II uwalniał od duchów nieczystych opętanych, i o cudownym (sic!) uzdrowieniu zmiażdżonego barku samego księdza Stanisława.

Szkolny kolega Teofil Bojeś opowiada o losie wszystkich kolegów szkolnych i jest to mała encyklopedia losu Polaków podczas wojny. Inny kolega, Stanisław Jura, pamięta, że Lolek był jedynym w klasie, który uciułał w szkolnej kasie oszczędności na znaczną sumę (300 zł - wartość trzech rowerów). Ktoś tam pamięta, że po maturze kolega Karol zjadł za jednym posiedzeniem 12 kremówek. We wspomnieniach szkolnych Witolda Karpińskiego Wojtyła był "grubaskiem" albo "gruby, nieruchliwy". Tenże Karpiński, aresztowany po wojnie przez UB i skazany na śmierć, opisał, czym dla niego, czekającego na wykonanie wyroku, były otrzymywane w więzieniu serdeczne kartki z zapewnieniem o pamięci, modlitwie i nadziei na spotkanie, podpisywane "Karol".

Świetnym pomysłem autora było odnalezienie siostry śp. ks. Stanisława Starowieyskiego, Krystyny Górskiej. Starowieyski był bliskim kolegą Wojtyły, wysłanym wraz z nim na studia do Rzymu. Mówiono, że kard. Sapieha widział w nim swego następcę. Potem pracował w Brazylii. Spotkałem go w Rzymie. Człowiek wielkiej duchowości, asceta i tak skromny, że o sobie z pewnością nie powiedziałby tego wszystkiego.

Zupełnie specjalna jest jedna obszerniejszych w książce rozmów, z Józefą Hennelową. To nie tylko wspomnienia osobiste, ale i syntetyczny wykład na temat "Jan Paweł II i »Tygodnik Powszechny«". Znakomity komentarz do tego, co na ten temat pisaliśmy na naszych łamach. I wiele innych rozmów; kto ciekaw, niech czyta.

Podejrzewam, że wytrawny dziennikarz Krzysztof Tadej, opracowując do druku te rozmowy, czuł się w obowiązku zachowania wierności we wszystkim. Tymczasem pamięć ludzka płata figle. Mamy więc opowieść o wycieczce "na Babią Górę słynnym tatrzańskim szlakiem - Orlą Percią". Bez komentarza zostawia autor domysły Danuty Michałowskiej, jakoby Karol Wojtyła zrezygnował ze wstąpienia do karmelitów pod wpływem rozmowy z Tadeuszem Kudlińskim. Od samego zainteresowanego wiem, że nastąpiło to po rozmowie z arcybiskupem Sapiehą. Nie wierzę też ks. Markowi Starowieyskiemu (to jedna z ciekawszych rozmów, pokazująca krakowskiego Metropolitę z perspektywy pracownika Kurii Rzymskiej), że kardynała Wojtyłę przetrzymano w poczekalni Kongregacji ds. Wychowania trzy godziny, dlatego że usciere nie rozpoznał w ubranym w czarną sutannę księdzu kardynała. Nie ma w Watykanie takiego usciere, który by nie zauważył kardynalskiego pierścienia na palcu gościa.

Opowieści wzruszające, zwyczajne i niezwykłe, i zabawne. Kiedy Maria Fołtyn, propagatorka dzieł Stanisława Moniuszki w świecie, padła przed Janem Pawłem II na kolana i trzymając przeznaczone dla Papieża partytury, wykrztusiła ze wzruszeniem: "ja tu mam »Straszny dwór«", Jan Paweł II natychmiast odpowiedział: "A co mi pani Marysia daje? (...) ja tu mam także straszny dwór".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]