Świat bez namysłu. Sami to sobie odebraliśmy

Tragizm konfliktu Izrael-Gaza sprawia, że każdy wyrazisty sąd trzeba natychmiast opatrywać jakimś mniej lub bardziej istotnym „ale”.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński / Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński / Fot. Karol Paciorek

W koszmarze rozgrywającym się na Bliskim Wschodzie – którego nie pierwszym i nie ostatnim akordem były bestialskie ataki Hamasu na Izrael na początku października, a potem, w odpowiedzi, bombardowania Strefy Gazy przez izraelską armię – istnieje co najmniej kilka wymiarów. A każdy skomplikowany i splątany, wymykający się wszystkim znanym nam metodom manifestowania grupowej przynależności. Wszystkim tym rytuałom wirtualnej egzaltacji, praktykom jednoznaczności, które z upodobaniem od lat odprawiamy w mediach społecznościowych (i nie tylko): świętemu oburzeniu, wściekłej nienawiści, wzmożonemu udostępnianiu, afektowanemu komentowaniu, kompulsywnemu lajkowaniu i łapczywemu zbieraniu lajków.

Przyzwyczajeni, że się nam przeważnie udaje tak właśnie „rozwiązywać” większość politycznych, naukowych, społecznych czy etycznych złożoności, w sprawie Izrael-Palestyna zderzamy się nagle z czymś, co stawia masywny opór. A to z kolei – jakżeby inaczej – cały ten ferwor wzmacnia. Stąd też dookoła pełne furii i pogardy wymiany despektów, inwektyw, obelg. Ktokolwiek decyduje się w tej sprawie zabrać głos, musi się liczyć, że zaleje go fala wrogości ze strony tych, którzy pozycjonują się na drugim krańcu spektrum. Jeśli zaś ów ktoś sam się wystarczająco wyraźnie nie chce opowiedzieć tu albo tam – może być pewien, że również, właśnie za to, zostanie brutalnie skrytykowany.

Oczywiście, na dłuższą metę działa to niszcząco nie tylko na jakość życia publicznego, ale w pierwszej kolejności na jakość naszego myślenia, reagowania i argumentowania. Funkcjonowanie pod terrorem internetowego tłumu, który rzuca się natychmiast do ataku, kiedy tylko próbujemy coś poddać głębszej refleksji lub zniuansować, czemuś spokojnie i z bliska się przyjrzeć – sprawia, że z biegiem czasu, z lęku przed osaczeniem, hejtem i wykluczeniem, dla świętego, paradoksalnie, spokoju, zaczynamy nie tylko mówić, ale i myśleć to, co potencjalnie nie narazi nas na bolesne retorsje. Ten opłakany proces – systematycznego zaniku zdolności do wytrzymywania komplikacji oraz rozwoju intensywnej potrzeby opisywania świata w spolaryzowanych, czarno-białych kategoriach – rozgrywa się przecież nie od dzisiaj. W dyskusjach wokół sprawy izraelsko-palestyńskiej nabiera jednak jeszcze dodatkowego, tragicznego wymiaru.

Bo też i tragizm jest czymś, co bodaj najpełniej charakteryzuje istotę tej kwestii. A zarazem wobec tragizmu jesteśmy współcześnie najbardziej bezradni – nie chcemy go widzieć, nie chcemy go znać, nie przyjmujemy jego istnienia do wiadomości. W polu złożonym z zer i jedynek, z czerni i bieli, niebezpieczeństwo tragizmu – czyli sytuacji bez satysfakcjonującego wyjścia, przeciwieństwo opcji „win-win” – wydaje się zażegnane. Dlatego obraz świata programowany przez dzisiejszą masową kulturę w ogóle czegoś takiego nie uwzględnia.

Tymczasem tutaj – no właśnie – mamy ten tragizm w pełnej krasie. A wraz z nim moralną komplikację, która sprawia, że każdy w zasadzie wyrazisty sąd trzeba natychmiast opatrywać jakimś mniej lub bardziej istotnym „ale”. Rozumiejąc cierpienie, emocje i postawę zwykłych Palestyńczyków, nie sposób w najdrobniejszym nawet stopniu popierać bestialskiego, podszytego dżihadem terroryzmu Hamasu. Rozumiejąc prawo Izraela do samoobrony – a przede wszystkim uznając prawo państwa Izrael do istnienia, to bowiem rzecz tutaj fundamentalna, także w wymiarze cywilizacyjnym – nie sposób usprawiedliwiać towarzyszącej temu masakry niewinnych cywilów, w tym, w ogromnej liczbie, dzieci (nawet przyjmując, że za ich śmierć, przynajmniej częściowo, odpowiada Hamas, który od dawna używa ludzi jako żywych tarcz). Wreszcie – znając choćby pobieżnie historię tamtej ziemi, politycznych machinacji, sporów, konfliktów, dramatów, przemocy, nie sposób obstawiać wykładni, która sto procent racji przyznaje wyłącznie jednej stronie.

Ale ta sytuacja moralnej i politycznej złożoności, w jakiej się znajdujemy – ze świadomością, na dodatek, że ma to również szerszy sens, i że jest elementem jakichś wielkoskalowych przetasowań politycznych – odzwierciedla jakąś jeszcze inną, głębszą i bardziej ogólną prawdę. Jak ją wyrazić? Może tak: z epoki, w której wydawało się nam, że mamy – jako ludzie – zdolność do tworzenia w umysłach zadowalającej reprezentacji świata, i że nasze religie, filozofie, systemy moralne dają nam tutaj efektywne narzędzia orientacji, wkroczyliśmy już dawno w epokę, w której okazało się to w dużej mierze iluzją. Przy czym nie chodzi mi o żaden relatywizm – kategorie „dobra” i „zła”, „prawdy” i „kłamstwa”, potrzebne są dziś bardziej niż kiedykolwiek, a z powodu ich dekonstrukcji czy dewaluacji zdarzył się niejeden kryzys. Chodzi tylko o uznanie, że adekwatne zastosowanie tych kategorii wymaga kolosalnego wysiłku, namysłu, czasu, powagi i poruszania się krok po kroku w gąszczu nieznanego. Słowem, wymaga tego wszystkiego, czego nam właśnie dzisiaj bardzo brakuje – również dlatego, że sami to sobie odebraliśmy.

To zresztą też jest składowa tragizmu, o którym wcześniej była tu mowa. Zwłaszcza że na tym pragnieniu uproszczeń, wzmożeniu i polaryzacji, łatwo żerują ci, którzy doskonale wiedzą, w jakie struny uderzyć, żeby naszymi ślepymi emocjami pokierować zgodnie z własnym interesem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Praktyki jednoznaczności