Spal to wszystko

Wyobraźmy sobie, że nie ma „Dzienniczka” siostry Faustyny. Nie istnieje podstawa do dyskusji i teologicznych sporów, pozostają mgliste i sprzeczne wspomnienia o siostrze z drugiego chóru, którą jedni zapamiętali jako zakonnicę pobożną, drudzy – przeciętną, trzeci – histeryczną.

18.04.2023

Czyta się kilka minut

Cela zakonna Siostry Faustyny w Klasztorze w Łagiewnikach / fot. Marcin Mazur / Flickr CC BY-NC-SA 2.0 /
Cela zakonna Siostry Faustyny w Klasztorze w Łagiewnikach / fot. Marcin Mazur / Flickr CC BY-NC-SA 2.0 /

Po śmierci szybko zapomniano o Faustynie. Pamięć o niej wróciła dzięki rozwijającemu się w okupowanym Wilnie kultowi Miłosierdzia. Po wojnie, gdy w kulcie zaczęto dopatrywać się herezji, „bitwę o Faustynę” można było stoczyć tylko dzięki temu, że spowiednik, ks. Michał Sopoćko, polecił jej pisać „Dzienniczek”.

Sekretarka Miłosierdzia

Jezus wyznaczył na „sekretarkę Miłosierdzia” dziewczynę, która skończyła zaledwie trzy klasy wiejskiej szkoły i robiła błędy ortograficzne. Mniejsza o błędy, popełniali je i wielcy pisarze, ale jak to niewprawne pióro miało rejestrować splot rzeczywistości ziemskiej i nadprzyrodzonej? Faustyna rozpoczęła pierwszy brulionik od wyznania: „Mam spisać zetknięcia się duszy mojej z Tobą, Boże, w chwilach szczególnych nawiedzeń Twoich (…). O Boże, czyż może napisać pióro to, w czym nieraz słów nie ma? Ale każesz pisać, o Boże, to mi wystarcza”. A jednak okazała się sekretarką niezwykle sprawną, choć oprócz braku warsztatu pisarskiego były też i inne przeszkody w prowadzeniu „Dzienniczka”. Pisała w chwilach wolnych, w tajemnicy przed siostrami, czego śladem są liczne niedokończone zdania. Przewodnik duchowy kazał jej pisać bez skreśleń i poprawek. Ile osób, nawet na co dzień piszących, potrafi to robić?


ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA KOWALSKA: CZYTAJ WIĘCEJ W SERWISIE SPECJALNYM >>>


Do tego doszła przeszkoda najważniejsza – diabelska. W lecie 1934 r. ks. Sopoćko wyjechał do Ziemi Świętej i przez kilka tygodni nie było go w Wilnie. W tym czasie Faustyna nie zwierzała się innym spowiednikom ze swoich przeżyć. Zapisywała je w „Dzienniczku”. Pewnego dnia zjawił się szatan pod postacią anioła i kazał jej wrzucić zapiski do pieca. „Głupstwo piszesz i narażasz tylko siebie i innych na wielkie przykrości – przekonywał. – Cóż ty masz z tego Miłosierdzia? Po co czas tracisz na pisanie jakichś urojeń! Spal to wszystko, a będziesz spokojniejsza i szczęśliwsza!”. Gdy widzenie się powtórzyło, Faustyna spełniła polecenie. Po powrocie ks. Sopoćko wytłumaczył jej, kogo w istocie posłuchała i nakazał jej odtworzyć spaloną część „Dzienniczka”. Strata była już jednak nie do nadrobienia.
 
Gdy po śmierci Faustyny udostępniono „Dzienniczek” siostrom, większość była zaskoczona. Jedna z nich mówiła: „Wydawało mi się trochę dziwnym to, że s. Faustyna opisywała nieraz drobne zdarzenia z życia codziennego. Nie osądzam tego jako brak pokory, ale obraz s. Faustyny, jaki sobie wyrobiłam z bezpośredniego z nią kontaktu, był jakiś inny i bardziej prawdziwy, niepasujący do tego drugiego obrazu z dzienniczka… Postać s. Faustyny, tak jak ją znałam dawniej, była jakaś ujmująca, bezpośrednia, prosta, a to, co w dzienniczku, wydaje mi się drobiazgowe i niepotrzebne”.

Mistyka, histeria czy herezja?

Lektura „Dzienniczka” prowadziła niektórych do przekonania o histerycznej, egzaltowanej osobowości autorki. Przykładem może być wybitny teolog ks. Wincenty Granat. Dopatrzył się w tekście szeregu błędów teologicznych: „Miłosierdzie Boga jest jednym z Bożych przymiotów i gdybyśmy je czcili za pomocą odrębnego święta, wypadałoby również ustanowić jeszcze inne święta w celu oddawania kultu poszczególnym przymiotom Bożym: takie stanowisko prowadziłoby do jakiegoś zaciemnienia jedności Boga i sprowadzałoby niebezpieczeństwo politeizmu”.
 
Bardzo ostre były też jego zarzuty przeciw Koronce do Miłosierdzia Bożego, zwłaszcza przeciw fragmentowi: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Najmilszego Syna Twojego, a Pana Naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”. Ks. Granat twierdził, że te słowa także zawierają istotne błędy teologiczne: po pierwsze, Bóstwo Syna jest tym samym, co i Ojca, a więc nie może być ofiarowywane Ojcu Przedwiecznemu. Po drugie, w ogóle nie wolno składać na ofiarę Bóstwa. Po trzecie wreszcie, nie może być Ono przebłaganiem za grzechy – Bóg odpuszcza grzechy, lecz nie jest ofiarą przebłagania.
 
Ks. Sopoćko odpowiadał: „W Osobie Syna Bożego połączyły się przy wcieleniu dwie natury, boska i ludzka, a połączyły się istotnie i na wieki tak, że natura ludzka nie ma nawet własnego istnienia, a byt swój zawdzięcza Słowu Przedwiecznemu. Wobec tego we Mszy św. Zbawiciel ofiarowuje Ojcu swemu (a i my razem ofiarowujemy) całego siebie jako człowiek, a więc i człowieczeństwo i bóstwo”. Obrońcy Koronki wskazywali także, że bardzo podobną modlitwę przekazał anioł dzieciom w Fatimie, a Kościół uznał te objawienia.
 
Wielu sceptycznie nastawionych do Faustyny teologów z czasem się „nawracało”. Przykładem może być ks. Ignacy Różycki. Przez ćwierć wieku był głęboko nieufny wobec jej objawień. Faustyna jego zdaniem „była ofiarą halucynacji na podłożu histerii i – zatem – nie tylko jej rzekome objawienia były pozbawione wszelkiej wartości religijnej, ale zarazem i tym samym – heroiczność jej życia – to sprawa przegrana”. Kategorycznie odmówił uczestniczenia jako teolog-ekspert w procesie beatyfikacyjnym.
 
Stanowczość sądu ks. Różyckiego zachwiała się, gdy z ciekawości przeczytał „Dzienniczek”. Uznał wówczas, że „świętość Heleny-Faustyny jest prawdziwie heroiczna, a jej objawienia noszą wszelkie znamiona pochodzenia nadprzyrodzonego”. Potem ks. Różycki – na polecenie arcybiskupa Karola Wojtyły – skrupulatnie opracował „Dzienniczek”.
 
Posłannictwo Miłosierdzia, które otrzymała Faustyna, nie powinno zaskakiwać w jej wspólnocie zakonnej. Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, zwanych potocznie magdalenkami, było przeniknięte atmosferą Miłosierdzia. Zakonnice modliły się, pracowały wśród osób ubogich i – jak się wówczas mówiło – „wykolejonych”, zwłaszcza prostytutek. Konstytucje Zgromadzenia kładły akcent na naśladowanie Chrystusa w Jego Miłosierdziu wobec grzeszników. I Faustyna wpisywała się w ten charyzmat, dodając doń własną, niepowtarzalną cząstkę.

Żywa wyobraźnia

Ks. Michał Sopoćko zanotował we „Wspomnieniach”, że Faustyna 12 maja 1935 r. miała widzenie konającego w strasznych cierpieniach marszałka Piłsudskiego. Pan Jezus miał jej powiedzieć: „Patrz, czym się kończy wielkość tego świata”. Widziała następnie sąd nad zmarłym, a gdy Sopoćko zapytał, jak się skończył, odpowiedziała: „Zdaje się Miłosierdzie Boże za sprawą Matki Bożej zwyciężyło”.
W innym miejscu „Wspomnień” ks. Sopoćko zapisał: „Wprawdzie do nadprzyrodzonego działania w duszy s. Faustyny nieraz dołączało się działanie jej ludzkiej dość żywej wyobraźni, wskutek czego pewne rzeczy zostały przez nią nieświadomie przeinaczone. Ale to się zdarzało u wszystkich ludzi tego rodzaju, jak świadczą życiorysy np. św. Brygidy, Katarzyny Emmerich…”. 
Ksiądz Michał był kierownikiem bardzo roztropnym i praktycznym. Kiedy Faustyna wyjeżdżała z Wilna, nakazał jej podkreślać w „Dzienniczku” słowa, o których z absolutną pewnością będzie mogła powiedzieć, że usłyszała je od Pana Jezusa. Jednak czytelnik „Dzienniczka” i tak sam będzie musiał ocenić, co jest owocem „żywej wyobraźni” Faustyny, a co słowem usłyszanym od Jezusa.
 
W „Dzienniczku” jest zresztą jeszcze trzecia warstwa – zapożyczenia. Choć niewiele można w nim znaleźć bezpośrednich odniesień do lektur, nie sposób zaprzeczyć, że Faustyna wpisywała swoje wizje w pewne schematy. Oto opis pobytu w piekle wypełnionym duszami dręczonymi „w straszny nie do opisania sposób”. Albo opis Eucharystii: „Kiedy poszłam na świat do spowiedzi, trafiłam, że mój spowiednik odprawiał Mszę św. Po chwili ujrzałam Dziecię Jezus na Ołtarzu, które pieszczotliwie i z radością wyciągało rączęta do niego, jednak ów kapłan po chwili wziął to piękne dziecię w ręce i połamał i żywcem zjadł. W pierwszej chwili uczułam niechęć do tego kapłana z powodu takiego postępowania z Jezusem, ale zaraz zostałam oświecona w tej sprawie i poznałam, że jest miły Bogu ów kapłan”. 

Śluby wieczyste sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, Kraków 2003 r.
Na ile są to efekty tradycyjnych wyobrażeń, na ile własna wizja? Próbując zaszeregować jakiś fragment, możemy powtórzyć błąd matki Ksawery Olszamowskiej, która – działając w dobrej wierze – zaczęła „Dzienniczek” poprawiać po swojemu. W odpisach opuściła całe strony, pominęła wiele zdań, zmieniła sens wielu wyrazów. Te wypaczone odpisy były podstawą do tłumaczeń na języki obce, które z kolei stały się jednym z powodów wydania w 1958 r. dekretu o zakazie szerzenia kultu.
 
Swoje życie najlepiej skomentowała sama: „O, jak słodko żyć w klasztorze pomiędzy siostrami, ale trzeba nie zapominać, że te anioły są w ludzkim ciele”.

Ani wielebne, ani przewielebne

Najtrudniejszym poleceniem Jezusa był nakaz dla Faustyny założenia nowego zgromadzenia. Żadnemu innemu zadaniu nie poświęciła w „Dzienniczku” tak wiele miejsca, żadne nie zrodziło w niej tylu pytań i wątpliwości. Faustyna nigdy nie wystąpiła z macierzystego zakonu. Jak rozumieć tę sprzeczność: Jezus kazał Faustynie wystąpić ze zgromadzenia i założyć nowe, a jednocześnie dał jej do zrozumienia, że Jego wolą jest, by została u magdalenek?
 
Pod datą 9 czerwca 1935 r. czytamy: „Wieczorem, jak szłam przez ogród, usłyszałam te słowa: »Będziesz wypraszać z towarzyszkami swymi miłosierdzie dla siebie i świata«. Zrozumiałam, że nie będę w Zgromadzeniu, w którym obecnie jestem. Widzę jasno, że jest względem mnie inna wola Boża; jednak nieustannie wymawiam się przed Bogiem, że ja jestem niezdolna do spełnienia tego dzieła. Jezu, przecież Ty najlepiej wiesz, czym jestem, i zaczęłam niemoce swoje wyliczać przed Panem i zasłaniałam się nimi, aby wymawianie moje uznał, że jestem niezdolna do spełnienia zamiarów Jego. Wtem usłyszałam te słowa: »Nie lękaj się, Ja Sam uzupełnię wszystko, czego tobie nie dostawa«”. 
Zmaganie się z tym poleceniem wypełni ostatnie cztery lata życia Faustyny, stanie się źródłem jej cierpień i radości. Cierpień – bo Jezus nakazał jej, by czyniła tylko to, co będą jej mówić spowiednicy, a ci będą ją wstrzymywać, a niektórzy wręcz oskarżać o herezję. Radości – bo Jezus da jej odczuć radość wspólnoty z siostrami zgromadzenia, które ma założyć.
 
W listopadzie 1935 r. Faustyna zaczęła szkicować coś w rodzaju konstytucji nowego zgromadzenia. Jezus kazał jej wszystko urządzić tak, by najubożsi nie mieli jej czego zazdrościć. „Pomiędzy sobą nie będą się dzielić na żadne chóry, ani na żadne matki i mateczki, ani na wielebne, ani na przewielebne, wszystkie będą sobie równe, chociażby ich różniło pochodzenie bardzo wielkie…” – w tych słowach na pewno zawiera się ślad upokorzeń związanych z jej własnymi doświadczeniami. „Siostry będą mówiły do swej przełożonej w ten sposób: proszę Siostry Przełożonej. Nie będą jej nigdy całować w rękę, ale przy każdym spotkaniu na korytarzu, czy też kiedy się udadzą do celi przełożonej, będą mówić: niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, skłaniając lekko głowę (…) Zakonnica powinna być wolna jak królowa”.
 
Faustyna walczy o godność zakonnicy, „bo każda dusza to inny świat”. Jej personalistyczna wizja wyprzedza ducha czasu, a jednocześnie jest na wskroś ewangeliczna. To przecież zapowiedź zmian wprowadzonych przez Sobór Watykański II.

Trzy odcienie

W maju 1936 r. Faustyna przyjechała do Krakowa, gdzie spotkała ojca Józefa Andrasza. On zalecał roztropne czekanie na znak, ona rozwijała swoją wizję zgromadzenia.
Początkowo myślała o zakonie klauzurowym – pewnie dlatego, że taka forma wydawała jej się najdoskonalsza. W czerwcu 1937 r. zanotowała: „Dał mi Pan poznać w trzech jakby odcieniach Swą wolę, lecz to jedno jest. 
Pierwsze jest, gdzie dusze odosobnione od świata palić się będą w ofierze przed tronem Bożym i upraszać miłosierdzie dla świata całego… I wypraszać błogosławieństwo dla kapłanów i modlitwą swoją przygotowywać będą świat na ostateczne przyjście Jezusa.
Drugie: – jest modlitwa połączona z czynem miłosierdzia. Szczególnie bronić będą duszy dziecka przed złym. 
Trzecie: – jest modlitwa i uczynność miłosierdzia nieobowiązująca żadnym ślubem, lecz za ich wykonanie będą mieli udział we wszystkich zasługach i przywilejach całości. Do tego odcienia mogą należeć wszyscy ludzie na świecie żyjący”. 
W lipcu 1936 r. Faustyna poinformowała listownie ks. Sopoćkę, że zamierza udać się do Rzymu, by prosić papieża o pozwolenie na wystąpienie z macierzystego zgromadzenia. Przewodnik duchowy stanowczo odradził. Faustyna przeżywała męczarnie. „Od dwóch lat – pisała – jestem na krzyżu, pomiędzy niebem a ziemią, to jest, że jestem związana ślubem posłuszeństwa, słuchać mam przełożonej jako samego Boga. A z drugiej strony Bóg daje mi sam, bezpośrednio, poznać swoją wolę i dlatego jest moja męka wewnętrzna tak wielka, której nikt nie pojmie i nie zrozumie tych cierpień duchowych”.
 
Faustynie było tym trudniej, że nasiliła się ciągle niezdiagnozowana, a pustosząca jej organizm już od końca lat 20. gruźlica. W dodatku część sióstr posądzała ją o pozorowanie choroby, gdyż mimo wycieńczenia garnęła się do praktyk religijnych. Wkrótce gruźlica nasiliła się jednak do tego stopnia, że stała się „krępująca dla otoczenia”. Oto jeden z charakterystycznych zapisków: „Od miesiąca czuję się gorzej, a przy każdym odkaszlaniu czuję rozkład w płucach. Nieraz zdarza się, że czuję zupełny rozkład własnego trupa”. Wyobraźmy sobie schorowaną siostrę drugiego chóru, która ma „ambicje” założenia nowego zgromadzenia. Mogła budzić co najwyżej współczucie, zażenowanie, a często po prostu szyderstwo i drwinę. Swoje klasztorne życie najlepiej skomentowała sama: „O, jak słodko żyć w klasztorze pomiędzy siostrami, ale trzeba nie zapominać, że te anioły są w ludzkim ciele”.

Pomoc widzialna

Tak naprawdę Faustynie nie udało się zrealizować żadnego z poleceń Jezusa: nie ona namalowała obraz, nie ona upowszechniła Koronkę, nie ona zabiegała o ustanowienie Święta Miłosierdzia. O wszystko starał się jej wileński spowiednik ks. Michał Sopoćko, o którym Chrystus powiedział jej: „Oto jest pomoc widzialna dla ciebie na ziemi”. Niektórzy sądzą, że Jezusowi nie chodziło o założenie nowego zgromadzenia, że chciał jedynie poddać Faustynę próbie – a ona, jak Abraham, zdała egzamin z zawierzenia Bogu, a potem „nie zabiła Izaaka”. „Całe to posłanie Miłosierdzia, obraz, Koronka, Święto, to wszystko ważne – powiedziała mi jedna z sióstr. – Ale tak naprawdę Faustyna do końca udźwignęła tylko swoją chorobę i cierpienie – ofiarę za grzeszników”. Z tej ofiary wyrosła głębia modlitwy, z którą biedzili się teologowie, a która dotarła do zwykłych zjadaczy chleba.
 
Z rozmów, które ks. Michał przeprowadził z Faustyną przed jej śmiercią, wywnioskował, że ponaglenia Jezusa dotyczą jego osoby. „Powiedziałem, iż jak ten obraz namalował kto inny, nie ona, ale według jej wskazówek, tak i zgromadzenie założy chyba kto inny” – napisał we „Wspomnieniach”.
Przed śmiercią Faustyna obiecała pomagać księdzu Sopoćce z nieba. W lecie 1940 r. Jadwiga Osińska, jedna ze studentek wileńskich, którymi opiekował się ksiądz Michał, oświadczyła mu, że chce „poświęcić się służbie Najmiłosierniejszego Zbawiciela i założyć nowe zgromadzenie czy coś podobnego w celu uwielbienia Boga w Jego nieskończonym Miłosierdziu”. 15 października złożyła śluby prywatne, wybierając imię zakonne – Faustyna. W listopadzie 1942 r. w kaplicy sióstr karmelitanek Sopoćko przyjął śluby pierwszych sześciu faustynek. W 1945 r., gdy Wilno zostało wcielone do ZSSR, zakonnice wyjechały do Polski. 25 sierpnia dotarły do Myśliborza. Tutejszy kościółek zbudowano w 1905 r. – to rok urodzin Faustyny Kowalskiej. Przypadek? Być może, ale dla pierwszych faustynek był to znak Opatrzności. Wkrótce siostry Faustyna Osińska i Benigna Naborowska ściągnęły księdza Sopoćkę.
 
Faustyna walczy o godność zakonnicy, „bo każda dusza to inny świat”. Jej personalistyczna wizja wyprzedza ducha czasu, a jednocześnie jest na wskroś ewangeliczna.
 
Zgromadzenie czekały jednak ciężkie próby. W 1955 r. umarła nagle matka Faustyna, a w 1958 r. Święte Oficjum ogłosiło notyfikację zakazującą kultu Miłosierdzia wedle objawień siostry Faustyny Kowalskiej. Kongregacja uznała, że nie miały one źródła nadprzyrodzonego. 
Księdza Michała podtrzymywał na duchu zapis z „Dzienniczka”: „Będzie chwila, w której dzieło to, które tak Bóg zaleca, będzie jakoby w zupełnym zniszczeniu i wtem nastąpi działanie Boże z wielką siłą, która da świadectwo prawdziwości”.
 
Nie można było otwarcie mówić o Faustynie. Sióstr nie przybywało, gdyż proboszczowie niechętnie kierowali kandydatki do „podejrzanego” zgromadzenia. Ale te, które były, trwały. „Żaden dekret nie mógł zakazać czynić miłosierdzia – wyznała jedna z pierwszych faustynek. – A mało to różnorakiej biedy było wokoło? Mało to biedaków było? Nawet ci, którym się wydawało, że teraz oni odmienią świat, potrzebowali pomocy. Był jeden taki zagorzały komunista, a przed śmiercią kazał wołać po księdza. Niektórzy na to krzywo patrzyli, że co, że do komunisty idziemy, a ja się cieszyłam z Miłosierdzia Bożego. Matka mówiła: »Wy mówcie różańce, a Pan Bóg sam rozliczy«”. Sopoćko pisał do pierwszych sześciu faustynek, że Bóg chce je postawić wśród „grzeszników, ateuszów, obojętnych, schizmatyków, opuszczonych, wśród pogan, wśród chorych i więźniów, bezdomnych, sierot, wśród rozpaczających”.
Sytuacja zmieniła się, gdy w połowie lat 60. rozpoczęto proces informacyjny siostry Faustyny. W 1978 r. Kongregacja odwołała notyfikację sprzed 20 lat. Potem Karol Wojtyła został papieżem, a w 1980 r. napisał encyklikę „Bóg bogaty w miłosierdzie”. Beatyfikował, a następnie kanonizował Faustynę. Zgromadzenie zaczęło się dynamicznie rozwijać. Przybywa powołań i nowych placówek: w Polsce, w Niemczech, Kanadzie, Brazylii, Włoszech, Chorwacji i Wilnie. ©
 
ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W „TP” nr 33/2002
 
JAN GRZEGORCZYK (ur. 1959) jest autorem wielu książek o wierze i duchowości, wieloletnim redaktorem i współpracownikiem miesięcznika „W Drodze”. Napisał m.in. książkę „Każda dusza to inny świat”, poświęconą Miłosierdziu Bożemu, oraz popularną tetralogię o przypadkach księdza Grosera.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]