Reklama

Schulz Barbarzyńca

Schulz Barbarzyńca

09.12.2019
Czyta się kilka minut
Zapewne i tym razem Żulczyk przyciągnie nastoletniego czytelnika na przemocowo-pornograficzny lukier. Problem polega na tym, że jego proza nie ma do zaoferowania wiele więcej.
T

To nie jest dystopia – wtrąca gdzieś w okolicach dwusetnej strony „Czarnego słońca” sam autor, jednocześnie jeden z bohaterów powieści. Słusznie, szkoda byłoby podsumowywać jego nieposkromioną wyobraźnię tym jednym, wyeksploatowanym skądinąd określeniem. Choć czytelnikom, którzy lubią gatunkowe etykietki, trudno będzie pokrótce wytłumaczyć, z czym mamy tu tak naprawdę do czynienia. Najnowsza książka Jakuba Żulczyka to próba osadzenia powieści łotrzykowskiej w scenografii rodem z Quake’a. Horror klasy B z elementami apokryfu. A także bestialska pornografia uzupełniona traktatem filozoficznym dla tych, którzy właśnie skończyli lekturę „Świata Zofii”.

Wielka Polska oglądana z niedalekiej przyszłości to kraj wyznaniowy, którym zarządza wielbiony przez tłumy rodaków Ojciec Premier i ekipa jego dość niesympatycznych doradców – między innymi chudy faszysta z zaczeską i stara zakonnica. Właśnie opuściliśmy Unię Europejską i wreszcie zupełnie już oficjalnie i bez żadnych ceregieli możemy w końcu rozprawiać się ze wszystkimi znienawidzonymi Innymi – Żydami, uchodźcami, homoseksualistami.

Główny bohater „Czarnego słońca”, niejaki Gruz, niegdyś grubawy, zaniedbany chłopiec fantazjujący o Conanie Barbarzyńcy, obdarzony wciąż rozrastającymi się barkami, terroryzuje swoje otoczenie. Reprezentuje przy tym kompletny katalog ksenofobicznych przekonań i brutalności. Choć trzeba przyznać, że Żulczyk jest zawsze o krok dalej, coraz śmielej spełniając na oczach czytelników mroczne kaprysy swojego bohatera. Gruz zostaje wreszcie współzałożycielem neonazistowskiej bojówki, której największym sukcesem będzie spalenie domu zamieszkanego przez uchodźców, głównie matki z dziećmi. Wzorowe wykonanie powierzonego przez gościa z zaczeską zadania sprawia, że rząd składa Gruzowi propozycję nie do odrzucenia.

„Czarne słońce” tryska przemocą godną najlepszych strzelanek i kreskówek dla dorosłych. Co rusz urywa komuś pół szczęki, wylewają się ciecze z oczodołów albo wycieka mózg. Można stracić głowę od uderzenia maczetą, zostać zmiażdżonym na dżem albo podpalonym żywcem. Do bólu sprawnie opisane są też wszystkie akcje terrorystyczne, sceny walki i pościgów. Nawet w sposobie prowadzenia dialogów, które jeszcze we „Wzgórzu psów” mocno szeleściły papierem, Żulczyk dosyć się podciągnął. Niemniej wszystkie te fabularne fajerwerki tylko odwracają uwagę od banalności diagnoz, jakie mimochodem wtrąca autor, który zresztą co rusz tłumaczy się za swojego bohatera.

O czym zatem rozprawia Gruz, gdy przestaje się „grzmocić” w łóżku i poza nim? Gdy doświadcza dobra i piękna? Gdy doznaje krótkiego wglądu w istotę rzeczy? „Człowiek musi wyzwolić się z manipulacji dokonywanych przez władzę, przez religię” albo „Przetrwamy tylko wtedy, gdy zaakceptujemy zmianę jako silnik wszystkiego”.

Nieprzypadkowo refleksje filozoficzne utrzymane są tu na poziomie niezbyt oczytanego nastolatka. Gruz to właśnie taki typ – niby dorosły, wielki i silny, a przecież nie skończył nawet podstawówki. A żeby pozostali „dorośli” nie mieli w tej książce zbyt wiele do powiedzenia (wyjątkiem jest para starzejących się gejów, niegdyś dość popularnych publicystów), autor na wszelki wypadek zamyka im usta kopniakiem głównego bohatera.

Żulczyk wciąż pozostaje pisarzem próbującym dotrzeć do wyobraźni i wrażliwości nastoletniego czytelnika (książkę można kupić wraz z czapką i koszulką). I zapewne tym razem przyciągnie go na przemocowo-pornograficzny lukier. Problem w tym, że jego proza nie ma do zaoferowania wiele więcej. Trudno bowiem traktować poważnie pseudofilozoficzne i pseudoreligijne apokryficzne wtręty albo widzieć w nich – nawet na przekór autorowi – przestrogę przed dystopijnymi scenariuszami.

A już zapraszanie do tego całego bałaganu Brunona Schulza, które odczytuję jako próbę wzniesienia książki na wyższy poziom metanarracji i mrugnięcia okiem do bardziej wyrobionego czytelnika – wygląda wręcz kuriozalnie. A może to jedyny naprawdę udany dowcip Żulczyka? ©℗

Jakub Żulczyk CZARNE SŁOŃCE, Świat Książki, Warszawa 2019

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Od 2018 r. związana z „Tygodnikiem Powszechnym”, moderatorka czytelniczej grupy dyskusyjnej Book's not dead. Pisze o najnowszej polskiej prozie oraz tematach społecznych. W 2019 r....

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]