Rząd zmienia system emerytalny

Obecni emeryci swoje niewielkie na ogół pieniądze dostają według starego systemu. Sytuacja ludzi, którzy przejdą na emeryturę "po nowemu", może być gorsza, zwłaszcza jeśli zarabiali niewiele. W przeprowadzonej w 1999 r. reformie emerytalnej chodziło bowiem głównie o zmniejszenie przyszłych zobowiązań państwa wobec emerytów. Dlatego zmieniono sposób obliczania świadczeń (nie od ostatnich zarobków, ale od zgromadzonego kapitału) i przekazano część składek do Otwartych Funduszy Emerytalnych, które miały je inwestować i pomnażać. Składkę - 19,5 proc. pensji - podzielono między ZUS (12,2 proc. zapisywane na indywidualnych kontach) i OFE - 7,3 proc. Państwo gwarantuje wypłatę emerytur z ZUS, natomiast jego odpowiedzialność za świadczenia z OFE ogranicza się do regulacji i nadzoru.
Czyta się kilka minut

Żeby kapitał emerytów w OFE był bezpieczny, 60 proc. pieniędzy muszą one lokować w papierach skarbowych. I robią to, ale - ponieważ są firmami komercyjnymi - potrącają sobie prowizję, o którą zmniejszają się zainwestowane kwoty. Wskutek nacisków społecznych maksymalna wysokość tej prowizji ma w przyszłym roku zmaleć z 7 do 3,5 proc.

Dziś rząd twierdzi, że dla przyszłych emerytów będzie korzystniejsze, jeśli pieniądze, które i tak muszą być lokowane w papierach skarbowych (4,3 proc. zarobków), zostaną przekazane ZUS - on kupi je bez prowizji. Wyliczono nawet (co do złotówki!), o ile dzięki tej zmianie zwiększyłby się dochód przeciętnego przyszłego emeryta.

W tę nagłą troskę rządu trudno jednak uwierzyć - przede wszystkim ze względu na moment, w jakim się pojawiła. Dla ministra finansów Jacka Rostowskiego najważniejsze jest zmniejszenie deficytu finansów publicznych - i stąd pomysł sięgnięcia po składkowe pieniądze. Dopóki trafiają do OFE, Unia Europejska traktuje je jak prywatne, gdy wpłyną do ZUS, staną się częścią finansów publicznych - i tym samym zmniejszą ich deficyt. To właśnie stanowi istotę rządowej propozycji. Nie bierze się w niej jednak pod uwagę, że choć "zgarnięcie" części składek emerytalnych poprawi bieżącą sytuację budżetu, to jednocześnie nałoży nań większe zobowiązania w przyszłości. To właśnie jest najbardziej niepokojące, bo świadczy o krótkowzrocznym podejściu do finansów państwa: dziś wszelkimi sposobami zmniejszamy deficyt, a co będzie jutro, to nie nasze zmartwienie.

Warto również pamiętać, że zarządzanie tak wielkimi kwotami także w ZUS musi sporo kosztować, zwłaszcza że wymagałoby to pewnie zmiany systemu informatycznego. Do przyszłych kosztów rządowej propozycji należałoby wliczyć również efekty ograniczenia konkurencji między OFE (niektóre z nich pewnie wypadłyby z rynku) oraz - co istotniejsze - skutki spadku społecznego zaufania do państwa, które bez wcześniejszych konsultacji chce wywrócić do góry nogami wprowadzoną zaledwie dziesięć lat wcześniej reformę systemu emerytalnego.

Wszystko to sprawia, że do rządowych propozycji należy podchodzić ostrożnie. Wypada mieć nadzieję, że tą ostrożnością wykażą się pracodawcy i związkowcy z Komisji Trójstronnej, do której musi ona trafić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2009