RPP obniża stopy procentowe i nie chce pamiętać o inflacji

Kredytobiorcy się doczekali. Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła właśnie pierwszą od 40 miesięcy obniżkę stóp procentowych, w dodatku od razu aż o 0,75 punktu procentowego.
Czyta się kilka minut
Prezes NBP Adam Glapiński / ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Większość analityków spodziewała się obniżki, ale najwyżej o 0,25 punktu. Bankowi centralnemu częściowo udało się zatem to, do czego został powołany – zaskoczyć graczy na rynkach kapitałowych. Częściowo, bo przed wyborami sama obniżka była właściwie pewna; zarówno prezes NBP Adam Glapiński, jak i politycy obozu rządzącego od tygodni solidarnie sugerowali taki krok, przekonując jednocześnie, że wysoka inflacja nie jest już naszym zmartwieniem. 

Wskaźniki wzrostu cen oscylujące wciąż na poziomie ponad 10 proc. (sierpniowy odczyt inflacji pokazał 10,1 proc.) to oczywiście sytuacja daleka od tej, którą konsumenci mogliby skwitować wzruszeniem ramion, ale w przedwyborczej retoryce fakty znaczą jeszcze mniej niż w codziennej politycznej walce na pałki. 

Inflacja, która miała być wątkiem przewodnim tegorocznej kampanii, funkcjonuje w niej jako własna karykatura. Opozycja strywializowała ten problem do sloganu o drożyźnie, która „drenuje” kieszenie lub portfele Polaków (jakby polszczyzna nie miała na takie okazje mniej hydraulicznych czasowników). Po drugiej stronie narracyjnego bazarku mamy zaś krainę mlekiem i miodem płynącą, w której, jak głosi banner zdobiący od jakiegoś czasu fasadę siedziby rzekomo apolitycznego NBP, „już od czterech miesięcy ceny prawie się nie zmieniły”. Obie strony politycznego targu, ubiegając się o nasz głos, traktują nas więc jak ekonomicznych ignorantów.

Opozycja zachowuje się tak, jakby hamowanie dynamiki inflacji było dla niej raczej zmartwieniem niż pocieszeniem. Rządzący odtrąbili z kolei sukces w walce z drożyzną, choć na dobrą sprawę nigdy jej nie podjęli, a do wyznaczonego w ustawie o NBP celu inflacyjnego na poziomie 2,5 proc. polską gospodarkę dzieli dziś tyle, ile pokonała od lutego, kiedy inflacja dobijała do 18,5 proc. I jest to w dodatku ta druga, znacznie trudniejsza połowa inflacyjnego maratonu. 

Trzymając się biegowych metafor, można rzec, że gospodarce grozi dziś taka sama zapaść, jaką biegacze nazywają „uderzeniem w ścianę”. Inflacja wybiła już zęby konsumpcji wewnętrznej, czyli najważniejszej po eksporcie składowej produktu krajowego brutto Polski. Słynne „wydrenowane” kieszenie Polaków rzeczywiście zmuszają coraz więcej z nas do zaciskania pasa. Część nie ma co do garnka włożyć i w tym przypadku nie jest to wyłącznie idiom. Za sprawą rzekomo pokonanej już inflacji wskaźniki polskiego ubóstwa wróciły do poziomu z pierwszych miesięcy rządów PiS, czyli sprzed programu 500+, trzynastej i czternastej emerytury, tarcz antyinflacyjnych i darmowych leków dla seniorów. 

Co na to nasz bank centralny? „W ocenie Rady Polityki Pieniężnej napływające w ostatnim czasie dane wskazują na mniejszą od wcześniejszych oczekiwań presję popytową, co będzie oddziaływać w kierunku szybszego powrotu inflacji do celu inflacyjnego NBP. Biorąc pod uwagę te uwarunkowania – a także opóźnienia, z jakimi decyzje w zakresie polityki pieniężnej wpływają na gospodarkę – Rada dokonała dostosowania stóp procentowych NBP” – czytamy w komunikacie po dzisiejszej decyzji o obniżce. Bank centralny zakłada więc, że Polacy zbiednieli już na tyle, że można bezpiecznie popuścić wodzy, jakimi są stopy procentowe, i wesprzeć w ten sposób słabnącą konsumpcję wewnętrzną. A jednocześnie zdaje się nie dostrzegać działań rządu, który przed wyborami nadal hojnie sypie groszem, zwiększając ryzyko utrwalenia inflacji na poziomie znacznie powyżej celu NBP. 

We wrześniu jej wskaźniki spadną zapewne w okolice 9,5-9,7 proc. Rządzący i prezes NBP ogłoszą kolejny sukces i zapewnią Polaków, że dbają o ich „wydrenowane kieszenie” lepiej od konkurentów z opozycji. Szkopuł w tym, że dla naszych portfeli trzy lata z inflacją na średnim poziomie nawet 7 proc. będą mieć bardziej druzgocący wpływ niż sześć pierwszych miesięcy tego roku, kiedy tempo wzrostu cen były ponad dwukrotnie większe. Ale w roku wyborczym politycy uznali, że jest to grożące nam ryzyko, jakie oni gotowi są podjąć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”