Reklama

Reset i kurs na Chiny

Reset i kurs na Chiny

16.06.2021
Czyta się kilka minut
Joe Biden sięgnął po sztandarową wizję starcia między „obozem demokracji” i „obozem autorytarnych reżimów”. Porządkując relacje z Europą, naciskał, by UE zaostrzyła kurs wobec Pekinu.
Joe Biden, Emmanuel Macron i Ursula von der Leyen podczas szczytu G7. Yomiuri Shimbun/Associated Press/East News
P

Podczas wizyty w Europie Joe Biden sięgnął po sztandarową wizję starcia między „obozem demokracji” i „obozem autorytarnych reżimów”. Porządkując relacje z Europą, naciskał, by UE zaostrzyła kurs wobec Pekinu.

O tym, jak bardzo rywalizacja z Chinami determinuje amerykańską politykę zagraniczną, świadczą słowa Bidena na konferencji kończącej szczyt G7. W rozmowie z reporterami prezydent USA roztoczył wizję świata jako wielkie starcie między krajami demokratycznymi i autorytarnymi reżimami. „W szybko zmieniających się realiach XXI wieku rywalizujemy nie tylko z Chinami jako takimi, ale również z innymi autokracjami” – przekonywał.

W  komunikacie z zakończonego w Kornwalii spotkania, państwa grupy G7 zasygnalizowały, że będą naciskać na Chiny w związku z łamaniem praw człowieka w muzułmańskiej prowincji Sinkiang i Hongkongu. Wstępnie zgodzono się również na forsowaną przez Bidena ideę stworzenia planu inwestycji w krajach rozwijających się. Projekt miałby być „demokratyczną” odpowiedzią na chińską inicjatywę „pasa i drogi”, w ramach której Chińczycy chcą inwestować w budowę dróg, portów, elektrowni i infrastruktury kolejowej na całym świecie.

Wyzwanie czy zagrożenie

Wątki chińskie pojawiły się także podczas szczytu NATO w Brukseli, który miał być przede wszystkim okazją  do naprawy amerykańskich relacji z Sojuszem. I owszem, Joe Biden oświadczył podczas poniedziałkowego spotkania, że „NATO jest niezwykle ważne dla interesów Amerykanów, a gwarancje wzajemnej obrony to ich święty obowiązek”. Zasygnalizował jednak, że powracająca do roli stabilnego sojusznika Ameryka oczekuje, że przywódcy NATO pochylą się nad problemem rosnącej potęgi Chin.

Kluczowe dla tego procesu będą prace nad nową koncepcją strategiczną Sojuszu. W deklaracji końcowej szczytu przywódcy NATO już teraz przyznali oficjalnie, że chińskie ambicje stanowią „systemowe wyzwanie” dla bezpieczeństwa Sojuszu (choć Biden oczekiwał użycia słowa „zagrożenie”). W oficjalnym dokumencie zwrócono również uwagę na niepokojące tempo rozwoju chińskiego potencjału nuklearnego i fakt, że Pekin uczestniczy we wspólnych ćwiczeniach wojskowych z Rosją w regionie euroatlantyckim.

Armia w opłakanym stanie

Joe Biden, podobnie jak Donald Trump, sygnalizuje, że skończyły się czasy, w których Stany są głównym gwarantem bezpieczeństwa w Europie. Jeszcze przed europejską podróżą Bidena analitycy Center for American Progress – think tanku mającego bliskie powiązania z Białym Domem –  ocenili w swoim raporcie, że „sprzęt wojskowy w Europie jest w opłakanym stanie”. „Siły wojskowe w wielu krajach europejskich nie są przygotowane do walki. Europejskie myśliwce i helikoptery nie są gotowe, by latać; statki i okręty podwodne nie są gotowe, by pływać; a czołgi nie są gotowe, by jechać” – pisali autorzy raportu. Demokrata oczekuje, że kraje europejskie wezmą sprawy w swoje ręce i zwiększą wydatki na obronę.

W kontekście przeciwdziałania wpływom Rosji w Europie Joe Biden spotkał się w Brukseli z przywódcami Litwy, Łotwy i Estonii.  Prezydenci tych krajów otrzymali zapewnienie o „zaangażowaniu Amerykanów w obronę sojuszników w regionie Morza Bałtyckiego”. Kilkuminutową, nieplanową rozmowę z amerykańskim przywódcą odbył w poniedziałek także prezydent Andrzej Duda. Z wydanego przez Biały Dom komunikatu wynika, że Biden „ponownie poparł plan wzmocnienia zdolności obronnych i potencjału odstraszania Sojuszu”, a także – podobnie jak podczas spotkania z krajami bałtyckimi – zapewnił o „zaangażowaniu  w obronę sojuszników na wschodniej flance NATO, w tym Polski”.

Cła zostają

Po serii spotkań na temat obronności wtorkowy, oficjalny szczyt UE–USA zdominowały rozmowy o handlu. Spotkanie Bidena z szefami Rady Europejskiej (Charles Michel) i Komisji Europejskiej  (Ursulą von der Leyen) rozpoczęło się od porozumienia łagodzącego spór o subsydia dla konkurujących ze sobą producentów samolotów Boeing i Airbus. To przełom w trwającym od 17 lat konflikcie, który w 2019 r. doprowadził do nałożenia przez Waszyngton odwetowych ceł na towary z Unii (m.in. na sery, francuskie wina, traktory i niektóre części samolotów). Bruksela nie była Amerykanom dłużna i rok później nałożyła na amerykańskie towary cła karne. Teraz, gdy w Brukseli doszło do przełomu, obie strony zgodziły się, by w ciągu pięciu lat wypracować ostateczny kompromis w sprawie Boeinga i Airbusa. Na ten okres zawieszono stosowanie ceł karnych.

„Zamiast walczyć z jednym z naszych najbliższych sojuszników, w końcu łączymy siły przeciwko wspólnemu zagrożeniu” – powiedziała we wtorek przedstawicielka USA ds. handlu Katherine Tai. Mówiąc o „zagrożeniu”, miała na myśli coraz bardziej konkurencyjne w branży lotniczej Chiny.

„Chińskich wątków” nie zabrakło w Brukseli także w kontekście powołanej właśnie unijno-amerykańskiej Rady Handlu i Technologii. Jak zauważa „New York Times”, jednym z zadań tego nowego transatlantyckiego forum ma być wypracowanie strategii w sprawie ograniczania chińskich ambicji  w dziedzinie sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa i innych obszarów potencjalnie zagrażających interesom UE i Stanów Zjednoczonych.

Dla UE ważnym zadaniem będzie rozwiązanie problemu zaporowych ceł na unijną stal i aluminium, które Donald Trump nałożył w 2018 r. Wbrew oczekiwaniom Europejczyków jego następca, Joe Biden,  ograniczył się w Brukseli  do zapewnień, że problem ten zostanie rozwiązany „tak szybko, jak to możliwe”. Zniesienie ceł na stal i aluminium może osłabić amerykańską produkcję i wywołać sprzeciw wśród tamtejszych producentów stali. Tymczasem Biden od miesięcy zapewnia Amerykanów, że jednym z jego priorytetów jest przywrócenie wzrostu gospodarczego i odbudowa miejsc pracy. A to liczy się szczególnie w takich miejscach jak kluczowa dla wyścigu o Biały Dom robotnicza Pensylwania (to tzw. stan wahający, gdzie walka wyborcza jest wyjątkowo wyrównana).  

„Naturalny sojusznik”

Choć lista spornych punktów na linii UE–USA jest jeszcze dość długa (m.in. uwolnienie patentu szczepionek na koronawirusa, ochrona klimatu, zniesienie restrykcji dot. podróży z Europy do USA), widać wyraźnie, że obu stronom zależy na szybkiej naprawie transatlantyckich relacji. To jednak, w jakich kategoriach patrzy na Europę Joe Biden, po raz kolejny pokazała jego wypowiedź podczas brukselskiego szczytu: „Europa jest naszym naturalnym partnerem, gdyż podobnie jak my szanuje demokratyczne normy i instytucje, które coraz częściej stają się przedmiotem ataków” – mówił prezydent USA, sięgając po sztandarową wizję starcia między „obozem demokracji” i „obozem reżimów autorytarnych”.

Po ośmiodniowej wizycie Bidena w Europie nie ma złudzeń, że to rywalizacja z Chinami jest dziś najważniejszym priorytetem amerykańskiej polityki zagranicznej. Pytanie teraz, jakie miejsce w tej układance zajmie Europa, która jak na razie broni się rękami i nogami, by postawić na ostrzejszą rywalizację z Pekinem. Fakt, że w 2020 r. Chiny były największym partnerem handlowym Unii, transatlantyckich rozmów nie ułatwi.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Biden i demokracja. To obecnie sprzeczność podstawowa. Biden, elity partyjne z nim związane, 90% mediów, właściciele wielkich korporacji(Facebook, Twitter, Google, Instagram) i większość "elit" akademickich chcą likwidacji demokracji w Ameryce. Media społecznościowe potrzebują ogromnych ilości ludzi ogłupionych i uzależnionych od ich "produktów". Bez tego przstaną istnieć i stracą ogromne pieniądze. Ludzie myślący i samodzielni nie będą od nich uzależnieni. "Elity" akademickie ściśle współpracują z korporacjami dla osiąnięcia tego celu. Amerykańskie uczelnie prawidłowo oceniła w ostatnich dniach uciekinierka z Korei Północnej Yeonmi Parks. W tym wypadku chodziło o Columbia University w New York, który należy do Ivy League. Koreanka powiedziała wprost, że indoktrynacja i tzw. "pranie mózgu" w tej uczelni jest na tym samym poziomie albo i większym niż w Korei Północnej. Uczelnia prowadzi propagandę a nie uczy myśleć i rozwiązywać problemy.

Mimo wszystko mając wybór, wybrałbym uczelnię amerykańską. Spiskowe teorie "podkręcają" z zasady lęki i niepokoje, a to nie jest nam chyba potrzebne. Twórzmy także w komentarzach spokój i rozwagę. Pozdrawiam

skuteczniej "'wypierze mózg" Polakowi niż koreańska;) Ale campusy mają na pewno przyjemniejsze i mniej stresujące.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]