Reklama

Rebusy mistrza Antonia

Rebusy mistrza Antonia

18.07.2017
Czyta się kilka minut
Zapomniany średniowieczny ekscentryk, miłośnik zagadek i gier kryptologicznych. Powracający ze swoimi enigmami i zadziwiającym, radosnym wyrafinowaniem w koncercie La Fonte Musica.
Michele Pasotti ALBERTO MOLINA
P

Po raz pierwszy miałem okazję spotkać się z Michelem Pasottim, gdy parę lat temu pracował ze śpiewakami Capelli Cracoviensis nad trudnymi madrygałami Gesualda da Venosa. Znakomity lutnista współpracuje dziś regularnie z Il Giardino Armonico i innymi najlepszymi orkiestrami muzyki dawnej, ale jednocześnie prowadzi swój własny zespół, La Fonte Musica. Sięga z nim po repertuar najbardziej radykalny z asortymentu muzyki dawnych wieków, ekstremalnie ekscentryczny i wyjątkowo skomplikowany: muzykę zwaną ars subtilior – wyrafinowaną sztukę epoki wielkiego wzburzenia, zmierzchu autorytetów, wieku wątpli­wości i głębokiego przesilenia. Okresu wielkiej schizmy i włoskiego trecenta, czyli XIV wieku – gdy ku upadkowi chylił się średniowieczny obraz świata, a z kryzysu powoli wykluwała nowożytność.

Drobnej postury

Jedną z wybitnych postaci tego czasu na polu sztuk był Antonio Zacara da Teramo: uznany jako śpiewak i malarz-miniaturzysta, piastujący także stanowisko sekretarza na dworach papieskich, ale ważny przede wszystkim jako kompozytor. Mistrz Antonio, jak zdaje się wolał, by o nim mówiono (zacarazacchera – można rozumieć jako „bezwartościowy drobiazg”: nieszczególnie imponujący przydomek wiązał się z licznymi fizycznymi ułomnościami naszego bohatera), urodził się zapewne ok. 1360 r., zmarł najpóźniej w 1416 r. Związany był z Rzymem, śpiewając w kapeli papieskiej. Z listów papieskich (częściowo przez niego samego pisanych) wynika, że pracował w Rzymie dla Bonifacego IX, Innocentego VII i Grzegorza XII, z którym najwyraźniej podążył na północ w 1407 r. W latach 1412-13 widzimy go w Bolonii w kapeli antypapieża Jana XXIII. Najciekawsze, że jego utwory znajdywane są w rękopisach rozrzuconych po całej Europie, aż po Anglię i Polskę (w słynnym Kras 52; mogły też wywrzeć wpływ na muzykę Mikołaja z Radomia, notabene znaną z tego samego woluminu), a także, że wiele z nich zachowało się w więcej niż jednym odpisie. Zważywszy na skąpość źródeł muzyki średniowiecznej, świadczy to o niebywałej wręcz popularności twórcy. Obecnie z nim też wiąże się portret we florenckim kodeksie Squarcialupi (folio 175, verso; nadzwyczaj elegancki kodeks, wręcz wystawny, jest jednym z głównych źródeł muzyki tego okresu), podpisany „Magister Cacherias cantor domini nostri pape”. To zresztą długo wprowadzało w błąd historyków, gdyż Zacara do niedawna pozostawał postacią zapoznaną, a jego imponujące oeuvre przypisywane było kilku różnym twórcom.

Wypłynięcie Antonia da Teramo jest więc zatem jednym z wielkich sukcesów muzykologii – porównywalnym z niegdysiejszym odkryciem ­Georges’a de la Tour przez historię sztuki. Trzeba było czekać do lat 80. XX wieku, by prace badaczy pozwoliły zidentyfikować kompozytora i połączyć z nim szereg utworów. O tyle to zaskakujące, że – jak widzieliśmy – Zacara był szeroko znany w swoich czasach, a jego sława sięgała w następne stulecia. Jeszcze w 1463 r. – więc pół wieku po jego śmierci – „jego kompozycje traktowano jak wyrocznie”. Na podstawie zaginionego później nekrologu w XVIII wieku pisano o nim: „wyjątkowo znakomity kompozytor i elegancki skryba, drobnej postury, z zaledwie w sumie dziesięcioma palcami u swych rąk i stóp”. Trudno mówić o zapomnieniu.

Hic et nunc

Twórczość da Teramo nieprzypadkowo znalazła się w orbicie zainteresowań Michele Pasottiego. Niedawno wydana została druga płyta jego zespołu – „Metamorfosi trecento” (muzycy ci nie śpieszą się z mnożeniem tytułów, drobiazgowo szlifując każdy wykonywany utwór) – podobnie jak pierwsza poświęcona muzyce Ars Nova. Tym razem na krążku znalazł się jeden utwór Zacary, ale poświęcony mu w całości program zespół wykonuje już od ubiegłego roku (można go było posłuchać także w Polsce). Zatrzymajmy się jednak przy płycie, stylistycznie pokrewnej repertuarowi koncertu, gdyż pozwala ona wniknąć w manierę wykonawczą La Fonte Musica.

Maniera – bez jakichkolwiek negatywnych konotacji! – jest tutaj zresztą podwójnie dobrym słowem. Muzyka późnego trecenta, a właściwie przełomu stuleci XIV i XV, długo określana była właśnie jako manierystyczna. Muzyka swoistego fin de siècle’u, krocząca szlakiem wytyczonym przez wcześniejszą nieco Ars Nova: uniezależnienia sztuki dźwięków od teorii i jej ideałów (polifoniczne odwzorowanie harmonii wszechświata), a dowartościowania doznania czysto zmysłowego. Kolejny krok na tej drodze sprowokował twórców do skrajnej komplikacji rytmicznej i uniezależniania się głosów, które potrafią tworzyć najbardziej nietypowe współbrzmienia – przez co badaczom długo zdawały się muzyką czysto teoretyczną, przeznaczoną raczej do zadziwienia czytelnika niż dla wykonawcy i słuchacza. Skuteczna prezentacja tych utworów wymagała więc nie tylko zebrania wiedzy na temat muzyki średniowiecza, lecz i wyobraźni, potrafiącej wskazać kluczowe punkty i głosy, znaleźć istotę kompozycji.

Michele Pasotti sięga z jednej strony po doświadczenia słynnego ansamblu Mala Punica Pedro Memelsdorffa, ożywiając utwory aż do granic muzycznej teatralizacji, jednocześnie jednak powstrzymuje się od daleko posuniętych aranżacji, tworzących z muzyki średniowiecza coś na kształt kolorowego neogotyku zamku ­Neuschwanstein. U Pasottiego wchodzimy raczej w świat Giotta – moment, w którym publiczność po raz pierwszy zachwyca się widokiem realistycznie narysowanej ludzkiej sylwetki. Po raz pierwszy ulega też czarowi eksplozji dźwięków, znajdując rozkosz w ich swobodzie (okiełznanej przez wykonawców!) i jakości brzmienia. Nie usłyszymy tu partii na dzwony, rozbudowanych średniowiecznych symfonii itp. – zespół nie odbiega od historycznego prawdopodobieństwa wykonawczego, choć zarazem dopracowanie każdego szczegółu zaspokaja nasze dzisiejsze, domagające się perfekcji gusty. Muzyka trecenta okazuje się jak najbardziej współczesna, aktualna, porywająca tu i teraz. A zespół Pasottiego śmiało można ogłosić jej najznakomitszym mistrzem. Nie dziwią więc nagrody płytowe (w tym Diapason d’or) i entuzjastyczne recenzje międzynarodowej krytyki.

Credo „Pluto”

Twórczość Antonia da Teramo – wyrafinowana, lubująca się w enigmach i zagadkach, w których szyfruje swój przekaz, a jednocześnie wyprzedzająca epokę – jest więc idealnym materiałem dla włoskich muzyków. Jak charakteryzuje ją Michele Pasotti? „Dzieła świeckie i sakralne Zacary są tak samo ważne i rozbudowane. Związki między nimi, silniejsze niż u jakiegokolwiek innego autora z tego okresu, są centralnym punktem naszego koncertu. Przynajmniej pięć z jego części mszalnych to tzw. parodie, czyli świeckie pieśni przekształcone w materiał liturgiczny. Przepracowywanie, adaptacje, interpolacje czy cytaty ze świeckich dzieł są typową cechą muzyki późnego średniowiecza, lecz Zacara używa tej techniki częściej niż inni, a przede wszystkim o wiele śmielej. Przykładowo modelem dla Credo »Deus Deorum« jest pieśń »Deus Deorum Pluto«, mówiąca o diabłach, alchemii i nazywająca Plutona »bogiem bogów«, co jest skrajnie odległe od liturgicznego wyznania wiary. Innym nader dziwnym tytułem jest Credo »Scabioso«. Tym razem jego podstawą jest ballata »D’amor languire, suspirare e piangere«, pełna zagadek i słów potocznych. Tytuł »Scabioso« (»parchate, ze świerzbem«) można wyjaśnić tym, że w części Incarnatus znajduje się cytat ze zwrotki ballaty, gdzie tekst mówi »Grattar chome rognioso e non ò scabia« (»drapać się jak parchaty, a nie mam świerzbu«). To naprawdę nie jest typowy model dla »Et incarnatus«... Gloria »Un fior gentil« (podobnie jak Gloria »Rosetta«) jest mniej zuchwała, opierając się na pieśni miłosnej (chociaż zdecydowanie »w stylu Zacary«, ze swymi zagadkami, skrywającymi imię Charamella lub »Oh Amarilla«, zgodnie z niedawnym odczytaniem Francesca Zimeiego).

Główny tematem ballat kompozytora są Fortuna i zagadki. Całą jego twórczość świecką opisać można jako wariacje na temat Fortuny, o której mówi większość pieśni. Autor odnosi się do niej w różny sposób: od bezpośredniego i brutalnego oskarżenia w »Dime, Fortuna« (»Powiedz mi, Fortuno«), z odniesieniami do wydarzeń historycznych krzyżujących się z jego biografią i do żalów spowodowanych przeciwnościami losu, po autoironiczny fikcyjny dialog, pełen elementów satyrycznych (»Deduto sey«) oraz bardziej konwencjonalnych odniesień do koła Fortuny (»Ad ogni vento«).

Jak widać w »Deduto sey«, Zacara zdawał się czerpać inspirację także z włas­nych, osobistych tragedii, co można określić jako postawę bardzo nowoczesną. Szczegóły biograficzne są jednak często ukryte w zagadkach, alegoriach, grach słownych, enigmatycznych idiomach językowych (od wyrafinowanej łaciny do gwar), co tworzy tajemnice Zacary. Bez wątpienia był Antonio »ekscentryczną osobowością, którą cieszyły gry kryptologiczne słowami i liczbami«. Ale jego dziwactwo odznaczało się prawdziwym zamiłowaniem do zabawy, pewną radością, która nadaje jego zagadkom szczególny i łatwo rozpoznawalny smak”. ©

Koncert La Fonte Musica z dziełami Antonia Zacary da Teramo odbędzie się 3 sierpnia w kościele św. Józefa (godz. 20.30).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Cezary Zych, Jakub Puchalski
Dorota Kozińska, Jakub Puchalski
Marek Zieliński, Bartłomiej Majzel, Katarzyna Trzeciak

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]