Radość męczącego wysiłku

Od zeszłego roku próbuję zarazić siostrzeńców pasją chodzenia po górach. Początki były trudne. Zaczęliśmy od Beskidu Żywieckiego. Niewielkie podejście na Halę Boraczą było drogą przez mękę. Dzieciaki narzekały, że trzeba iść pod górkę, próbowały pić wodę z każdego strumyka, skręcać w boczne ścieżki, twierdząc, że tamtędy będzie krócej. Maurycy szybko oddał swój plecak.
Czyta się kilka minut

---ramka 366647|prawo|1---Zmiana nastąpiła w schronisku, w którym chłopcy dostali książeczki Górskiej Odznaki Turystycznej i wbili w nie pieczątkę potwierdzającą, że mają za sobą kawałek szlaku. W następnych dniach pytali, ile szczytów zdobędziemy, a wybierając na mapie drogę, zastanawiali się, gdzie można zdobyć więcej punktów. Nie było już narzekania, Maurycy bez kłopotów niósł plecak. W tym roku było jeszcze lepiej. Pojechaliśmy w Tatry. Pieczątki i punkty w książeczkach zeszły na drugi plan, a większą wagę zyskały widoki i zdobywanie szczytów powyżej 2000 metrów. Chłopcy domagali się trudniejszych dróg, na których będzie można wspinać się po skałach. Liczę, że doczekam dnia, gdy książeczki GOT-u przestaną być potrzebne, a chłopcy odkryją, że widok ze szczytu smakuje prawdziwie wtedy, gdy okupiony jest zadyszką i potem.

Te myśli przyszły mi do głowy, gdy czytałem przypowieść o pracujących w winnicy cały dzień albo jedną godzinę, którzy zostali wynagrodzeni w taki sam sposób, i o pretensjach tych pierwszych, oskarżających gospodarza o niesprawiedliwość. Pamiętałem też dydaktyczne opowieści o cwaniakach zażywających przez całe życie światowych rozkoszy, którzy odkładali chrzest na ostatnią chwilę życia, nie zdążyli się ochrzcić i sprawiedliwości stało się zadość.

Myślenie, które każe mieć pretensje do gospodarza, że ostatnim dał tyle pieniędzy, ile pierwszym, oraz moralizatorstwo opowieści o cwaniactwie względem wieczności koncentruje się na zapłacie. Praca oznacza w takiej sytuacji znojną konieczność, a denar - sprawiedliwą nagrodę. Tymczasem pracownik bezgranicznej winnicy Pańskiej, który nosi ją w sercu i pracował w niej od rana, nie będzie się oburzał, że robotnik jedenastej godziny otrzymał taką samą zapłatę jak on. Podobnie jak wytrawny turysta po wejściu na szczyt najdłuższą i najtrudniejszą drogą nie będzie się gniewał na nowicjusza, który znalazł się tam po przejściu najłatwiejszego wariantu.

Przy całej nieadekwatności tego porównania ośmielę się powiedzieć, że Pan Bóg postępuje z Tobą jak ja ze swoimi siostrzeńcami. Chce Cię przekonać, że trud pracy w Jego winnicy jest pierwszą i najważniejszą nagrodą, którą możesz zyskać. Denar, który otrzymasz na końcu dnia, jest zaledwie znakiem tego, co zyskałeś, angażując się w sprawy Boże. Tak jak Górska Odznaka Turystyczna jest zaledwie znakiem przygody, którą przeżyłeś w górach. Jeśli ktoś miał zaszczyt trudzić się od początku, ma znacznie więcej powodów do satysfakcji niż ten, który dołączył w ostatniej godzinie.

---ramka 366646|strona|1---

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2005