Przezroczysty

Księdzem był przez kilka miesięcy, ale zdążył zmienić życie parafian. W dniu pogrzebu Piotra Błońskiego ludzie rozdali trzy i pół tysiąca obrazków z jego podobizną. Właśnie minęła rocznica jego śmierci.

05.07.2015

Czyta się kilka minut

Ksiądz Piotr Błoński / Fot. Archiwum Katedry w Płocku
Ksiądz Piotr Błoński / Fot. Archiwum Katedry w Płocku

Stanął pod Kasprowym, pogoda była ponura, gęsta mgła zasłoniła szczyt. Obok matka z ojcem przejęci mówili, że nie da rady: tyle metrów! On – jak kartka papieru, piórko. Uparł się, że chce pojechać. Po trzech dniach ciężkiego bólu, w chwili ulgi, zapytał lekarzy: „Mogę?”. Nie mieli serca odmówić.

Na Kasprowy wjechali wyciągiem, zatrzymali się na szczycie i wtedy – tak później opowie – mgła się rozstąpiła, wyszło słońce. Matka i ojciec robili zdjęcia.

On: słaby, na morfinie, jedną nogą na tamtym świecie. Szczęśliwy, bo już dawno sobie wymarzył, że zdąży rodzicom pokazać góry.

Proboszcz – przyjaciel – powie o nim: przezroczysty przed Panem Bogiem.
 

Piotrek
Na grób w parafii Skępe, skąd pochodził, przyjeżdżają obcy ludzie. Stawiają kwiaty, znicze, odmawiają modlitwy. Często są to modlitwy w obcych językach; gazety pisały o nim nawet w Czechach. Całe grupy stoją nad skromnym pomnikiem. Potem rozmawiają. Taki młody, komu zawinił? Ksiądz na dodatek. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Boga nie ma – mówią jedni. Bóg jest – mówią inni – młodego Piotrka potrzebował u siebie.
 

Wólka
Przychodzi na świat 22 lutego 1989 r. w Wólce, w parafii Skępe. W rocznicę pierwszych objawień św. Faustyny w Płocku – podkreślał to przy każdej okazji. To niejedyny związek z wizjonerką. W miejscu urodzenia Faustyny – Świnicach Warckich – będzie uczestniczył w ostatnich przed święceniami rekolekcjach. I to też ciągle przypominał.

Wychowuje się w pobożnej rodzinie. Ma dwóch braci i siostrę. W dzieciństwie gania za piłką jak inni. Dobry z matematyki, średni z polskiego. Chudziutki jak szczypiorek. Dziewczyny na widok takiego chłopca mówią: „Fajny”. Gastrolodzy od progu pytają: „Co, wrzodowiec?”.
 

Sierpc
– Lubił ludzi – mówi ks. Stefan Cegłowski, proboszcz parafii katedralnej w Płocku, w której Piotr Błoński spędził ostatnie dni. – Na pewno nie był cierpiętnikiem. Nie obnosił się ze swoją chorobą. No, w miarę możliwości, bo w pewnym momencie do godz. 14 leżał pod kroplówką.
Poza tym był zawzięty. Według znajomych to zaleta i wada, po równo. Na każdym zdjęciu, na którym leży w łóżku pod kroplówką, jest uśmiechnięty.

Ale najpierw ma całkiem normalne życie. Chodzi do liceum w Sierpcu. Dobrze liczy. Jest w finale konkursu z matematyki, ma zadatki na inżyniera. Lubi pływać i tańczyć. Chodzi na dyskoteki. W drugiej klasie, słyszy historię życia pewnego starszego księdza. Jest pod wrażeniem, przez chwilę nawet wydaje mu się, że mogłaby to być jego historia. Na razie odkłada myśl o seminarium. Kolejne wypracowanie z polskiego i kolejna wątpliwość: ja mam z takim talentem kazania wygłaszać?

Modli się przez rok „o rozeznanie”, jak powie w jednym z wywiadów. Kiedy przychodzi co do czego, podejmuje decyzję. Nigdy jej nie będzie żałował. „Choć naturalne są myśli typu: czy nie lepiej byłoby, gdybym założył rodzinę? – wyzna. – Bóg nas nigdy nie odtrąca, zawsze jest przy nas. Wystarczy, że mu zaufamy”.

I jeszcze to: „Pochowany chcę być w Skępem, skąd pochodzę. Tam ludzie najlepiej mnie znają”.

Kazanie
Tłum wiernych w płockiej katedrze, ludzie ledwie się mieszczą. Biskup płocki ks. Piotr Libera mówi w homilii pogrzebowej: – Twoje kazanie życia zna dzisiaj cały Płock. Nie musimy być wielcy, nie musimy być mocni ani wpływowi, nie musimy nawet być inteligentni. Musimy tylko pozwolić działać zmartwychwstałemu Panu i Jego Duchowi. Być miłosiernymi, stawać się małymi i służyć.

Obrazek
Kilka miesięcy wcześniej. „Słyszę w tle jazz” – mówi dziennikarka.
„Nie mam ulubionego gatunku. Czasem słucham tzw. muzyki religijnej, czasem właśnie jazzu, a niekiedy disco polo. Żeby zapomnieć, rozluźnić się”.

Ks. Cegłowski: – Była w nim zgoda na to, co się z nim dzieje. Niektórzy dojrzewają do kapłaństwa latami. On dojrzał w tak krótkim czasie.

Piotr w wywiadach: „Człowiek człowiekowi nie zawsze potrafi wszystko wybaczyć, a Bóg człowiekowi zawsze”. „Kapłan bez wiary jest tylko urzędnikiem, nie pociągnie ludzi za Bogiem, tylko za sobą”.

Kleryk, kolega z seminarium: – Strasznie żałował tego świata. Nie spieszył się na drugą stronę. Żalił się, że już nigdy nie zrobi tego czy tamtego, że już nigdy nie zobaczy jakiegoś miejsca. Dlatego tak bardzo chciał pojechać w Tatry. Był bardzo ludzki. Ci, którzy dzisiaj chcieliby zrobić z niego święty obrazek, nie wiedzą, że on był po prostu zwykłym chłopakiem. Słabym, zakompleksionym, z problemami. Czy święty może być słaby?

Liverpool

„Kiedyś z kolegami ze szkoły polecieliśmy do Liverpoolu – opowie. – To było szaleństwo. W całej tej sytuacji było trochę strachu. Kupiliśmy bilety i polecieliśmy, dopiero na miejscu szukaliśmy jakiegoś mieszkania. Było śmiesznie i szalenie”.

Któregoś dnia idzie korytarzem, widzi zmartwionego kolegę. Podchodzi, pociesza. „To, w jaki sposób nam ogłaszał swoją chorobę, w jaki sposób przeżywał cierpienie i sposób pożegnania się z nami na zakończenie roku – sprawiło, że mogłem odczuć działanie Boże w murach seminarium – zanotuje pocieszany. – Wierzę, że teraz patrzy na mnie z góry. Powiedziałby mi: po co o mnie piszesz, nie rób tego, nie ma to innych, lepszych, których warto opisać?”.

Jak najszybciej zrobić jak najwięcej dobrego. Zdążyć z pomocą, na zapas. Tego chciał?
„Pięknie jest po drugiej stronie ołtarza” – mówi do kolegów z seminarium, kiedy może już odprawiać msze po przyśpieszonych święceniach. Zazdroszczą mu.

– Mieliśmy dwa różne charaktery, więc często się spieraliśmy, na przykład o to, czy piekło jest puste, czy nie. Potem jednak trzeba było jakoś dojść do porozumienia, zresztą Piotr uważał, że przyjaźń to coś więcej niż rodzina – wspomni kolega, diakon Piotr Gadomski.

– Miewał momenty, że coś mu tam nie wyszło, lekcji nie odrobił, złą ocenę dostał – mówi ks. Cegłowski. – Jak każdy inny.

W grudniu 2012 r., jak wiele razy wcześniej, idzie oddać krew. W stacji krwiodawstwa mówią: „Ma pan bardzo złe wyniki”. Na trzecim roku seminarium boli go głowa. Lekarz zastanawia się, co ten Piotrek taki chudy. Proponuje: „Na wszelki wypadek zrobimy gastroskopię”.
 

Choroba
Ks. Cegłowski: – Kiedy się już dowiedział, że nie ma szans, poprosił o wcześniejsze święcenia kapłańskie. Prośbę przyjęto bez problemów.

Święcenia diakonatu otrzymuje w czerwcu 2013 r. W grudniu dowiaduje się, że guz w żołądku jest nieoperacyjny, są przerzuty. Mimo to przechodzi operację wycięcia żołądka, potem chemioterapię. Nie może jeść, wymiotuje. Posiłki przyjmuje tylko przez kroplówkę. Oprócz lekarza (prywatnie wujka) prowadzi go siostra Józefa z płockiego szpitala. To ona informuje go o tym, że szanse na wyleczenie są bardzo małe. Robi to delikatnie: „Bóg ma co do ciebie wielkie plany”. On rozumie. „Siostro, cieszę się każdym dniem – mówi jej. – Przeze mnie Pan Jezus przychodzi na ziemię”.
Pokazuje wyniki kolegom z seminarium. Płacze przez 15 minut, oni milczą.

W pewnym momencie pojawia się szansa na eksperymentalne leczenie w Gdańsku. Piotr odmawia. Mówi, że został mu kawałek życia i nie chce go spędzić przypięty do rurek.
Przyjmuje święcenia kapłańskie. Pracuje jako wikariusz w płockiej katedrze. Jeśli jest na siłach, codziennie sprawuje mszę św. Spowiada i rozmawia z wiernymi.

Nabożeństwo Drogi Światła w płockiej katedrze, kwiecień 2014 r. Ks. Piotr Błoński mówi do wiernych: „Gdy przyszła operacja, przyszedł ból, wtedy ciężko było powiedzieć: »Bądź wola Twoja«. Kiedy człowiek leżał w szpitalnej sali i nie mógł przewrócić się z boku na bok, bo wszystko bolało, ciężko było powiedzieć »Bądź wola Twoja«. Tak daleko był Pan Bóg, a z drugiej strony tak blisko”.

Coraz bardziej słabnie. Msze odprawia na siedząco. Co chwilę traci przytomność, na sekundę, potem wraca. Powtarza słowa, które wypowiedział chwilę wcześniej. Do skutku, aż zdanie ma sens, początek i koniec. – Ostatniego dnia pożegnał się ze swoim mieszkaniem w seminarium. Sam niosłem go po schodach – opowiada ks. Cegłowski. – To była niedziela. W poniedziałek był już w agonii.

Przy łóżku w rodzinnym domu są najbliżsi. Odmawiają koronkę do Miłosierdzia Bożego. Ks. Cegłowski trzyma Piotra za rękę. W ostatnich słowach modlitwy, tuż przed godz. 15, Piotr podnosi rękę i wzdycha.
Zmarł 30 czerwca 2014 roku.

Człowiek

Kleryk, kolega z seminarium: – Czy święty może nad sobą płakać? Czy może się użalać na ból? Czy może się bać? On bał się jak cholera. Ogarniały go czarne myśli i wcale nie był skory, żeby tak łatwo mówić: „wola Boska”. Nie, nie zgadzał się na to. Chciał żyć. Czasami miewał myśli, że może się uda, i wtedy rósł w oczach. Był człowiekiem. Moim zdaniem wolałby być normalnym żywym niż martwym świętym.
 

Opinia

Pani Wiesława z Płocka układa modlitwę: „Ty tym świadectwem życia przemieniałeś serca ludzi, a obcowanie z Tobą było wspaniałymi rekolekcjami, które pozostaną w pamięci naszej przez długie lata. Za Twojego życia modliliśmy się za Ciebie, ale teraz modlimy się do Ciebie”.

Ks. Stefan Cegłowski mówi, że parafia jakoś szczególnie nie zabiega o uznanie opinii o świętości ks. Piotra. Ale przyznaje, że uważnie obserwuje to, co dzieje się wśród wiernych. A dzieje się wiele.

W dniu pogrzebu zostaje rozdanych 3,5 tys. obrazków z podobizną ks. Piotra. W pierwszą rocznicę śmierci zostanie przygotowanych 10 tys. obrazków. Parafianie piszą i przysyłają świadectwa tego, jak Piotr wpłynął na ich życie, jak im pomógł. Czy chodzi o ozdrowienia? Na razie w tej sprawie nie ma pewności. Wiadomo za to, że jedna z pielęgniarek w szpitalu w Płocku rozdaje pacjentom obrazki z Piotrem, a oni modlą się do niego, żeby się za nimi wstawił.

Skala zjawiska jest duża. Kleryk z płockiego seminarium Krzysztof Stawicki pisze pracę magisterską, do której zbiera wszystkie świadectwa i przejawy kultu ks. Piotra. Nie chce ujawnić ich treści, ale zapewnia: – Głównie chodzi o świadectwa osobiste – zarówno księży i kleryków z seminarium, wiernych parafii katedralnej w Płocku, jak i innych osób, do których ks. Piotr dotarł. Uważam, że jest duża potrzeba zebrania i uporządkowania w jednym miejscu tego, co po nim pozostało.

Przez kilka miesięcy zrobił więcej niż niejeden ksiądz przez całe życie – czy ci, którzy go znali, właśnie to, choć inaczej, próbują powiedzieć?

W internetowej księdze kondolencyjnej setki wpisów: „Dziś dziękuję Bogu, że poznałem ks. Piotra. Był i jest dla mnie wzorem człowieka i kapłana. To był współczesny Jezus, który pokazał, jak z uśmiechem nieść krzyż – Mariusz Wasilewski”. „Mam nadzieję, że dzięki jego postawie i nastawieniu do śmierci i cierpienia wielu ludzi zmieni swoje wyobrażenia dotyczące przejścia na tamten świat. Wierzę, że Ksiądz Piotr jest już u swojego Ojca w niebie. Spoczywaj w pokoju – Jakub Ziółkowski”. „Dziękuję za Twoje świadectwo... Oj dużo musi zmienić się w moim życiu, oj dużo – Jacek Ślubowski”.
Kleryk, kolega z seminarium: – Wolałbym jeden wpis: „Był człowiekiem”.

Niebo
Ks. Piotr w jednym z wywiadów: „Nikt nie wie, jak tam jest. Ale zamierzam iść niebawem do kina na film pt. »Niebo istnieje... naprawdę«. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to tylko film, ale podobno dobry”. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Reporter, z „Tygodnikiem” związany od 2011 r. Autor książki reporterskiej „Ludzie i gady” (Wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w polskich więzieniach i zbioru opowieści biograficznych „Himalaistki” (Wyd. Znak, 2017) o wspinających się Polkach.

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2015