Reklama

Problem braku księży rozwiązany?

Problem braku księży rozwiązany?

21.10.2009
Czyta się kilka minut
Nowe watykańskie reguły postępowania w przypadku Anglikanów, którzy chcą przejść do Kościoła rzymskokatolickiego, mogą przynieść znaczące i nieprzewidziane rezultaty. W rzeczy samej mogą dostarczyć Kościołowi stały zasób żonatych księży.
N

Niektórzy krytycy widzą w nowych procedurach bombę podłożoną pod stosunki między katolikami a anglikanami, ale zwierzchnicy obu Kościołów temu zaprzeczają. Kard. William Levada, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, powiedział, że Kościół katolicki jest wciąż oddany dialogowi ekumenicznemu ze Wspólnotą Anglikańską, prowadzącemu do przyszłego zjednoczenia, ale że Watykan czuł, iż nie może odwrócić się od wielu anglikanów chcących już dziś powrócić do Kościoła katolickiego.

Niektórzy spieraliby się, że jeśli anglikanie ci i tak chcą opuścić Wspólnotę Anglikańką, byłoby lepiej przyjąć ich do Kościoła katolickiego niż zostawić samym sobie.

Abp Rowan Williams, prymas Kościoła anglikańskiego przyjął wyjaśnienia Watykanu i w liście do anglikańskich zwierzchników napisał: "W świetle ostatnich dyskusji z ważniejszymi przedstawicielami Watykanu mogę powiedzieć, że te nowe możliwości w żadnym wypadku nie są bynajmniej nastawione na podkopywanie istniejących relacji między naszymi wspólnotami, ani też nie są aktem prozelityzmu bądź agresji. Przedstawione zostały tylko jako odpowiedź na oczekiwania pewnych grup anglikanów i indywidualnych osób widzących swoją przyszłość w obrębie Kościoła katolickiego".

Po tym, jak Kościół katolicki przyjął po Soborze Watykańskim II szereg reform, wielu ludzi miało nadzieję, że katolicy i anglikanie zjednoczą się w miarę postępów dialogu ekumenicznego. Ale Anglikanizm ewoluował w kierunku odbiegającym od praktyk katolickich, szczególnie w takich kwestiach, jak wyświęcanie kobiet i nauka o homoseksualizmie.

Sprawy te podzieliły także samą Wspólnotę Anglikańską, prowadząc do tego, że niektórzy wierni, sprzeciwiając się święceniom kobiet i jawnych homoseksualistów, zaczęli rozmowy z katolikami o unii.

***

Kościół katolicki zawsze był skłonny przyjmować indywidualnych anglikanów chcących doń dołączyć. Przez ponad dekadę zezwalał żonatym księżom anglikańskim bycie kapłanami po powtórnym wyświęceniu przez katolickiego biskupa.

Nowe procedury dają jednak możliwość przyjmowania nie tylko jednostek, lecz też całych grup bądź nawet diecezji. Kard. Levada powiedział, że ok. 20-30 biskupów anglikańskich pytało już o możliwość unii z Watykanem.

Nowością są również klauzule dotyczące ordynariatów personalnych, którym przewodziłby były biskup lub ksiądz anglikański. Wierni mogliby w ich ramach zachować swoje anglikańskie dziedzictwo duchowe i liturgiczne. Ordynariaty te byłyby podobne w swym kształcie do tych, które działają w różnych krajach przy armii. Mogłyby one nawet prowadzić własne domy formacyjne, przygotowujące do kapłaństwa.

Kard. Levada zadeklarował także, że żonaci księża i klerycy anglikańscy, dołączając do Kościoła katolickiego, mogliby zostać wyświęceni w rycie katolickim i dalej sprawować posługę kapłańską. Żonaci biskupi jednakże mogliby być wprawdzie wyświęceni na księży, lecz nie mogliby już być biskupami katolickimi, jako że nie jest to przyjęte ani w tradycji rzymskokatolickiej, ani wschodniej.

***

Jakie będą skutki nowych procedur, ma się dopiero okazać. Ilu anglikanów z nich skorzysta? Tylko garść parafii anglikańskich wzięła udział w podobnym, choć znacznie mniejszym programie prowadzonym w USA w 1980 r. Ale nowa struktura jest zarówno znacznie bardziej szczodra, jak i uniwersalna.

Katoliccy liberałowie, zwłaszcza feministki, obawiają się, że wpływ konserwatywnych anglikanów doprowadzi do osłabienia reform w Kościele. Tak czy inaczej, powinno się ostrzec owych konserwatywnych anglikanów, że dwie trzecie amerykańskich katolików popiera wyświęcanie kobiet. Nie znajdą oni w katolicyzmie strefy wolnej od kontrowersji.

Ale jeśli nowe procedury obejmą znaczną ilość anglikanów, sprawi to, że Kościół anglikański jako taki stanie się znacznie bardziej liberalny, zaś Kościół katolicki - znacznie bardziej konserwatywny. Zwłaszcza, jeśli liberalni katolicy postanowią udać się tą samą drogą, lecz w przeciwnym kierunku. Procedury te mogą się de facto okazać przyznaniem, że zwierzchnicy obu Kościołów utracili kontrolę nad ruchem ekumenicznym, zaś wierni po prostu głosują nogami.

Długoterminowy wpływ tych procedur na Kościół katolicki może się okazać znaczący. Będziemy teraz mieli trzy zatwierdzone wersje liturgii rzymskiej: trydencką, macierzystą - posoborową oraz anglikańską. Wówczas niektórzy "rdzenni" katolicy być może stwierdzą, że ta ostatnia odpowiada im bardziej, i zaczną uczęszczać na Msze do parafii ordynariatu anglikańskiego.

Podczas gdy od zawsze istniały rozmaite liturgie Kościołów wschodnich, to od czasu Soboru Trydenckiego pluralizm nie wchodził w grę w łacińskim rycie Kościoła zachodniego. Ale gdy będziemy mieć trzy liturgie, trudniej będzie argumentować, że nie może być ich jeszcze więcej.

Mimo wszystkich wysiłków Watykanu próbującego bagatelizować fakt zaakceptowania, iż byli anglikańscy księża mogą być żonaci, wielu ludzi zapyta, dlaczego żonaci nie mogliby być także inni księża katoliccy? Kard. Levada twierdzi, że nie tylko będzie się wyświęcać żonatych księży anglikańskich, ale także żonatych kleryków, którzy będą chcieli przejść na katolicyzm. Watykan postawił sprawę jasno: żonatych księży katolickich nie będzie się na powrót przyjmować do kapłaństwa. Ale czy żonaty mężczyzna nie mógłby przejść na anglikanizm, pójść do seminarium a następnie powrócić do Kościoła katolickiego? Jeśli tak, nowa regulacja stanie się dla Kościoła bogatym źródłem księży.

Watykan ogłasza także, że nowe ordynariaty miałyby własnych seminarzystów, uczęszczających do własnych domów formacyjnych, lecz studiujących razem z klerykami katolickimi. Należy uznać, że wśród tych pierwszych byliby też seminarzyści żonaci, w przeciwnym razie Watykan odmówiłby byłym anglikanom tego, co uważają oni za nieodzowną część swej tradycji duchowej i liturgicznej. Żonaci i żyjący w celibacie mężczyźni uczęszczający na te same studia seminaryjne - to będzie z pewnością interesujący eksperyment. Albo wzmocni on powołanie do celibatu, albo też je złamie.

Jeszcze ważniejsze pytanie brzmi: czy żonaci rzymscy katolicy z tradycyjnych diecezji mogliby wstępować do nowych ordynariatów i zostawać klerykami, a następnie księżmi? Jeśli tak, to właśnie rozwiązano problem braku powołań do kapłaństwa i w przeciągu jednego pokolenia w post-anglikańskich ordynariatach będzie więcej księży niż w diecezjach katolickich. Pozostali wierni podążą za nimi i ostatecznie to ordynariaty anglikańskie będą w katolicyzmie większością.

przeł. MK

© Ks. THOMAS J. REESE (ur. 1945) jest amerykańskim jezuitą, teologiem i socjologiem, członkiem Woodstock Theological Center na Uniwersytecie w Georgetown, autorem książki "Watykan od środka".

Przedruk za łaskawą zgodą Autora.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]