Reklama

Powrót do gwiazd

Powrót do gwiazd

12.10.2019
Czyta się kilka minut
Zmarły w tym tygodniu Aleksiej Leonow był jednym z ostatnich astronautów i kosmonautów pierwszego pokolenia. I pierwszym człowiekiem, który odbył kosmiczny spacer.
Aleksiej Leonow podczas lotu kosmicznego w ramach programu Sojuz-Apollo, 1975 r. / FOT. Laski Diffusion / East News
C

Co on robi? Dlaczego zachowuje się jak młodociany chuligan? Wszyscy inni potrafią normalnie wysiedzieć swoją misję wewnątrz kapsuły, co on robi wyłażąc na zewnątrz? Niech ktoś każe mu natychmiast wracać! Musi zostać ukarany!” – frustracja Archipa Leonowa zachowaniem jego syna była tak głęboka, że wykrzyczał to wszystko do dziennikarzy, którzy 18 marca 1965 roku zgromadzili się przed jego domem. Kilka minut wcześniej jego syn, Aleksiej, faktycznie wygramolił się z kapsuły, by przez 12 minut i 9 sekund unosić się swobodnie, oddzielony od kosmicznej próżni jedynie przez materiał skafandra i szybę wizjera na hełmie. 

Epokowe wydarzenie, pierwszy w historii spacer kosmiczny, moment, który wprawił w osłupienie cały świat i otworzył drogę do lądowania na Księżycu (Amerykanin Ed White pierwszy zachodni kosmiczny spacer przeprowadził dopiero 3 miesiące później). Pech chciał jednak, że otaczająca misję Leonowa tajemnica nie pozwoliła mu uprzedzić rodziny, że podczas jego lotu będą działy się rzeczy niewyobrażalne podczas dystyngowanych, spokojnych misji Gagarina czy Titowa. 

„Co on robi, co on robi, niech ktoś powie tatusiowi, żeby wracał do środka” – płakała jego córka Wika. Leonow podzielił się swoimi przeżyciami w podwójnej autobiografii „Dwie strony Księżyca”, którą napisał w 2005 roku wspólnie z amerykańskim astronautą Davidem Scottem.

On sam nie spieszył się z powrotem. „Czułem się jak mewa z rozpostartymi skrzydłami, szybująca wysoko nad Ziemią” – wspominał. Ale gdy przyszedł czas powrotu, okazało się, że kosmonauta w skafandrze bardziej niż mewę przypomina ludzika Michelin. Strój Leonowa rozdął się i usztywnił, uniemożliwiając wejście do statku. By przejść przez właz, Leonow musiał wypuścić część życiodajnego powietrza w próżnię. Nikomu o tym nie powiedział podczas lotu. „Nie chciałem denerwować nikogo na Ziemi, a i tak tylko ja mogłem rozwiązać problem” – tłumaczył potem. 

Problemy dopiero się jednak zaczynały: automatyczny system lądowania nie działał, paliwo się kończyło, a podczas wchodzenia w atmosferę kosmonauci nie mogli opanować dziko obracającej się kapsuły: to moduł serwisowy, który powinien oddzielić się od Woschoda przed uderzeniem w gęstsze warstwy powietrza, pozostał przymocowany jednym kablem. Dopiero gdy ta ostatnia pępowina uległa przepaleniu, pojazd ustabilizował się, ale kosmonauci przestrzelili miejsce lądowania aż o 2 tysiące kilometrów i spędzili dwie doby w środku zimowej tajgi, otoczeni przez wilki i niedźwiedzie. Gdy wreszcie dotarli do nich ratownicy, do bazy musieli wracać na nartach biegowych. 

Mimo to, oficjalny raport z misji złożony przez Leonowa był mistrzostwem lakoniczności: „Wyposażony w specjalny skafander człowiek może przetrwać i pracować w otwartej przestrzeni kosmicznej. Dziękuję za uwagę”.

Malarz w rakiecie

Potem przyszła sława ustępująca jedynie sławie Gagarina. Ale, co ciekawe, młody Leonow wcale nie chciał zostawać pilotem, a co dopiero kosmonautą. Jego największym marzeniem było zostać malarzem. Nie został przyjęty do akademii sztuk pięknych, musiał więc zadowolić się skromną karierą pilota myśliwskiego i kosmicznego pioniera. Do malowania wrócił na emeryturze, tworząc szereg obrazów o tematyce kosmicznej. 

W przeciwieństwie do Gagarina, który był tak cenny dla radzieckiej propagandy, że jego pierwszy lot w kosmos był jednocześnie ostatnim, Leonow pozostał czynnym kosmonautą przez wiele lat. W 1975 roku, w 10 lat po swoim spacerze kosmicznym, dowodził radziecką częścią międzynarodowej misji Apollo-Sojuz. To była jednak tylko nagroda pocieszenia: w 1968 roku miał dowodzić pierwszą radziecką misją wokółksiężycową. Był też wyznaczony na dowódcę pierwszej radzieckiej misji na sam Księżyc. To on wbijałby w jego powierzchnię czerwoną flagę. Ostatecznie radziecki program księżycowy upadł przez kombinację wielu czynników – od politycznego zamieszania w ZSRR po śmierć głównego konstruktora Siergieja Korolowa i serię katastrof gigantycznej rakiety N1. 

W 1971 roku Leonow miał być dowódcą misji Sojuz 11 i stacji kosmicznej Salut 1. Nie poleciał, bo członek jego załogi, Walerij Kubasow, został hospitalizowany z podejrzeniem gruźlicy. W kosmos poleciała więc załoga rezerwowa: Dobrowolski, Wołkow i Pacajew. Nie wrócili. Zginęli, gdy ich kapsuła rozhermetyzowała się podczas podróży powrotnej. 

Zmarły w tym tygodniu, 11 października, Leonow był jednym z ostatnich astronautów i kosmonautów pierwszego pokolenia. Nie żyje już nikt z pierwszej siódemki Amerykanów wybranych do udziału w pierwszych misjach kosmicznych. Spośród 20 pilotów, przyjętych do radzieckiego programu kosmicznego w 1960 roku wraz z Leonowem i Gagarinem, dziś żyje już tylko jeden, Borys Wołynow, który w kosmos poleciał dopiero w o wiele bardziej zaawansowanej kapsule Sojuz 5. Ostatnim żyjącym dziś pilotem, który w kosmos poleciał jedną z prymitywnych kapsuł pierwszej generacji: Mercury, Wostok czy Woschod – pojazdami tak małymi, że piloci bardziej ubierali je niż wchodzili na pokład – jest więc 82-letnia Walentyna Tierieszkowa. 

Pożegnanie z kosmosu

Informacja o śmierci kosmonauty dotarła na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dokładnie wtedy, gdy astronauci Christina Koch i Andrew Morgan pracowali na zewnątrz pojazdu. Ich spacer trwał 405 minut. 34 razy dłużej niż Leonowa. 

„Jego spacer ponad pół wieku temu otworzył rozdział w historii badań kosmosu, który pozwolił nam dotrzeć na Księżyc i w przyszłości otworzy przed nami kolejne, odległe porty”. Tak żegnał Leonowa z orbity obecny dowódca Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, Luca Parmitano. „Żegnaj, Aleksiej. Ad astra”.


CZYTAJ TAKŻE

ROZMOWA Z NICOLE STOTT, astronautką i malarką: Ten widok, gdy go już raz ujrzysz, staje się częścią ciebie. Widać stamtąd, że nie ma czegoś takiego jak druga strona globu.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz naukowy, reporter telewizyjny, twórca programu popularnonaukowego „Horyzont zdarzeń”. Współautor książki "Strefy Cyberwojny", laureat Prix CIRCOM i Halabardy rektora AON. Stale...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]