Reklama

Połączeni

Połączeni

11.10.2021
Czyta się kilka minut
Przysyła mi „Washington Post” z Davidem Milibandem, dawnym ministrem brytyjskim. Jeszcze go nie przeczytała. Zaczęła czytać, ale przerwała, bo zawstydziła się.
dekalogwartosci.com / Andrzej Wiktor
M

Miliband mówi o uchodźcach. Zaczyna od siebie, od swoich rodziców. Byli uchodźcami. Byli Żydami polskimi. Gdyby wtedy nie udzielono im pomocy, nie byłoby i jego dzisiaj, Davida Milibanda.

„Wtedy” to lata czterdzieste ubiegłego wieku.

Pomogła im Wielka Brytania.

Do Stanów Zjednoczonych Żydów nie wpuszczano. W przeddzień wybuchu wojny dwie trzecie Amerykanów nie życzyły sobie obecności europejskich, żydowskich uchodźców, mówi Miliband. I tyle samo Amerykanów nie chce dzisiaj uchodźców muzułmańskich.

Nasze patrzenie na uchodźców jest komentarzem do naszych systemów wartości, mówi DM.

Na tym świecie wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni, mówi. Każdy człowiek powinien choć raz w życiu stanąć z uchodźcą twarzą w twarz i wysłuchać jego historii.

Władek Kornblum spędził parę lat w niezbyt dużej i raczej ciemnej drewnianej szopie. W deskach szopy była szpara i Władek wysuwał przez nią rękę.

Oczywiście nie zawsze – nie byłoby to bezpieczne i gospodarze by się gniewali. Kiedy Władkowi robiło się już całkiem smutno i wysuwał przez szparę swoje sześcio- czy siedmioletnie palce, przychodził do niego pies. Sam z siebie. Siadał przy szopie i lizał rękę Władka – przyjaźnie i współczująco. Jak w pobliżu pojawiał się ktoś obcy, pies odchodził. Kręcił się niedbale po podwórku udając, że nikogo nie ma.

Dobrzy ludzie, dobry pies, samotne dziecko... Jeszcze jedna historia o latach czterdziestych. Przypomniała mi się, bo kolega z domu dziecka, Władek Kornblum, był bliskim krewnym Davida Milibanda.

Zastanawia się, czy matka jej męża pamiętała o rocznicy World Trade Center. Mogła nie pamiętać, bo jest w Pensylwanii u młodszego syna, a syn nie ma telewizora. Ale mogła pamiętać, bo ma internet w telefonie. Na wszelki wypadek nie pyta o rocznicę, matka jej męża nie lubi pytań. Pamiętania też nie lubi.

Pisze mi o telefonie.

Że zadzwoniła w sprawie matki męża, która przez czterdzieści godzin leżała na korytarzu. W pogotowiu, na kozetce, i co jakiś czas słała do niej rozpaczliwe smsy.

Zadzwoniła gdzieś i spytała, jak to jest możliwe.

Tak zaczęła rozmowę – z dyspozytorem czy lekarzem.

Jak to możliwe, pytała, że osoba, która przeżyła Holokaust, a następnie zeszła z osiemdziesięciu dwóch pięter pierwszej wieży WTC, czyli z tysiąca ośmiuset czterech schodów – że taka osoba już drugi dzień leży na niewygodnej kozetce.

Pytanie nie brzmiało sensownie, bo co do kozetki mają schody albo Holokaust, ale zaraz po jej telefonie dali matce męża normalne łóżko w szpitalnym pokoju. Ciekawa była, co zrobiło większe wrażenie, te schody czy ten Holokaust, ale dała sobie spokój z telefonami.

Pisze mi o synu.

Lubi, kiedy wszyscy są w domu – spokojny jest i pełen szczęśliwej zgody na cały świat. Kiedy kogoś ubywa – ma żal do całego świata.

Ubył mąż, bo po pandemii wrócił do normalnej pracy.

Uroczyście było.

Pracowników witał zespół muzyczny i była darmowa sałata, tylko że syn przez cały dzień powtarzał: Dad home, dad home, tata do domu – trudne to było do zniesienia. Dad home, jak zepsuta katarynka. Naprawdę trudne.

Pisze mi o Syberii, która topnieje i wydziela metan.

Przeczytała o Wierszynie, polskiej wsi, więc niepokoi się o Syberię.

Czy Wierszyna jest bezpieczna, zastanawia się i sprawdza na mapie – gdzie wieś i gdzie metan. Chyba się uspokaja.

W stanie Massachusetts najwięcej covidu jest w Province­town.

Zawsze jest tam czegoś najwięcej.

Oprócz nieba, piasku i oceanu.

Kiedyś było najwięcej AIDS.

Wiem, zaprosili mnie na spotkanie pisarze i artyści, a na drugi dzień był pogrzeb. Umarł poeta, pasierb jednego z synów prezydenta Roosevelta. Jechałam z dziewczyną, która wiozła prochy poety. Prowadziła samochód i prosiła, żebym trzymała pudełko – zwyczajne, nieduże, takie jak po butach. Postawili je potem na stole, z kwiatami i zdjęciem, i opowiadali o zmarłym. Jaki koleżeński był i jak świetnie tańczył. Jak zachwycał się pomidorami – tymi z pola, bo szklarniowych nie brał do ust. Jak zawsze można było na niego liczyć i jak umiał smakować winogrona.

Rozsypali prochy z wiatrem nad Oceanem Atlantyckim. Był trzydziestym dziewiątym człowiekiem w Province­town, który tamtego roku umarł na AIDS.

A teraz covid. Podobno za dużo było w lecie publicznych imprez i tłumnych eventów. Za dużo radości i bliskości.

Nie śpi. Czeka do drugiej, żeby zadzwonić do Francji. Córka wróciła na studia, więc syn chodzi po domu i mówi: Amanda home, Amanda home. Dwudziestego grudnia ma przyjechać. Zaznaczył w kalendarzu grudniową kartkę i co parę minut otwiera kalendarz – Amanda home... Uderza się po policzkach palcami, lekko, ale setki, tysiące razy, tworzą się od tego małe ranki. Opiekun programu przyjeżdża i pyta, co to za ranki i skąd się wzięły.

Jadą do Pensylwanii, matka męża jest u młodszego syna. Pobędą z nią, żeby młodszy syn mógł pójść do dentysty.

Matka prosiła o gołąbki.

Gotuje liście kapusty, bigos jest w słoikach, już zamrożony.©

Tekst jest o MARII HRABOWSKIEJ, jednej z dwóch bohaterek „Synaps Marii H.”. Właściwie jest suplementem do książki. „Synapsy” nie chcą się skończyć, to dlatego.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Pisarka i reporterka związana z „Życiem Warszawy”, „Polityką” i „Gazetą Wyborczą”, a od grudnia 2020 r. felietonistka „Tygodnika Powszechnego”. Laureatka wielu nagród, odznaczona Orderem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Każdy człowiek powinien choć raz w życiu stanąć z uchodźcą twarzą w twarz i wysłuchać jego historii." Każdy człowiek powinien choć raz w życiu być uchodźcą, tylko wtedy zrozumie, co to znaczy.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]