Reklama

Pływające nieszczęścia

Pływające nieszczęścia

w cyklu STRONA ŚWIATA
11.08.2020
Czyta się kilka minut
Wybuch bezmyślnie składowanych materiałów wybuchowych zniszczył portową dzielnicę w Bejrucie, a ludzka chciwość i brak wyobraźni mogą doprowadzić wkrótce do kolejnych katastrof i nowych ofiar.
Statek "Rhosus" w jednym z portów Grecji, kwiecień 2013 r. / Fot. Antony Vrailas / Associated Press / East News
W

W cieniu tragedii w Bejrucie czai się bowiem zapowiedź dwóch następnych: na Mauritiusie i w Jemenie. Napięcie panuje także na wodach terytorialnych Ekwadoru.

Tragedia bejrucka

Prawie dwustu zabitych, kilka tysięcy rannych, blisko pół miliona pozbawionych dachu nad głową i miasto zniszczone bardziej niż podczas wojny domowej pod koniec zeszłego wieku – to bilans tragedii, która na początku sierpnia rozegrała się w bejruckim porcie. Jej początkiem stało się przybycie zdezelowanego, liczącego ćwierć wieku statku „Rhosus”, który we wrześniu 2013 roku zawinął do Bejrutu w drodze z gruzińskiego Batumi do Beiry w Mozambiku. Pływający pod banderą pozbawionej dostępu do morza Mołdawii (od czarnomorskich wybrzeży dzieli ją zaledwie 10 km) „Rhosus”, należący do Igora Greczuszkina, rosyjskiego biznesmena z Cypru, był już w tak kiepskim stanie, że jego każda wizyta...

13245

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tona saletry kosztuje 700 zł, 2700 x 700= 1 890 000 zł, koszt składowania prawdopodobnie przekroczył wartość towaru, i nikt w tym Bejrucie niereagował, ponoć to ludzie zaradni i rzutcy w interesach...

Zgadza się. Dlatego armator w końcu porzucił statek razem z ładunkiem, zostawiając kłopot władzom portu, które uporały się z problemem jak najmniejszym nakładem kosztów i, niestety, wyobraźni. Saletrę zrzucono byle jak do najbliższego dostępnego magazynu. Co mieli z nią potem zrobić? Ani wykorzystać do własnych celów, ani sprzedać. Znam gościa, który po śmierci ojca odziedziczył po nim niemożliwie zagracony wolnostojący garaż. Szkoda mu pieniędzy, żeby wziąć jakąś firmę i wywieźć graty, bo nie ma żadnej koncepcji, co zrobić z uprzątniętą budą. Wokoło mieszka sporo przedsiębiorczych osób, które jakoś nie zaproponowały pomocy w sprzątaniu. Podobnie było w Bejrucie. Neutralizacja niepotrzebnej nikomu góry niebezpiecznej substancji kosztowałaby zapewne tyle, że nie stać było na to władz portu, a inne instytucje, o prywatnych przedsiębiorcach nie wspominając, traktowały to jako cudzy kłopot. Oczywiście gdyby można było cofnąć czas, to pewnie żaden bejrutczyk nie odmówiłby wysupłania paru dolarów, żeby wspólnym wysiłkiem zapobiec nieszczęściu. Ba! Gdyby...

kiedy czytam historię tego miasta i Libanu, oglądam - od dekad - obrazki najczęściej wojenne, zawsze zastanawiam się jak oni potrafią to wszystko znosić, funkcjonować?... w tym Bejrucie cud, że jeszcze ten Bejrut żyje - nie pora na wytykanie błędów, pora raczej na sprzątanie we własnym domu

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]