Reklama

Pani Ermina wychodzi z domu

Pani Ermina wychodzi z domu

20.06.2006
Czyta się kilka minut
Andrea Camilleri i Salvo Montalbano to nasi starzy znajomi, ale przypomnijmy: osiemdziesięciojednoletni Camilleri to poeta, eseista i reżyser teatralny, autor powieści kryminalnych, które dzieją się w sycylijskiej Vigacie, miasteczku wyimaginowanym i prawdziwym zarazem. W Polsce ukazało się pięć jego powieści i tom opowiadań, niedawno zaś kolejny zbiór miniaturowych wariacji kryminalnych o intrygującym tytule "Pomarańczki komisarza Montalbano.
S

Salvo to facet piekielnie inteligentny, miłośnik literatury i dobrej kuchni. Prowadząc dochodzenie - a trup w Vigacie ściele się gęsto - odwołuje się do tuzów światowej kryminalistyki, ostatnio do Rolanda Barthesa czy do szkoły detektywistycznej Fernando Pessoi, dzięki czemu odkrywa, że dwa plus dwa niekiedy równa się pięć; Pirandello powiedziałby: nie zawsze jest tak, jak się państwu wydaje.

"Pomarańczki" skrzą się humorem i celnymi obserwacjami. Camilleri chętnie podszczypuje Sycylijczyków, szczególnie bigotów i oszołomów wszelkiej maści, ale opowiadania z tego tomu to nie tylko obrazki obyczajowe okraszone politycznymi wycieczkami. Nie brak tu wielkich miniatur o tragizmie i absurdzie egzystencji i powikłaniach ludzkiego losu - choćby "Kawałki sznurka całkiem nieprzydatne", małe studium obłędu, czy poczęta z ducha Kafki i Canettiego "Kontrola", której bohater po omacku poszukuje dowodów swojej winy, chciałoby się powiedzieć - pierworodnej.

Każde z dwudziestu opowiadań tego tomu jest znakomite. W pierwszym pewna rezolutna starsza pani uciera nosa komisarzowi, w drugim Salvo i mieszkańcy Vigaty mają rozstrzygnąć w referendum, czy signora Briguccio jest k...? - szkopuł w tym, że nie wiadomo, czy pani Briguccio zarzuca się, że jest kokietką, czy że jest kusicielką. A już "Kot i szczygieł" to majstersztyk godny mistrzów. Oto początek: "Pani Erminia Todaro, osiemdziesięcioletnia żona emerytowanego kolejarza, wyszła jak co dzień z domu, żeby pójść do kościoła na ranną mszę świętą, a potem na targ. Nie zaniedbywała praktyk religijnych, ale powodem tego była nie tyle wiara, ile bezsenność, na którą cierpiała jak niemal wszystkie starsze osoby; potrzebowała wczesnej mszy dla zabicia czasu, bo jej dni z roku na rok, nie wiadomo czemu, robiły się coraz dłuższe i coraz bardziej puste. (...) Na prawym ramieniu miała zawieszoną czarną torebkę, a w niej dowód osobisty, fotografię córki Catariny, która po mężu nazywała się Genuardi i mieszkała w Forli, fotografię trojga dzieci małżeństwa Genuardi, obrazek ze świętą Łucją, dwadzieścia sześć tysięcy lirów w banknotach i siedemset w bilonie". Ilu pisarzy przykłada dziś wagę do bilonu w kieszeni lub torebce bohaterów? Jeśli zaś tego nie wiedzą, to czy wiedzą cokolwiek?

Salvo to smakosz, a w "Pomarańczkach" znajdujemy wiele głębokich refleksji kulinarnych, w rodzaju: nic tak nie rozprasza ponurych myśli jak barwena w ostrym sosie. Pieczeń z kózki z ziemniakami to danie "smaczne, delikatne i przyjemne, słowem, zgodne z naturą kózki, czy to żywej, czy nieżywej". Uroki kuchni, twierdzi Salvo, docenić można jedynie w milczeniu i samotności, dlatego chyba jest mu na rękę, że jego kochanka Livia mieszka w dalekiej Genui. Salvo to filozof smaku, umie docenić każdą potrawę, choć gdy Camilleri każe mu tropić młodzieńców pichcących danie z oczu i łydki młodej dziewczyny, Salvo oskarża go o tandetę.

Niesłusznie. "Synku drogi, komisarzu - kaja się Camilleri w opowiadaniu "Montalban odmawia" - musisz mnie zrozumieć. Zarzucają mi, że jestem poczciwcem... Mówią, że jestem pisarzem łatwym, chociaż z trudem domyślają się, o co mi chodzi. Wobec tego próbuję się dostosować. Trochę krwi na papierze jeszcze nikomu nie zaszkodziło".

Na koniec słowo o tytułowych pomarańczkach. Arancini to danie proste, zdrowe i tanie, w sam raz na inteligencką kieszeń. A zatem: dzień wcześniej przygotuj jednakowe porcje chudego mięsa cielęcego i wieprzowego, gotuj je na wolnym ogniu z cebulą, pomidorami, selerem, pietruszką i bazylią. Nazajutrz ugotuj ryż, ale broń Boże bez szafranu! Gotowy, wysyp na stolnicę, wymieszaj z jajkami i ostudź. Ugotuj groszek, zrób sos beszamelowy, pokrój salami na plasterki - pamiętaj, rób to jednocześnie! - wszystko wymieszaj z wczorajszym mięsem posiekanym ręcznie (nie w mikserze!), a wywar mięsny dodaj do ryżu. Weź porcję ryżu na dłoń i ułóż na jego środku łyżkę farszu mięsnego, przykryj drugą porcją ryżu, tak by utworzyć foremną kulkę. Każdą kulkę obtocz w mące, potem w białku i tartej bułce. Na koniec wszystkie pomarańczki włóż do naczynia z wrzącą oliwą z oliwek i przyrumień, aż nabiorą koloru starego złota. Osusz je na papierze i rozkoszuj się nimi na chwałę Bożą!

Andrea Camilleri, "Pomarańczki komisarza Montalbano", tłum. Stanisław Kasprzysiak, Warszawa 2006, Oficyna Literacka Noir sur Blanc.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]