Odpowiedzialność mass mediów

Skandaliczna wpadka amerykańskiego Newsweeka czy prowokacja zastosowana wobec Gazety Wyborczej skłaniają do licznych komentarzy na temat odpowiedzialności mass mediów. Jest to jednak sprawa skomplikowana i wymaga należytej refleksji, a być może pewnych zmian prawnych.
Czyta się kilka minut

We współczesnych społeczeństwach wolność słowa jest nienaruszalna. Naturalnie istnieją normalne sądowe mechanizmy dostępne dla wszystkich tych, którzy poczuli, że ich dobra osobiste zostały przez gazetę czy telewizję naruszone. I teoretycznie tak powinno być, nie należy wprowadzać żadnych innych ograniczeń. Jednak w pogoni za sensacją mass media coraz częściej tracą zimną krew i podają informacje, które niekoniecznie godzą w dobra osobiste konkretnej osoby, ale w interes społeczeństwa lub państwa. Zresztą podanie informacji nawet dotyczącej dóbr osobistych jednej osoby czasem może spowodować straty niepowetowane, których żadne sprostowania nie naprawią. Tak było w przypadku jednego z poważnych kandydatów na stanowisko rektora Uniwersytetu Warszawskiego, którego nazwisko znalazło się na liście Wildsteina, o czym gazety z lubością poinformowały, a potem, kiedy okazało się, że to nie o niego chodziło, tylko o zbieżność dość popularnych nazwisk, na przeprosiny było za późno. Wybory rektora już się odbyły, chociaż naturalnie nie wiadomo, czy ta informacja przesądziła o porażce wymienionego kandydata.

Procesowanie się w takich i bardzo licznych podobnych sytuacjach jest możliwe, ale nieskuteczne i długotrwałe, zaś nawet wyrok skazujący jest w Polsce na ogół niewspółmierny do szkody. Natomiast wtedy, kiedy cierpi interes ogółu, państwa, narodu, społeczeństwa czy tylko dużej grupy zawodowej lub lokalnej, nie bardzo wiadomo, jak ewentualna sprawa sądowa miałaby wyglądać. W osławionym przypadku “Newsweeka" nie bardzo wiadomo, kto miałby gazecie wytoczyć proces, chociaż szkody były wielkie, a mogłyby być horrendalne.

Dlatego sądzę, że wobec presji rynku, presji popularności, oglądalności, sprzedanego nakładu, trzeba samym mass mediom pomóc i wprowadzić coś w rodzaju cenzury post factum. Takim cenzorem czy tylko oskarżycielem nie może być naturalnie rząd, bo miałby skłonność do zbyt częstego korzystania ze swoich uprawnień, ale mógłby być np. Rzecznik Praw Obywatelskich, bo to właśnie nasze obywatelskie dobro zostaje narażone.

Nie trzeba zresztą sięgać po drastyczne przypadki. Mass media z coraz większym upodobaniem - zrozumiałym z punktu widzenia ich interesów - publikują, zwłaszcza w okresach przedwyborczych, liczne wyniki badań opinii publicznej. Wszystkie one są moim zdaniem podejrzane, ale jednak są firmy badające opinię publiczną bardziej i mniej kompetentnie, a mass media coraz częściej same bawią się w badaczy i organizują doraźne głosowania przez telefon czy SMS, czy np. słusznie postąpiono w przypadku Zyty Gilowskiej. Wyniki takich badań potem są podawane słuchaczom lub widzom, którzy niekoniecznie zdają sobie sprawę z tego, że są to nie badania, a zabawa czy raczej idiotyczna rozrywka, która tylko szkodzi.

A ponieważ wszystkie takie mniej lub bardziej nieodpowiedzialne zachowania czynione są pod presją wydawców, którzy w naszych czasach stali się takimi samymi biznesmenami jak ci, którzy produkują buty, i gazeta lub telewizja to dla nich interes, więc kary powinny ich przede wszystkim dotykać - czyli powinny mieć charakter finansowy i to tak dotkliwy, by nie warto było ryzykować. Bo rzecz w tym właśnie, w nadmiernym ryzyku. Można bardzo łatwo spełnić świętą dziennikarską zasadę, że powinny istnieć co najmniej dwa niezależne źródła danej informacji. Można też w dzisiejszym elektronicznym świecie łatwo paść ofiarą fałszywki, ale nie ma wyjścia: kto chce przede wszystkim zarabiać na mass mediach, kto nie rozumie, jak wiele szkody może spowodować, ten musi cierpieć. Niech płacze i płaci.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2005