Reklama

Obce słowo solidarność

Obce słowo solidarność

23.11.2020
Czyta się kilka minut
Hardość wobec Brukseli jest żetonem, jakim Ziobro licytuje w dworskim pokerze przeciw premierowi. W tej sytuacji Warszawa nie jest dla nikogo w Unii partnerem.
Demonstracja "My zostajemy! Jesteśmy Europą!", Kraków, 22 listopada 2020 r. / Fot. Beata Zawrzel / Reporter
P

Polska i Węgry zapowiedziały zawetowanie dwóch filarów finansowych UE na najbliższe lata – co mogłoby być szczególnie dotkliwe zwłaszcza w przypadku funduszu odbudowy dla gospodarek najmocniej spustoszonych pandemią. Nie chodzi o niezgodę na konkretne kwoty czy ich podział na kraje i sektory, ale o dołączony do pakietu dodatkowy mechanizm wiążący transfery z respektowaniem traktatów i zasad rządów prawa.

Wszystkie ważne etapy rozwoju Unii były zawsze twardą grą interesów utrudnioną dodatkowo przez zasadę jednomyślności. Historia UE jest usiana wetami, które umiano twórczo ominąć. Francuzi i Holendrzy powiedzieli „nie” konstytucji opracowanej w 2005 r. Rozmontowano ją wówczas na kawałki, porzucono symboliczną, federacyjną warstwę, a konkretne zmiany instytucji zostały wmontowane jako techniczne poprawki do istniejących traktatów i opakowano wszystko w nowy traktat. Zanim przyjęto go w Lizbonie w grudniu 2007 r., Polska rządzona przez PiS była wskazywana jako główny hamulcowy – wtedy walczyliśmy o korzystniejszy dla nas system głosowania i daliśmy się kupić „bezpiecznikiem”, który po ­bliższym oglądzie okazał się dużo słabszy, niż się to braciom Kaczyńskim wydawałoPotem zaś, kiedy Polska cofnęła swój sprzeciw, już gotowy traktat odrzucili w referendum Irlandczycy. Dali się przekonać do przyjęcia go w drugim podejściu po wywalczeniu osobnych protokołów gwarantujących im m.in. ochronę wewnętrznej polityki rodzinnej, czyli głównie restrykcyjnego prawa w ­sprawie aborcji.

Podobnie jak w latach 2005-07, dyskusja o tym, czy można wprowadzać ważne zmiany zasad tylnymi drzwiami albo wyposażać instytucje wykonawcze w mechanizmy tylko pozornie neutralne politycznie, nie jest banalna. Że nie o czysto „audytorskie” uprawnienia dla Komisji chodzi, dają do zrozumienia także niektórzy politycy z Niemiec, Francji czy Holandii. Obecnym rygoryzmem chcieliby pokryć swoją współwinę za to, że przez prawie 10 lat patrzyli przez palce, jak Viktor Orbán za obfite unijne środki betonuje autorytarną, klientelistyczną oligarchię. I zamaskować swoją frustrację, że procedury „naruszeniowe” wobec Polski i Węgier zgodne z art. 7 traktatu okazały się bezzębne. Zamiast zmieniać traktaty, co jest niewykonalne, próbuje się więc dokonać dalekosiężnych korekt na niższym poziomie systemu.


Czytaj także: Klaus Bachmann: Praworządność - koniec kompromisów


Owszem, o tym wszystkim można by dyskutować i wziąć na poważnie niektóre argumenty mniej fanatycznych przedstawicieli obozu władzy. Tyle że przez ostatnie pięć lat PiS skutecznie podważył swoją wiarygodność, jeśli chodzi o propaństwowe intencje w reformowaniu sądów. Jarosław Kaczyński zresztą tydzień temu w Sejmie jasno wskazał, co w głębi serca rozumie przez praworządność: opozycja miałaby pójść siedzieć. Hardość wobec Brukseli jest dziś tylko żetonem, jakim Ziobro próbuje licytować grubo powyżej swoich zasobów w dworskim pokerze przeciw premierowi. W takiej sytuacji Warszawa nie jest dla nikogo w Unii – nawet dla stolic tradycyjnie nieufnych wobec większych wpływów Brukseli – wiarygodnym partnerem.

Gra się będzie toczyć dalej, bo w Unii zawsze znajduje się trzecie wyjście. Nasza gospodarka najlżej ze wszystkich przeszła i zapewne dalej będzie przechodzić pandemiczne wstrząsy. W warstwie finansowej więc Warszawę stać na zapłacenie ceny, którą będzie opóźnienie startu funduszu odbudowy. A czegoś takiego jak solidarność europejska ta ekipa nie ma w swoim słowniku.  

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]