Reklama

Ładowanie...

O. Wacław Oszajca: Ja wiem lepiej

O. Wacław Oszajca: Ja wiem lepiej

24.10.2022
Czyta się kilka minut
Tak się boimy zgorszenia maluczkich, że rozum odstawiamy do kąta i pozwalamy, by rządziły nami magia i rytualizm, mające tyle wspólnego z Ewangelią i zdrowym rozsądkiem, co nic.
FOT. PIXABAY
W

W ostatnią niedzielę października w kościołach, oprócz katedralnych, przypada uroczystość rocznicy poświęcenia „własnego kościoła”, to znaczy parafialnego. Ten kościół jest nasz, ponieważ mieliśmy szczęście (lub nieszczęście) urodzić się w granicach tej, a nie innej parafii. Mówię o nieszczęściu, gdyż w miastach, ale i na wsi, i nie od dzisiaj, katolicy uprawiają tzw. churching, czyli „kościołowanie”, podobnie jak imprezowanie, chodzenie po klubach – czyli clubbing. Ci religijni tułacze widocznie nie w każdym kościele znajdują to, czego szukają – wiarygodnego Boga. Źle to czy dobrze? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że do jednego kościoła ludzie jadą dłużej niż trwa msza, a w drugim nie mogą wytrzymać trzech kwadransów

W reprincie dziesiątego numeru „Rycerza Niepokalanej” z października 1922 r. autor podpisujący się inicjałami A.K. pisze, że Franciszek z Asyżu chętnie słuchał pochwał wygłaszanych pod jego adresem przez słuchaczy jego kazań, co gorszyło jego współbraci. „Gdyby to mnie wielbili – powiadał święty – pewnie bym nie pozwolił, ale że Bóg jest we mnie uwielbion, więc jakże mnie, maluczkiemu słudze Jego, ujmować Panu mojemu chwały?”. Same tłumy, choćby największe, jakie gromadzi duszpasterz, kaznodzieja czy spowiednik nie muszą świadczyć, że wszystko tam dzieje się po Bożemu. Wiadomo przecież, że jakość pobożności sprawdza się nie na nabożeństwach, ale dopiero przy wychodzeniu z kościoła, a nawet wcześniej, przy przystępowaniu do Stołu Pańskiego.

Wciąż słyszymy: co tam nauka i naukowcy, lekarze, co tam epidemia i szczepionki, ja, ja wiem lepiej, prędzej „trupem padnę”, niż przyjmę Najświętsze Ciało Pana Jezusa „na rękę” i jeśli nie na klęczkach, to przynajmniej się głęboko pokłonię i nic to, że kłaniając się Jezusowi, proszę wybaczyć, wypinam się na bliźniego swego... A po powrocie do ławki zamykam oczy i głowę chowam w dłonie i przeżywam, adoruję Jezusa w moim serduszku, czystym przecież, bo świeżo wyspowiadanym i nic to nie znaczy, że przed chwilą na cały głos wyśpiewywałem „Ojcze nasz” – nasz, a nie mój i tylko mój, i „nie oddam go nikomu”.

Wyzłośliwiam się, gdyż wychodzi na to, że bardziej słuchamy tak zwanych pobożnych dusz, czyli dewotów, niż Chrystusa. Tak się boimy zgorszenia maluczkich, że rozum odstawiamy do kąta i pozwalamy, by rządziły nami magia i rytualizm, mające tyle wspólnego z Ewangelią i zdrowym rozsądkiem, co nic. Ulegamy „szemraniu” zgorszonych nie dlatego, że mają rację, ale dlatego, że ponoć „nimi Kościół stoi”. Niekoniecznie. Może dzięki nim Kościół się wali. Skutecznie wypłaszamy z Kościoła tych, którzy pragną przemierzać rzeczywistość na dwu skrzydłach – wiary i rozumu.©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]