Reklama

O pocieszeniu, jakie daje filozofia

O pocieszeniu, jakie daje filozofia

18.09.2009
Czyta się kilka minut
Opowieść Barbary Skargi ma dwa wielkie tematy. Pierwszym jest życie, którego koleje raz po raz krzyżowały się z biegiem ponurej, historii XX w. Drugim filozofia, będąca sposobem na godne życie wbrew niezliczonym przeciwnościom losu.
K

Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski - dwójka dziennikarzy znanych z rzadkiej umiejętności rozmawiania ze sławnymi ludźmi w taki sposób, że ci mówią im nie tylko to, co i tak wiadomo o nich od dawna - przeprowadzili długi szereg rozmów z profesor Barbarą Skargą, tworząc sporą i nadzwyczaj ciekawą książkę. Jedną z najciekawszych, jakie zdarzyło mi się przeczytać w ciągu ostatniego roku.

Przykładnie skromni 

Aby powstała dobra książka z modnego dziś gatunku, który zgrabnie nazwano wywiadem rzeką, muszą zostać spełnione co najmniej dwa warunki. Po pierwsze, musi dojść do spotkania człowieka (lub ludzi), który potrafi pytać, z człowiekiem, który ma naprawdę dużo do powiedzenia, a jak wiadomo, do takich spotkań dochodzi raczej rzadko. Po drugie, człowieka (ludzi), który pyta, musi interesować bardziej to, co usłyszy w odpowiedzi na swoje pytania, niż to, czy on sam znajdzie się na pierwszym planie i wyda się czytelnikom osobą nadzwyczaj mądrą i dowcipną.

W przypadku "Innego końca świata nie będzie" warunki te zostały spełnione w sposób doskonały. Janowska i Mucharski okazali się przykładnie skromni i tylko celnie pytali (lub co najwyżej odrobinę nalegali, aby dostać odpowiedź), najwidoczniej od początku przekonani, że ich rozmówczyni ma wszystko, czego czytelnik może oczekiwać: wyraziste poglądy, przebogaty zasób doświadczeń życiowych, poczucie humoru i fascynującą osobowość. I niezmiennie potrafi być sobą, nie zaś tylko odtwórczynią narzuconych przez okoliczności i publiczność ról społecznych.

Jako rozmówczyni Barbara Skarga ma bodaj tylko jedną wadę, a mianowicie jest uparta i jeżeli nie chce o czymś mówić, to nie mówi, i żadne nalegania nie pomogą. "Nie chcę o tym mówić, bo po co..." To ona wie najlepiej, co ważne, a co nieważne, co potrzebne, a co niepotrzebne. Jeżeli zdarza się jej na przykład opowiadać anegdoty, to tylko takie, które są niezbędne dla zasadniczego toku opowieści, coś bowiem uprzytomniają lub wyjątkowo dobrze ilustrują. W rezultacie w tej autobiograficznej i nader bogatej w historyczno-obyczajowe szczegóły książce nie ma ani odrobiny plotkarstwa. Nie ma też czczej gadaniny, której tyle w przeciętnych wywiadach rzekach, robionych zresztą nierzadko wyłącznie dlatego, że w grę wchodzi znana, choć niekoniecznie ciekawa, osobistość.

Opowieść, o której mowa, ma dwa wielkie tematy. Pierwszy to życie Barbary Skargi, którego koleje raz po raz krzyżowały się na jej nieszczęście z biegiem ponurej historii XX wieku, czyli - rzec można - walka jednostki z losem, drugim - filozofia, która w tym przypadku jest nie tylko autentycznym powołaniem i profesją, ale i nadspodziewanie skutecznym sposobem na godne życie wbrew niezliczonym przeciwnościom losu.

Co prawda, w tej akurat książce filozofia jest jak najściślej związana z biografią. Nie ma w niej prawie niczego, co przypominałoby filozoficzny wykład. Są refleksje antropologiczne i dywagacje moralne zbieżne z tym, co znamy z innych książek profesor Skargi, a zwłaszcza z wydanego przed paru laty tomu esejów "Człowiek to nie jest piękne zwierzę". Są interesujące dla historyka idei szczegóły jej biografii intelektualnej oraz na przykład wyznania dotyczące filozoficznych sympatii i antypatii. Jest nawet - zamykający książkę - "Manifest metafizyczny", ale nie to będzie, jak sądzę, najciekawsze dla większości czytelników, a nawet dla tej ich mniejszości, którą interesuje filozofia akademicka.

Mędrzec rodzaju żeńskiego 

Filozofia jest tu wielkim tematem przede wszystkim dlatego, że okazuje się przewodniczką po bezdrożach historii i przystanią, do której bohaterka ostatecznie dociera, doświadczywszy po drodze nieomal wszystkiego, czego urodzony w Polsce człowiek jej pokolenia mógł doświadczyć. Książka ta mogłaby nosić - pożyczony od Boecjusza - tytuł: "O pocieszeniu, jakie daje filozofia". Mowa, rzecz jasna, o filozofii w etymologicznym i zapomnianym dziś na ogół znaczeniu, czyli o umiłowaniu mądrości. Właśnie słowo "mądrość" wydaje się w tym przypadku najbardziej na miejscu. Gdyby Barbara Skarga nie była kobietą, zatytułowałbym tę recenzję "Autobiografia mędrca", słowo "mędrzec" nie ma jednak, niestety, rodzaju żeńskiego, choć powinno.

Termin "autobiografia" wypada wszakże opatrzyć pewnymi zastrzeżeniami. Ma ono pełne zastosowanie odnośnie do lat przedwojennych i wojennych, których opis zajmuje ponad połowę książki, przynosząc pełen uroku autoportret rezolutnej panienki z dobrego domu na tle ówczesnej Warszawy, a następnie Wileńszczyzny i Wilna, gdzie zaskakuje ją wojna i kolejne okupacje tego miasta, z których ostatnia zakończy się dla dwudziestokilkuletniej studentki i konspiratorki więzieniem, obozem i trwającym aż do 1955 r. zesłaniem. Tło zarysowane jest bardzo plastycznie, dzięki czemu młodszy i wychowany po wojnie czytelnik jest w stanie wyobrazić sobie jeden z najważniejszych kiedyś polskich światów społecznych, w którym przyszła warszawska profesor spędziła najpiękniejsze lata swej młodości. A na tym tle ona sama, mówiąca dziś o sobie "Byłam niemożliwa!", z czym trudno się nie zgodzić, jeśli uwzględni się, czego należałoby się spodziewać po przeciętnej panience z jej sfery.

Niewiele bodaj jest równie wiarygodnych świadectw na temat przedwojennego Wilna, przy czym nie jest to świadectwo ograniczone do tego jednego środowiska, które zwykło nazywać się inteligenckim, rodzina miała bowiem mocne ziemiańskie korzenie i odgałęzienia, przypomniane w tych wspomnieniach z wielką czułością, choć, jak się dowiadujemy, narratorkę raziło na przykład to, że nikt ze służby nie mógł usiąść razem z państwem do stołu, i raduje późniejsze zniknięcie "resztek feudalizmu". Nie ma tu sprzeczności, albowiem sposób, w jaki to zniknięcie się dokonało, przepełnia ją odrazą, a jej nostalgia obejmuje po prostu małą ojczyznę, "dom i ziemię", nie zaś dobra materialne, do których odnosi się niezmiennie z jawną dezynwolturą. Puste przeważnie hasło "być, a nie mieć" jest w jej przypadku pełne treści, co widać po tym, jak spędza czas wtedy, kiedy jest w stanie wybierać swoje zajęcia.

Po końcu świata 

Bardzo ciekawy jest opis wileńskiej konspiracji AK, w której Skarga brała bardzo aktywny udział, zakończony aresztowaniem przez NKWD i wyrokiem zabierającym jej na długo wolność i wszystko, do czego przywykła i co kochała. Okres po wyroku został potraktowany bardziej pobieżnie, gdyż narratorka miała prawo powiedzieć: "Ale ja już to wszystko opisałam i nie mam przyjemności z powtarzania tych historii". Istotnie, czytelnicy jej znakomitej książki "Po wyzwoleniu" nie znajdą w obecnych rozmowach wiele nowego. Jeśli ktoś jednak owej książki nie czytał, znajdzie w nich jej esencję. Przejmujący jest też opis przyjazdu po latach do PRL - do kraju obcego, ale i ojczystego, do czyśćca, ale już nie piekła. Dość powiedzieć, że PRL objawia się powracającym zesłańcom jako kraina mlekiem i miodem płynąca, gdzie znana jest nawet czysta pościel i drożdżowe ciasto.

Poświęcone życiu w PRL rozdziały nie mają już tego epickiego rozmachu, który cechował część dotyczącą wileńskiej i podwileńskiej arkadii oraz lat wojny. Nasza bohaterka - wyrwana szczęśliwie z kleszczy Wielkiej Historii - koncentruje się teraz na własnej pracy, uczy nowego środowiska, odnawia przytłumioną przez język rosyjski polszczyznę, kończy studia, odrabia zaległości, odkrywa na nowo urodę życia, nawiązuje nowe przyjaźnie, dziko pracuje, pisze coraz lepsze książki (to i owo dowiadujemy się o nich z wywiadu) i w latach, kiedy niejedna z jej rówieśniczek i niejeden z rówieśników zaczyna myśleć o emeryturze, staje się pierwszą damą polskiej filozofii, a także ważną osobą publiczną - jedną z niewielu, której niepodobna odmówić prawdziwej i konsekwentnej niezależności.

Jest bystrą obserwatorką tego, co się w czasach PRL-u i później dzieje, i kiedy trzeba potrafi się gorąco zaangażować nie tylko w pracę organiczną, ale - mając już za sobą koniec świata - ma lepsze niż większość statystów wyczucie proporcji i lepiej wie, co naprawdę liczy się w życiu. W latach 80. współtworzy niezależną kulturę i pomaga młodym ludziom, którym komunistyczna władza pomóc nie chciała, lecz nie pociągają jej ideologiczne i polityczne błyskotki dnia, odpycha bezmyślność wszelkich odmian i nie lubi bicia w dzwony przy lada okazji. Nade wszystko zdaje się nie znosić martyrologii, którą z takim upodobaniem zwykli zajmować się jej rodacy. Woli mówić o doświadczeniu niż o cierpieniu. W swoim aresztowaniu potrafi dostrzec "elementy komiczne", a o obozie powiedzieć: "To było nawet interesujące doświadczenie, tylko trochę za długie". Najważniejszą jej cechą wydaje się ciekawość świata.

Tak różne losy...

O swoich rodakach Skarga ma do powiedzenia niejedno gorzkie słowo. Rzadko jednak są to stereotypowe narzekania na upadek obyczajów i "dzisiejszą młodzież". Częściej w grę wchodzi po prostu konstatowanie własnej obcości przez człowieka, który raz po raz odkrywa, że jego świat przeminął i nic już nie będzie mu naprawdę tak bliskie jak kiedyś. Nie ma już miejsc najlepiej znanych i ludzi, którzy znali je tak samo dobrze, wiedząc przy tym nie tylko z literatury, "co wypada, kiedy i jak". To, co nowe, nie jest może dużo gorsze od tego, co stare, ale nie jest i nie będzie swojskie.

Więcej tu nostalgii niż zgorszenia i moralizowania. Jeszcze więcej, być może, programowego indywidualizmu filozofa, świadomego, że droga do prawdy nie prowadzi przez uleganie najnowszej modzie i bezrefleksyjne uczestnictwo w gromadzie, jakakolwiek by ta gromada była, młoda czy stara. A także "szczególnego stosunku do ludzi, rozumiejącego i współczującego - nie potępiającego. Ludzie są tak różni, mają tak różne losy... Trzeba odnosić się do człowieka jak do odrębnego indywiduum, o własnej niepowtarzalnej historii" - mówi Skarga. Należy sądzić człowieka nie wedle tego, do jakiej gromady należy czy jaka panuje polityczna koniunktura, lecz wedle tego, jaki jest i co robi jako jednostka. Stąd niechęć do wielkich ideologii obiecujących człowiekowi zbawienie za cenę przyłączenia się do stada i rezygnacji z odpowiedzialności za własny los. Stąd wrodzona niejako niechęć do "bolszewii", której nie towarzyszy jednak wrogość do żadnego Rosjanina i żadnego polskiego komunisty.

Potępienie systemu jest tu poniekąd sprawą oczywistości, podobnie jak posiadanie twardych zasad, problemem jest natomiast sprawiedliwa ocena ludzi, których się spotkało. Problemem jest wyciągnięcie właściwych wniosków z tego, co się samemu przeżyło i przemyślało. Bilans własnego życia jest przy tym ważniejszy niż wytykanie grzechów innym ludziom, którzy zresztą i tak nie są tacy źli, jacy mogliby być, zważywszy nieusuwalne skazy ludzkiej natury. Nie ma u Skargi bezwzględnego nakazu miłości bliźniego, jest natomiast wezwanie, aby starać się go rozumieć.

Nie doceniłem, być może, informacyjnej wartości omawianej książki w tych jej częściach, które odnoszą się do okresu po 1955 r., czyli po powrocie do Polski. Jeżeli tak jest, wynika to najpewniej stąd, że chodzi w nich przeważnie o ludzi, miejsca i wydarzenia, należące w niemałym stopniu do mojej biografii, w związku z czym rzadziej trafiam na odkrycia, częściej natomiast na fakty, które znam, i oceny, z którymi się zgadzam. Otóż wcale nie jest powiedziane, że czytelnik młodszy i należący do całkiem innego środowiska nie znajdzie tu dla siebie rewelacji. Mowa przecież o PRL, która okazuje się nie kolejnym obozem koncentracyjnym czy kołchozem, ale miejscem, gdzie ludzie z charakterem potrafili po Październiku niemało zrobić bez zapierania się siebie. Było to wprawdzie dość podłe miejsce, jeśli wszakże ktoś niczego nie zrobił, wina leży niekoniecznie tylko po stronie systemu. I jakiekolwiek były wady PRL, nie była to kulturalna pustynia. Wspomnienia Skargi podważają ten upowszechniany od kilkunastu lat stereotyp, podobnie jak wiele innych stereotypów.

"»Innego końca świata nie będzie«. Z Barbarą Skargą rozmawiają Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski", Wydawnictwo Znak, Kraków 2007

JERZY SZACKI jest historykiem idei i socjologiem. Do 1999 r. kierował Zakładem Historii Myśli Społecznej w Instytucie Socjologii UW. Obecnie jest profesorem Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Autor wielu książek. Najważniejsze z nich to: "Tradycja" (1971), "Spotkania z utopią" (1980), "Historia myśli socjologicznej" (pierwsze wyd.1981), "Znaniecki" (1986), "Liberalizm po komunizmie" (1994). W 2003 r. został nagrodzony "polskim Noblem" - wyróżnieniem przyznawanym przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Tekst ukazał się w "TP" nr 1/2008

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]