O łodzi, ambicjach i władzy

Jest anegdota - jak wiadomo, tkwi w nich zawsze źdźbło prawdy - o tym, jak jeden z papieży, bodaj Jan XXIII, chciał uczynić biskupem swojego bliskiego współpracownika. Pobożny prałat, potencjalny kandydat na następcę Apostołów, chcąc ujść w oczach Wikariusza Chrystusowego za kapłana o heroicznym stopniu pokory, miał powiedzieć: "Ależ, Wasza Świątobliwość, nie wiem, czy jestem godzien takiego zaszczytu. Nie wiem też, czy dam radę udźwignąć brzemię biskupstwa". Papież po chwili namysłu powiedział: "Masz rację. Nie poradzisz sobie. Zrobimy biskupem twojego kolegę".
Czyta się kilka minut

Zazwyczaj myśląc o Apostołach Jezusa, odwołujemy się do wyidealizowanego obrazu prostych i szlachetnych mężczyzn, pozostawiających swoje łodzie, by bezinteresownie pójść za Jezusem. Kłopot w tym, że jest to obraz nieprawdziwy. Zanim wydarzył się dramat Golgoty i nadeszło zaskakujące doświadczenie poranka wielkanocnego, uczniowie Jezusa wcale nie kierowali się altruistycznymi pobudkami. Niemal na każdej stronicy Ewangelii przywołuje się obrazy zainteresowania uczniów odpłatą za ich trud i poświęcenie. Szczególnie Piotra intrygowało, co otrzyma w zamian za przyjęcie roli lidera wspólnoty. Dopiero Golgota, Zmartwychwstanie i Zesłanie Ducha Świętego wywrócą ten porządek ludzkich ambicji.

Dla poważnych i ambitnych mężczyzn zrobienie kariery, osiągnięcie sukcesu i prestiżu społecznego jest czymś normalnym. W równym stopniu dotyczy to kobiet. Normalne jest dążenie do awansu i spełnienie się w roli przywódczyni. Jednak gdy między uczniami Jezusa rozgorzał spór o to, kto z nich jest największy, potrzeba było interwencji Mistrza z Nazaretu. Pewne sporne kwestie może rozsądzić tylko On.

Jezus nikogo nie potępiał za to, że ów ktoś chciał być pierwszym. Nie potępiał ambicji, pragnień, poszukiwań i realizacji powołania. Nie potępiał struktur władzy, nie burzył hierarchii, chyba że były to skorumpowane struktury. Dla Jezusa nie było problemem, że ktoś chciał być pierwszy. W jakimś sensie On sam chciał być pierwszym, choć to pierwszeństwo szło przez jego uniżenie i Krzyż. Problem jednak pojawia się, gdy ktoś w wydumanej wielkości nie chce zostawić miejsca drugiemu, aby i ten mógł ogrzać się we wspólnym ogniu. Nie władza jest problemem, ale zaborczość władzy uniemożliwiająca rozwój towarzyszowi podróży. W Kościele zwycięstwo nad drugim zawsze kończy się klęską wszystkich.

Dlatego w nauce o wielkości i służbie przed ambitnymi Apostołami Jezus postawił dziecko. Jest ono symbolem. Symbolem Boga, który dla człowieka stał się bezbronnym Bogiem. To dziecko jest też symbolem naszej bezradności wobec świata oraz zaufania do tych, którzy są ważniejsi, więksi i bardziej doświadczeni od nas. To dziecko jest też symbolem przyszłych liderów i przypomnieniem, że nie na wszystkich, którzy będą mieli władzę w Kościele, będzie się zwracać baczną uwagę. Bo władza w Kościele to nie zaszczyt. To umywanie stóp braciom, a z tym to już nie każdy może sobie poradzić. Chyba że osiągnął swoją Golgotę i zrozumiał więcej niż wtedy, gdy po raz pierwszy pozostawił na brzegu swoją łódź.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2009