Reklama

Nowy prezes, stary klincz

Nowy prezes, stary klincz

18.05.2020
Czyta się kilka minut
Kamila Zaradkiewicza na stanowisku p.o. prezesa Sądu Najwyższego zastąpił Aleksander Stępkowski.
Aleksander Stępkowski, nowy p.o. prezesa Sądu Najwyższego, Warszawa, 15 maja 2020 r. / FOT. JACEK DOMINSKI/REPORTER
Z

Zaradkiewicz to prawnik znany tyleż z wysokich kwalifikacji naukowych, co z gotowości do podejmowania walki zgodnie z interesami PiS, z którą to partią od 2015 r. ściśle związał karierę. Tym razem jednak jego umysł prawniczy nie wystarczył, by spacyfikować „starych” sędziów SN, rekomendowanych przez poprzednie wcielenie Krajowej Rady Sądownictwa. A wciąż stanowią oni większość w SN w stosunku do tych, których prezydent powołał po selekcji dokonanej przez nową, upolitycznioną Radę. Zaradkiewiczowi nie udało się nawet wyłonić komisji skrutacyjnej, która miała formalnie przeprowadzić proces nominacji (władzy zależy na kontroli nad tym procesem, aby przynajmniej jeden kandydat wyłoniony przez SN jej odpowiadał).

Stępkowski to wprawdzie sędzia z „nowego” rozdania, ale nie dawał dotąd powodów, by uważać go za równie posłusznego wykonawcę partyjnej woli. W 2016 r. był wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie ­Beaty Szydło i wyleciał z niego z hukiem za to, że zwrócił się do Komisji Weneckiej o opinię w sprawie zmian w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym. PiS miał mu też wówczas za złe popieranie radykalnego zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej (jest założycielem organizacji Ordo Iuris). Przedstawiciele „starej” części Sądu odrzucają w oficjalnych wypowiedziach tę zmianę jako nieistotną, jednak trudno się spodziewać, by byli gotowi wejść w długotrwały stan wojny i bezkrólewia w sądzie. Być może zatem Stępkowskiemu uda się, przy zastosowaniu nieco łagodniejszych środków, osiągnąć to, czego nie dokonał Zaradkiewicz. ©℗


CZYTAJ TAKŻE

ANDRZEJ STANKIEWICZ: Korzystając z epidemicznej sytuacji, obóz władzy dopełnia marzenia o przejęciu kontroli nad wymiarem sprawiedliwości >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

ale może tak miało być, że poświęcono gościa, by po nim przyszedł mocniejszy. Może przeceniam PiS, ale jeśli było to taktyczne zagranie, to okazało się mistrzostwem. Powołanie Zaradkiewicza ujawniło ponownie SB-eckie oblicze Gazety Wyborczej, która postanowiła skompromitować Zaradkiewicza w oczach opinii publicznej jego tzw. ekcesami prywatnymi. A wszystko to pokazane w niby-trosce o to, że może być podatny na szantaż i presję władzy - w tej perfidii przewyższyli SB, zresztą ich fani to gładko łyknęli. Gazecie Wyborczej należy się za to tytuł hieny roku. Po drugie działania Zaradkiewicza wydobyły na wierzch postawy "starych sędziów", którzy popisali się wyjątkową głupotą w taktyce obstrukcji: słynne kółeczko i dezynfekcja. Opinia publiczna mogła na własne oczy i uszy się przekonać, że tzw. kasta to warchoły oligarchii, których wykształcenie przerasta ich inteligencję. Dużo prawdy wyszło na jaw, ale szkoda ludzkich uczuć.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]