Nowe centrum. Felieton Tomasza Stawiszyńskiego

Salman Rushdie jest od wielu lat symbolem wszystkiego, co w dzisiejszym świecie zagrożone.
Czyta się kilka minut
Manifestacja poparcia dla Salmana Rushdiego przed Nowojorską Biblioteką Publiczną, 19 sierpnia 2022 r. Fot. AP/Associated Press/East News /
Manifestacja poparcia dla Salmana Rushdiego przed Nowojorską Biblioteką Publiczną, 19 sierpnia 2022 r. Fot. AP/Associated Press/East News /

Atak, którego pisarz padł ofiarą 12 sierpnia 2022 r., przeprowadzony przez człowieka przekonanego, że działa w imieniu najwyższej, transcendentnej istoty, domagającej się krwi, bo obrażonej tekstem napisanym przez kogoś, kogo sama stworzyła – jest tego najwymowniejszym, najnowszym dowodem.

Wartości, które wciela Rushdie, są zarazem ekstraktem największych cywilizacyjnych osiągnięć Zachodu. Należą do nich m.in. wolność słowa, wolność myślenia, prymat racjonalności. Są to wartości deprecjonowane dziś z wielu stron i na wiele różnych sposobów. Także ze strony tych, którzy tu, na Zachodzie, nie stają bezwzględnie po ich stronie – a czasami wręcz stają przeciw nim – o czym, na bazie własnych doświadczeń, z wyraźną goryczą pisał Rushdie w „Josephie Antonie”, swojej tylko trochę literacko przetransformowanej autobiografii. Przy czym, wbrew pozorom, nie chodzi tu wcale o reprezentantów wyłącznie jednej opcji ideowej.

W niedawnym, poświęconym Rushdiemu tekście dla „­Guardiana” wyłożyła to wprost Margaret Atwood, pisząc, że wolność słowa jest dzisiaj atakowana zarówno przez skrajną prawicę, jak i skrajną lewicę. Wcześniej Atwood podpisała się także pod słynnym listem otwartym intelektualistów i pisarzy opublikowanym 7 lipca 2020 r. na łamach „Harper’s Magazine”, wyrażającym zaniepokojenie tendencjami do cenzury i tłumienia otwartej debaty nie tylko po stronie populistycznej prawicy, ale także po stronie lewicowo-liberalnej. Obok m.in. właśnie Atwood, Jonathana Haidta, Arlie Hochschild czy Anne Applebaum widnieje tam także podpis Salmana Rushdiego.

Jakie są źródła tego ze wszech miar osobliwego aliansu opcji światopoglądowych, które – wydawałoby się – wzorcowo stoją na antypodach? Otóż, radykalna prawica i radykalna lewica – pomimo wszystkich fundamentalnych różnic – spotykają się, paradoksalnie, w jednym punkcie. A mianowicie, podważają, każda na swój specyficzny sposób, dziedzictwo zachodniego oświecenia.

Radykalna prawica w miejscu oświeceniowych liberalnych wartości umieszcza przednowoczesną metodologię opartą na teologicznej dedukcji z „prawd wiecznych” zamiast na swobodnym ścieraniu się idei, w którym wygrywa ta najlepiej uzasadniona, nie zaś ta najlepiej zsynchronizowana z ortodoksją. Istnieje przedustawny porządek – przekonują jej przedstawiciele – mający metafizyczne pochodzenie, my zaś ten porządek istotowo poznaliśmy i będziemy go ­implementować w świecie politycznym i społecznym. Radykalna lewica natomiast postrzega takie wartości, jak racjonalność czy wolność słowa jako – ostatecznie – kreacje przemocowej zachodniej kultury, instrumenty opresji używane przez uprzywilejowane grupy do konserwowania niesprawiedliwych hierarchii. Instrumenty niebędące przy tym wyłącznie neutralnymi narzędziami, lecz właśnie emanacją określonego układu sił i interesów, który należy poddać gruntownej rewizji w imię świata całkowicie wolnego od przemocy i dyskryminacji. W obu tych przypadkach kanon liberalnych, oświeceniowych wartości nie jest czymś, czego należałoby bezwzględnie bronić. Nie jest czymś, co na taką obronę by zasługiwało. Podobnie, jak nie zasługuje na bezwzględną obronę liberalny Zachód, postrzegany przez przedstawicieli radykalnej prawicy jako siedlisko zepsucia i degrengolady, a przez przedstawicieli radykalnej lewicy jako siedlisko opresji, dyskryminacji i przemocy.

Cóż, jak to jakiś czas temu powiedział Sam Harris – moim zdaniem jeden z najmądrzejszych ludzi przebywających aktualnie na świecie – potrzebujemy dziś nowego politycznego i światopoglądowego centrum. Takiego, które nie będzie się, jak to wciąż ma miejsce dzisiaj, kojarzyć z neoliberalnym podejściem do gospodarki i zachowawczym traktowaniem kwestii obyczajowych. Nowego centrum, w którym najważniejsze będą wartości i metody pozwalające na tworzenie wspólnego świata, bo dające narzędzia do racjonalnego – czyli poddanego regułom niezależnym od emocji i fantazji – poznania oraz do negocjowania tego, co racjonalnemu poznaniu się wymyka. Nauka, demokracja, równouprawnienie, prawa człowieka, wolność myślenia i wolność słowa, oddzielenie religii od państwa – oto podstawowe wartości składające się na kanon postawy, o której tu mowa. ­Wartości, których trzeba dziś bezwzględnie bronić przed atakami z bardzo różnych kulturowych i świato­poglądowych stron, bo ich poddanie oznaczać będzie – o czym się w ­historii już nieraz przekonaliśmy – osunięcie się w taką czy inną formę autorytaryzmu, a zatem osunięcie się w taką czy inną formę przemocy. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2022