Nieudany przewrót w OpenAI. Co oznacza dla prac nad sztuczną inteligencją?

Początek przypominał szekspirowski dramat – geniusz sztucznej inteligencji usiłował wbić nóż w plecy geniuszowi marketingu. Akcja szybko jednak zmieniła się w farsę. Problem w tym, że toczy się wokół bezpieczeństwa rozwoju sztucznej inteligencji.
Czyta się kilka minut
Sam Altman zeznaje na posiedzeniu senackiej podkomisji ds. prywatności, technologii i prawa, Waszyngton, maj 2023 r. / fot. Patrick Semansky / AP / East News
Sam Altman zeznaje na posiedzeniu senackiej podkomisji ds. prywatności, technologii i prawa, Waszyngton, maj 2023 r. / fot. Patrick Semansky / AP / East News

Główna postać dramatu to Sam Altman, do niedawna prezes OpenAI, organizacji, która miała tworzyć „przyjazną ludzkości” sztuczną inteligencję. Choć Altman w branży znany był od lat, naprawdę głośno zrobiło się o nim pod koniec zeszłego roku, gdy OpenAI wypuściła Chat GPT, który błyskawicznie stał się najpopularniejszą aplikacją konsumencką w historii.

Zamachowiec to Ilya Sutskever, współzałożycieli i dyrektor ds. badań OpenAI, który jeszcze jako student był współtwórcą rozkręcającej się rewolucji sztucznej inteligencji, a dziś jest uważany za jednego z najważniejszych badaczy w branży.

W zeszły czwartek Sutskever poprosił Altmana o rozmowę. Dzień później obaj spotkali się online na Google Meets i Sutskever zakomunikował Altmanowi, że ten decyzją rady nadzorczej został zwolniony z pracy. W pół godziny później firma wydała lakoniczne oświadczenie, w którym poinformowała, że Altman „nie był konsekwentnie szczery w swojej komunikacji”. Tylko tyle. Cezar został zasztyletowany. Tak przynajmniej się wydawało.

Kolejne godziny miały więcej zwrotów akcji niż kiczowata brazylijska telenowela, a sytuacja stawała się coraz bardziej absurdalna. Najpierw OpenAI wyznaczyło nowego, tymczasowego prezesa – dotychczasową dyrektor ds. technologicznych Mirę Murati, a największy partner OpenAI, Microsoft, zapewniał o podtrzymywaniu ścisłej współpracy z organizacją. Tyle że już kilkanaście godzin po „tym akcie mordu” gruchnęła plotka, że OpenAI... prosi Altmana o to, by ten rozważył powrót na stanowisko prezesa.

Powody miały być dwa. Po pierwsze, ponad 700 z 770 pracowników firmy zagroziło, że rzuci papierami, jeśli Altman nie zostanie przywrócony. Po drugie, mimo kurtuazyjnych zapewnień o dobrej współpracy, prezes Microsoftu Satya Nadella miał być wściekły, że zawczasu nikt nie raczył go poinformować o planowanym puczu. A jego zdanie jest kluczowe, bo Microsoft wpompował w OpenAI 14 mld dolarów i jest właścicielem 49 proc. akcji firmy.

Gdy negocjacje między OpenAI a Altmanem nie przyniosły przełomu, w ciągu zaledwie 48 godzin zarząd powołał drugiego tymczasowego prezesa. Został nim Emmett Shear, współzałożyciel popularnego serwisu streamingowego Twitch. W notatce skierowanej do pracowników OpenAI napisano, że ma on „wyjątkową mieszankę umiejętności, wiedzy specjalistycznej i relacji, które pomogą w rozwoju firmy”.

Coraz dziwniejsze wygibasy zarządu OpenAI przerwał wreszcie Microsoft. Okazało się, że Altman dostał propozycję, by stworzyć tam nowy ośrodek zaawansowanych badań nad sztuczną inteligencją. I nie musiałby budować zespołu od zera. Dyrektor do spraw technologicznych cyfrowego giganta Kevin Scott oświadczył na X (dawniej Twitter), że każdy pracownik OpenAI, który zdecyduje się przejść do Microsoftu, może liczyć na dokładnie taką samą pensję, jaką miał w poprzedniej pracy.

Sytuacja zmieniła się w prawdziwą tragikomedię, gdy „Brutus”, czyli Ilya Sutskever... dołączył do pracowników składających rezygnacje w proteście przeciw zwolnieniu Altmana. „Głęboko żałuję swojego udziału w działaniach rady nadzorczej. Nigdy nie chciałem skrzywdzić OpenAI. Kocham wszystko, co razem zbudowaliśmy, i zrobię wszystko, by ponownie zjednoczyć firmę” – napisał na X.

Altman wygrywa

Tylko... co z tego? Dlaczego właściwie świat mają interesować pałacowe intrygi i ostre sztylety milionerów z Doliny Krzemowej? Otóż dlatego, że OpenAI z założenia nie miało być jeszcze jedną firmą technologiczną, a organizacją non-profit, która miała z założenia chronić ludzkość przed niekontrolowanym rozwojem sztucznej inteligencji. Pucz mógł być ostatnią, daremną próbą utrzymania takiego jej charakteru.

Mocno upraszczając dziwaczną strukturę OpenAI, już od kilku lat dzieliła się ona na organizację non-profit, która miała tworzyć „przyjazną ludzkości” sztuczną inteligencję, oraz tę część, której celem była komercjalizacja produktów. Prezes Altman – choć publicznie regularnie opowiadał o bezpieczeństwie – stał na czele sekcji dążącej do zysku. Rada nadzorcza reprezentowała głównie frakcję „bezpieczeństwa”. I chociaż Altman wyglądał na ofiarę puczu, najwyraźniej ograł zarząd. Przyjęcie propozycji od Microsoftu oznaczałoby, że będzie miał – zgodnie z umową inwestorską – dostęp do wyników prac OpenAI, doświadczony zespół i praktycznie nieograniczony budżet. Powrót do macierzystej firmy – że nikt prędko nie będzie w stanie zagrozić jego pozycji. Tak czy inaczej, dostanie niemal wolną rękę.

W środę ponownie pojawiła się informacja o jego powrocie do OpenAI, z którego odejść z kolei miałaby znaczna część dotychczasowej rady nadzorczej. Bez względu na to, czym skończy się ta telenowela, wszystko wskazuje na to, że frakcja apelująca o rozważne, stopniowe budowanie systemów sztucznej inteligencji przegrała. Być może ostatecznie. Pogalopujemy w przyszłość na złamanie karku.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”