Reklama

Nieprzeźroczystość – IV dzień Festiwalu Conrada

Nieprzeźroczystość – IV dzień Festiwalu Conrada

25.10.2019
Czyta się kilka minut
„Aby poradzić sobie z tym, czego nie ma, trzeba temu czemuś nadać formę” – mówił Mariusz Szczygieł, opowiadając o pracy nad swoją ostatnią książką.
"Nie ma, które jest" - spotkanie z Mariuszem Szczygłem, Kraków, 24 października 2019, fot. Robert Słuszniak Spheresis Foto
Z

Zaczęło się od Różewicza – a konkretniej od problemów, jakie ludzie teatru napotykają dziś przy próbach inscenizacji jego dramatów. Jego teksty, nawet te pisane dekady temu, do dziś zachowują swój polityczny i wywrotowy charakter. A to od zawsze było solą w oku dla tych, którzy nachalnie lansują swoją konserwatywną i uładzoną wersję historii. Bohaterowie Różewicza nie mieszczą się w wąsko nakreślonej scenie narodowej, są wręcz antyheroiczni, bo pokazują człowieka w całej jego skomplikowanej rozciągłości. Do tego poetyka jego tekstów – niedokończonych, poszarpanych i pełnych znaczących przemilczeń – zachęca kolejne pokolenia artystów do dalszych eksperymentów. „Nie istnieją nawet kanoniczne wersje jego wierszy, dlatego sam to Różewicz nakłaniał nas do gestów łobuzerskich” – mówiły Marta Streker i Agnieszka Wolny-Hamkało.

Kolejne spotkanie pod wieloznacznym tytułem „Metafizyka granicy” poświęcone było samej literaturze – a konkretniej jej unikalnej właściwości, pozwalającej eksplorować niedostępne w inny sposób obszary rzeczywistości. Co do tego goście debaty – Magdalena Barbaruk i Dariusz Czaja – byli zgodni. Problem zaczyna się wtedy, gdy chcemy wskazać konkretne mechanizmy, pozwalające przekraczać kolejne granice naszego poznania. „Niedowierzam ogłaszanym co rusz wielkim zwrotom czy przełomom w humanistyce. Nasza kultura w swojej esencji nie zmieniła się od czasów starożytnej Grecji” – stwierdził Czaja. Z kolei Barbaruk mówiła o literaturze (a raczej fikcji) jako narzędziu poznania i zmiany świata. „Nie jest to jednak przewodniczka niewinna, zawsze bowiem pozostawia w nas ślad”. W jednym byli jednak zgodni – prawdziwa literatura nie przynosi doraźnych efektów, nie uśmierza bólu i nie daje pocieszenia. Jest raczej rozbłyskiem poznania, który oświetla naszą egzystencję.

Podobny problem, choć w innym kontekście, powrócił podczas spotkania z Krzysztofem Środą i Urszulą Zajączkowską, autorami, którzy konsekwentnie próbują robić wyłomy w sposobie, jaki widzimy i opisujemy nasz świat. Nasz stosunek do przyrody, sformatowany przez wieki tradycji, wydaje się skrajnie nieadekwatny. „Potrzebujemy nowego, bardziej empatycznego języka, nowych definicji tego, czym jest życie, ale też cierpienie” – przekonywała poetka. Proste hierarchie, którymi posługujemy się na co dzień, odcinają nas od wielu aspektów rzeczywistości, spłycają naszą percepcję i doświadczenie – o czym z kolei przekonywał Środa.

Popołudniu gościem Festiwalu była hiszpańska powieściopisarka Almudena Grandes. Czytaj relację ze spotkania „W oku cyklonu”.

Korespondencja między wybitnymi poetami to nie tylko bezcenny dokument epoki – to także niepowtarzalna okazja do wglądu w ich codzienne życie i mechanizmy kształtujące literacką wrażliwość. Dokładnie tak było w przypadku Wisławy Szymborskiej i Stanisława Barańczaka, których listy zostały właśnie opublikowane nakładem wydawnictwa A5. Ryszard Krynicki, Michał Rusinek i Piotr Śliwiński opowiadali o tej wieloletniej, niezwykłej przyjaźni. „Szymborska uczyła Barańczaka humoru, dystansu. To ona mu zaszczepiła te cechy, z których później słynęła jego poezja” – mówił Śliwiński. W tej opowieści rozpisanej na kilka różnych głosów i perspektyw dominował wątek osobisty i wspomnieniowy, ale pod koniec spotkania pojawił się jeszcze jeden, mniej znany aspekt tej poetyckiej przyjaźni. Barańczak bowiem, przepełniony podziwem dla twórczości przyszłej noblistki, działał także jako agent – tłumaczył i promował jej poezję za Oceanem. Być może bez jego wysiłków świat nigdy nie odkryłby dla siebie polskiej poetki?

Wieczorem, gdy sala w Pałacu Czeczotki wypełniona była już do ostatniego miejsca, odbyło się spotkanie z tegorocznym laureatem Nagrody Nike. Mariusz Szczygieł w rozmowie z Zofią Król krążył wokół problematycznej i nieostrej granicy między fikcją i literaturą faktu. Przygotował też kilka poręcznych definicji reportażu: „To nieumiejętność przeżycia swojego doświadczenia przy pomocy fikcji” oraz „Wersja zdarzeń, która uczestnikom tegoż zdarzenia wydaje się niezmyślona”. W dalszej części rozmowy opowiadał o pracy nad książką „Nie ma”, w której kluczowa była oczywiście praca pamięci – próba uporania się z tym, co zniknęło, do czego nie mamy już bezpośredniego dostępu. „Aby poradzić sobie z tym, czego nie ma, trzeba temu czemuś nadać formę, wtedy staje się ono łatwiejsze do zniesienia” – mówił reporter.


Jednym z wielu wydarzeń spoza pasma głównego było spotkanie z Markiem Rabijem, autorem poruszającego reportażu „Najważniejszy wrzesień świata”, w którym uczestniczyła Aleksandra Mroczek:

„Oni właściwie natychmiast zaczynają opowiadać o tym, co ich spotkało. Mają potrzebę, żeby to wykrzyczeć” – tak Marek Rabij wspominał swoje spotkania z Rohingami, muzułmańską mniejszością etniczną wygnaną z Bangladeszu. Od dwóch lat zamieszkują oni tereny sąsiadujące z Mjanmą, gdzie koczują w obozach dla uchodźców. „Mamy do czynienia z milionową populacją, która nigdzie nie przynależy”. Ludzie żyją w stanie zawieszenia, poczuciu tymczasowości, dodatkowo w skrajnie złych warunkach sanitarnych, z prowizoryczną opieką medyczną i na granicy klęski głodu. Marek Rabij dotarł do pojedynczych osób i wsłuchał się w ich tragiczne doświadczenia z września 2017 roku, gdy bangladeska armia przeprowadzała czystkę etniczną. „Ci ludzie nie wierzą nikomu, są przekonani, że wszyscy są przeciwko nim. Oczekują pomocy, ale są nieufni. Oni nauczyli się nie dowierzać. Jednocześnie, na przekór wszystkiemu, zachowali w sobie resztki optymizmu i wiary w lepszą przyszłość” – mówił reporter. Owocem rozmów i spotkań z Rohingami jest opublikowana właśnie książka „Najważniejszy wrzesień świata”.


CZYTAJ WSZYSTKIE RELACJE Z WYDARZEŃ CONRAD FESTIVAL 2019 >>>

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]