Reklama

Niegodni życia wiecznego

Niegodni życia wiecznego

10.04.2016
Czyta się kilka minut
Podczas misji w Perge Paweł i Barnaba natknęli się na opór ze strony pobratymców, którzy odbierali ich nauczanie jako zagrożenie zasługujące na potępienie i odrzucenie.
P

Po wyczerpaniu innych kontrargumentów apostołowie sięgnęli więc po ten najistotniejszy, dotyczący przyszłego losu słuchaczy. „Słowo Boże – powiedzieli – powinno być głoszone najpierw wam. Ale skoro je odrzucacie, sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego. Dlatego zwracamy się do pogan. Tak bowiem polecił nam Pan: »Ustanowiłem cię światłością narodów, aby przez ciebie zbawienie dotarło aż po krańce ziemi«”. Innymi słowy: jeśli oponenci nie przyjmą nauczania apostołów jako słowa Bożego, po śmierci ich los będzie godny pożałowania. Odrzucając apostołów, odrzucają Boga i Jego dar – życie wieczne – a to oznacza nieistnienie. Ale nawet gdyby oponenci apostołów „przeżyli” śmierć, ich dalszy los będzie niekończącym się pasmem cierpienia.

Używając tego argumentu apostołowie wiedzieli, co robią. W ich czasach ludzie starali się wszelkimi sposobami zabezpieczyć sobie pomyślne bytowanie w wieczności. Sama wieczność nie podlegała kwestionowaniu.

Od jakiegoś jednak czasu, przynajmniej w Europie, wiara w życie wieczne jest dla ludzi mało interesująca. Jeśli już wierzy się w życie pozagrobowe, to nie z taką mocą, z jaką wierzono w czasach apostołów. Różne są tego przyczyny; najważniejsze wydają mi się te, które tkwią po naszej kościelnej stronie – związane z katechezą, kaznodziejstwem, formacją wiernych. Nie pragniemy wieczności również dlatego, że znudziła się nam doczesność. Tymczasem Jan Paweł II tak pisał w liście do osób w podeszłym wieku: „Pragnę podzielić się z wami uczuciami, jakich doznaję u schyłku mego życia. (...) Mimo ograniczeń mego wieku bardzo wysoko cenię sobie życie i umiem się nim cieszyć. Dziękuję za to Bogu! Pięknie jest służyć aż do końca sprawie Królestwa Bożego. Zarazem jednak głębokim pokojem napełnia mnie myśl o chwili, w której Bóg wezwie mnie do siebie – z życia do życia! Dlatego wypowiadam często – i bez najmniejszego odcienia smutku – modlitwę (...) w godzinie śmierci wezwij mnie i każ mi przyjść do Siebie. Jest to modlitwa chrześcijańskiej nadziei, która w niczym nie umniejsza radości obecnej chwili, a przyszłość zawierza opiece Bożej dobroci”.
Innymi słowy: nie mając po co żyć, nie mamy po co umierać. I odwrotnie – nie mając po co umierać, nie mamy po co żyć. Życie nie wspiera już śmierci ani śmierć – życia. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, publicysta, poeta. Autor wielu książek i publikacji, wierszy oraz tłumaczeń. Wielokrotny laureat nagród dziennikarskich i literackich.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]