Reklama

Nie wszystko naraz

Nie wszystko naraz

13.02.2006
Czyta się kilka minut
Z zainteresowaniem przeczytałem relację Zuzanny Radzik "Wciąż w drodze" z IX Dnia Judaizmu ("TP" nr 5/06). Autorka, opisując m.in. nabożeństwo biblijne w kieleckiej bazylice katedralnej (z 17 stycznia), napisała: "Niektórych mógł razić tak katolicki charakter tego modlitewnego spotkania. Nie wykorzystano obecności reprezentantów innych wyznań, a rola gości żydowskich ograniczyła się do wystąpienia Krajewskiego". Uczestniczyłem w tym nabożeństwie i w pierwszej chwili miałem podobne odczucia jak autorka. Przemyślałem jednak sprawę i: po pierwsze - nabożeństwo miało miejsce w kościele katolickim; po drugie - uroczystość organizował Episkopat; po trzecie - jest to dialog chrześcijan z Żydami. Autorka zmusiła mnie do przemyślenia wszystkiego na nowo, za co jestem Jej wdzięczny. Jeszcze gwoli wyjaśnienia małego uczestnictwa obecnych w katedrze Żydów i niewielu akcentów judaistycznych: obecni w bazylice przedstawiciele Żydów wyznaczyli właśnie pana Stanisława Krajewskiego, aby ich reprezentował. Jako akcent judaistyczny traktuję zapalenie przy ołtarzu menory, tak samo odebrałem czytanie "Pieśni nad Pieśniami" po hebrajsku i śpiewanie Psalmu w tym języku. Sądzę, że gdybyśmy byli w synagodze, tych akcentów byłoby z natury rzeczy więcej.
A

Autorka cytuje w artykule fragment listu ks. bp. Kazimierza Ryczana: "Dialog ten miał na imię tolerancja". Ordynariusz wypowiedział w niedzielnej homilii w czasie Mszy inaugurującej Dzień Judaizmu inne ważne zdanie, które warto zacytować: "Ale sama tolerancja nie wystarczy - potrzebna jest miłość, a prowadzony dialog ma na celu (...) wzajemne zrozumienie". Inaczej też niż Zuzanna Radzik nie uważam, by organizatorzy wyeliminowali kontekst historyczny, czyli pogrom kielecki sprzed 60 lat. Mówili o nim m.in. prof. Władysław Bartoszewski, ks. prof. Michał Czajkowski, Stanisław Krajewski. Przecież nie były to obchody 60. rocznicy pogromu, którą będziemy obchodzić za pół roku...

Na koniec podzielę się wrażeniem z wystąpienia urodzonego w Kielcach ks. Ryszarda Rubinkiewicza. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czcigodny kapłan rzecz zbagatelizował, zbyt płynnie przechodząc od wspomnień z dzieciństwa do problemu pogromu: "To była wyjątkowa sprawa, podburzenie ludzi zupełnie prostych, którzy dali się nabrać ubecji. Tu kielczanie nie mieli wiele do powiedzenia". Otóż mieli! I to dużo. Niebezpieczne jest takie rozgrzeszanie ze zbrodni popełnionej na ludziach ocalałych z Holokaustu dzięki szlachetności chrześcijan i zamordowanych, także przez chrześcijan. Tej zbrodni nie wolno bagatelizować. Prowokacja była, ale trafiła na podatny grunt. W tej kwestii mam swoje zdanie, jednoznaczne i zdecydowane, bo byłem naocznym świadkiem tego, co działo się 4 lipca 1946 r. w Kielcach przy ul. Planty 7/9.

STANISŁAW ŻAK (Kielce)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]