Nie dopuść, byśmy ulegli pokusie

Kiedy zasiadałem do pisania tego tekstu, dotarła do mnie wiadomość o śmierci doktora Andrzeja Kostrzewy, który zginął w Tatrach podczas wyprawy z wnukiem. Potem wysłuchałem opowieści Basi i Macieja, których małżeństwo rozpada się pół roku po ślubie. Dostałem sms-a od Tośki, matki czwórki dzieci, której mąż znalazł się w szpitalu z podejrzeniem sarkoidozy, choroby, której się nie leczy, bo nie wiadomo jak i czym… Ludzie proszą o modlitwę, kołaczą, pukają… Czasem jest to konkretna prośba: o spokój duszy, o ocalenie małżeństwa, o zdrowie... Czasem jest to już tylko wołanie o uśmierzenie buntu przeciw Bogu, o pogodzenie się z sytuacją, której odwrócić się nie da, o odnalezienie sensu życia dotkniętego nieszczęściem...
Czyta się kilka minut

---ramka 334805|prawo|1---Trudno czasem zrozumieć Boga. Zachęca: “Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam", zapewnia, że “każdy, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajduje, a kołaczącemu otworzą". Rozumiem, jeśli nie wysłuchuje modlitw kibiców, którzy próbują wymóc na niebie zwycięstwo swojej drużyny, albo urlopowiczów, którzy marznąc nad morzem, proszą o słońce: to nie są sprawy życia i śmierci. Rozumiem też, że w wielu przypadkach można powiedzieć, iż modlitwa nie była wytrwała ani zbyt gorliwa. Jednak trudno zarzucić brak zaangażowania ludziom, do których przychodzi śmierć lub choroba, którzy patrzą na cierpienia kochanych osób, którzy mają jeszcze nadzieję, że uda się scalić rozlatujące się małżeństwo, nadrobić stracone lata, poukładać poplątane życie… Wydaje się, że są w modlitwie konsekwentni jak Abraham targujący się z Bogiem przed zburzeniem Sodomy, natrętni jak sąsiad, który puka w nocy i domaga się pożyczenia chleba, albo jak namolna wdowa naprzykrzająca się sędziemu. Prosili i kołatali, a teraz wołają do Boga: “Jak mogłeś dopuścić, by zginął tak wspaniały człowiek?", “Dlaczego mi to zrobiłeś?", “Gdzie byłeś, gdy podejmowałam decyzję, której dziś nie da się odwrócić?".

Nie umiem odpowiadać na takie pytania. Nie próbuję być adwokatem Pana Boga. Gdy zostaję sam, pytam Go: “Dlaczego każesz prosić, kołatać nachalnie, domagać się, a potem nie wysłuchujesz wołania? Czyżbyś nie wiedział, że mamy w sobie coś z dziecka, które chce zabawki? Wiem, że nie potrafisz dać nam kamienia ani węża, ale czy nie zdajesz sobie sprawy, jak łatwo się obrażamy, gdy zawodzą oczekiwania albo nie spełniają się nasze prośby? Dlaczego traktujesz nas, jak byśmy byli bardziej dojrzali, niż jesteśmy w rzeczywistości? Chyba przeceniasz wytrzymałość na ból naszych kruchych ciał i skołatanych serc".

Nadal nie mam odpowiedzi na trudne pytania. Kołaczę jednak do bram nieba i nie rezygnuję z szukania odpowiedzi. Mam to niezasłużone szczęście, że nigdy nie straciłem zaufania w dobroć Boga, że traktuję Go jak kochającego Ojca, który otrze kiedyś z oczu wszelką łzę i uciszy serca doświadczone cierpieniem. Proszę o Ducha Świętego dla wszystkich, którzy czują się niewysłuchani, oraz w swoim i w ich imieniu proszę: Nie dopuść, byśmy ulegli pokusie odwrócenia się od Ciebie i radzenia sobie z tym światem o własnych siłach.

---ramka 334804|strona|1---

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2004