Naród najbliższy...

... a jednocześnie daleki. Bliski, bo "za miedzą", a także dzięki historii. Wspólnej, a przecież często odmiennie ocenianej. Np. o tym, że chrzest Litwa przyjęła od Polski, rzadko się wspomina. Unia z 1569 r., u nas zwana "Litewską" ma swój Plac Unii Litewskiej w Warszawie, tymczasem Litwini (przynajmniej ci, których znam) Unię tę wspominają bez entuzjazmu. Zajęcie Wilna (Vilniusa) przez gen. Żelichowskiego pamiętają na Litwie tak, jakby zdarzyło się rok temu. Dla Litwinów było to tym, czym dla nas byłoby zajęcie Krakowa. Byłem kiedyś świadkiem polsko-litewskiej debaty o książce Cywińskiego "Ogniem próbowane": kwestia działalności AK na Wileńszczyźnie doprowadziła uczestników do wrzenia. Nawet Jezus z obrazu namalowanego wg widzenia św. siostry Faustyny jest na Litwie nieco podejrzany, a to z powodu promieni. Nazywano Go "Jezusem z polską flagą". Tak wiele wciąż jest spraw drażliwych, że temat pozornie niewinny może się okazać polem minowym.
Czyta się kilka minut

A przecież Litwa jest nam bliska - i mnie osobiście. Litwinem był polski biskup Wilna, bł. Jerzy Matulewicz (Matulajtis), odnowiciel marianów (mojego zgromadzenia). Odtąd litewska prowincja odgrywała w nim ważną rolę. W czasach sowieckich prześladowań zeszła do podziemia. Gdy Litwa odzyskała niepodległość i zdziesiątkowani marianie wyszli z ukrycia, pojawił się problem formacji nowego pokolenia. Ponieważ osłabiona wspólnota nie była w stanie stworzyć własnego ośrodka kształceniowego, polska prowincja zaprosiła braci Litwinów do swego dobrze prosperującego seminarium. Jednak Litwini obawiali się, że jeśli wiadomość, iż marianie wysyłają ludzi na studia do Polski się rozniesie, żaden Litwin nie wstąpi już do zgromadzenia. Sprawa zakończyła się kompromisem. Nikt do Polski jechać nie musi, wysyłani są ochotnicy, inni studiują w diecezjalnym seminarium w Kownie. Po kilku latach tej praktyki widać, jak przyczynia się to do budowania mostów.

Te budowano także przed nami. Zmarły przed kilku laty kowieński arcybiskup, kard. Sladkevičius nauczył się polskiego jeszcze jako młody ksiądz wysłany na parafię zamieszkaną głównie przez Polaków. Nie był to jedyny taki przypadek. Zainicjowana przez prof. Jerzego Kłoczowskiego praca historyków białoruskich, polskich, litewskich, ukraińskich i innych nad wspólnym opisem dziejów Europy Środkowej zaowocuje w przyszłych pokoleniach, uczących się z tych nowym podręczników. Tymczasem trzeba się strzec resentymentów i rozwijać to, co łączy, a wyjaśniać to, co może dzielić.

W czasie uroczystości maryjnej w litewskim sanktuarium w Šiluva (Szydłowie) miałem zaszczyt koncelebrować Mszę z arcybiskupem Kowna Tamkevičiusem. Na pytanie, czy przypadające na mnie teksty liturgiczne mogę odczytać po łacinie (nie czułem się na siłach czytać po litewsku) odparł tonem, jakby to było oczywiste, abym przeczytał po polsku.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2006