Myśli na nowy (kościelny) rok

O Adwencie pięknie i głęboko napisał już w poprzednim numerze nasz teolog Piotr Sikora. Jednak nawet on nad jedną intrygującą kwestią przeszedł do porządku dziennego.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki / fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki / fot. Grażyna Makara

Chodzi o odrębność kalendarza kościelnego i świeckiego. Dlaczego nie próbowano zsynchronizować liczenia czasu tak, żeby rozpoczęcie obu następowało w tym samym momencie? Przecież kalendarzowy rok świecki i tak jest jakoś religijny, jako że się odwołuje do chrześcijaństwa. Rok (świecki) 2020 będzie dla wszystkich rokiem liczonym od narodzenia Chrystusa, czego nie zmienia fakt, że liczonym błędnie, bo mnich, któremu ok. roku 500 papież Jan I polecił obliczyć datę Bożego Narodzenia, się pomylił. To jednak nie tłumaczy tego wysunięcia początku roku kościelnego o miesiąc przed świecki.



Historia powstawania kościelnego kalendarza (kościelnych kalendarzy) jest dość zawiła i w znacznym stopniu techniczna. Jednak już sama różnica dat rozpoczęcia roku i sposobów ich przeżywania ma swoją niebagatelną wymowę.

Choćby to, że na zakończenie roku kościelnego nie ma „sylwestra”, nie świętuje się „odchodzenia” roku starego. Kalendarz kościelny, oparty na historii życia Chrystusa (narodzenie, dzieciństwo, ziemska wędrówka, męka, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie, zesłanie Ducha Świętego), jest wychylony ku przyszłości. Charakterystyczna jest pieśń śpiewana w pierwszą niedzielę roku kościelnego, zawierająca wezwanie: „Idźmy z radością na spotkanie Pana”.

Rok świecki to odchodzenie. Owszem, idziemy ku przyszłości, ale za sobą zostawiamy dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały, by wreszcie odejść, zejść ze sceny. Jeszcze ewentualnie na jakiś czas pozostać w pamięci (może ktoś będzie obchodził rocznice naszego zejścia), ale w miarę upływających lat i tak zatoniemy w niepamięci. Nowy Rok (świecki) o tym przypomina, budzi w nas świadomość przemijania. Podejrzewam nawet, że sylwestrowe szaleństwa są rodzajem anestezji, mającej łagodzić wynikające z tego ból i trwogę.

Rok kościelny rozpoczyna się medytacją nad zapowiedzią końca świata (Mt 24). Jednak zapowiedziane w Piśmie, poprzedzające koniec katastrofy nie mają być powodem lęku. Wprost przeciwnie: „Noc się posunęła, a przybliżył się dzień”. Koniec świata oznacza wyzwolenie z udręk doczesności i początek takiego sposobu istnienia, do jakiego tęskni ludzkie serce.

Dwa są rodzaje końca świata: kosmiczny i niewyobrażalny, oraz ten zarezerwowany dla każdego z nas, o którym mówi Księga Koheleta: „I kręcić się już będą po ulicy płaczki; zanim się przerwie srebrny sznur i stłucze się czara złota, i dzban się rozbije u źródła, i w studnię kołowrót złamany wpadnie”. Te poetyckie obrazy naszej śmierci u Koheleta kończy wyznanie wiary: „i wróci się proch do ziemi, tak jak nią był, a duch powróci do Boga, który go dał”.

Tak więc kościelny rok zawsze nas prowadzi drogą nadziei. Nasz czas się wyczerpuje, ale prowadzi nas do wieczności, dla której człowiek jest stworzony. Kiedy w Rzymie zorganizowano obchody urodzinowe Jana Pawła II, on dziękował za przypomnienie, że jest coraz bardziej młody, bo coraz bliższy swoich narodzin... do nowego życia w niebie.

Całe życie człowieka wierzącego jest, a w każdym razie powinno być oczekiwaniem, adwentem. Jest (powinno być) przeciwieństwem nostalgicznego spoglądania w przeszłość. „Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie” (Iz 43, 18-19).

I tak od nowego roku kościelnego doszliśmy, jak przystało w Adwencie, do najistotniejszej kwestii: kim jest człowiek? Czy wyszedł z nicości, by wśród bezsensu i chaosu przedzierać się ku nicości, walcząc o wolność, której nie ma (parafraza Sartre’a), czy kimś, kto swoim istnieniem i tęsknotą mówi do Boga jak Augustyn: „Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2019