Modlitwa Jezusa

W ewangelizacji liczy się nie tylko to, co umiem, ale również to, jak żyję i kim jestem.
Czyta się kilka minut

Ojcze Święty, nie tylko za nimi [apostołami] proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie, aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17, 20). To jeden z najbardziej wzruszających fragmentów Ewangelii. Na progu Wieczernika Jezus modli się za wszystkie pokolenia uczniów – za tych, którzy w Niego uwierzą dzięki słowu apostołów. To głęboko poruszające. I zobowiązujące.

Jednocześnie owa modlitwa Jezusowa musi w nas wywołać kilka refleksji i pytań. Jej horyzontem pozostaje bowiem nie tylko nasze (osobiste czy eklezjalne) dobro, lecz ewangelizacja świata. Pragnieniem Jezusa jest, „aby świat uwierzył”. Co jest potrzebne, aby świat uwierzył?

Odpowiedzi padają różne: potrzeba nowych metod; nowego języka; trzeba rozejrzeć się za nowymi narzędziami ewangelizacji; koniecznie trzeba podjąć dialog z ludźmi tam, gdzie oni są – tzn. w internecie; trzeba większej znajomości psychologii, a także warsztatów z przywództwa itd.

Jezusowi – w Jego modlitwie za nas – nie chodzi o to, jakich umiejętności potrzebujemy nabyć, i co jeszcze musimy „zrobić”, „by świat uwierzył”. Jezusowi zależy na tym, kim (jacy) mamy być. I to nie tyle każdy z nas osobiście, co raczej my razem.

To pewnie rozumiemy, że w ewangelizacji liczy się nie tylko to, co umiem, ale również to, jak żyję i kim jestem. Jakże łatwo jest przecież tym, kim jestem, przetrącić każdą ogłaszaną przeze mnie Dobrą Nowinę. W swej modlitwie Pan nie mówi jednak o konieczności indywidualnego świadectwa każdego z nas; mówi o fundamentalnej potrzebie naszego wspólnego świadectwa: aby stanowili jedno! Wtedy świat uwierzy.

Piszemy pracowicie programy duszpasterskie. A potem jeszcze pracowiciej je realizujemy. Przeprowadzamy wielkie inicjatywy i kongresy ewangelizacyjne. Organizujemy coraz to nowsze i lepsze wydarzenia. I ciągle mamy poczucie „kurczenia się”. Gdzie leży przyczyna? Czy czasami nie w tym, że nawet ewangelizację uczyniliśmy polem swoistych wyścigów i głupiego współzawodnictwa? Ciągle rywalizujemy: między Kościołami. Między wspólnotami. Między charyzmatami. Między formacjami. Między ruchami. Między parafiami. Między sobą. Każdy z nas gotów jest do wielkiej (i jeszcze większej!) pracy i zaangażowania. Byle osobno, przed innymi. Byle inaczej niż inni. Nawet w Nim nie jesteśmy jedno! Więc świat nie wierzy. Mimo całego naszego umęczenia. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23-24/2020