Mieczysław Rakowski (1926-2008)

"Po likwidacji »Po prostu«, a później »Nowej Kultury« i »Przeglądu Kulturalnego« czuło się, naturalnie, zaciskanie obroży, mimo to jednak w porównaniu z innymi krajami bloku nadal byliśmy w uprzywilejowanej sytuacji. Choćby takie pismo partyjne jak »Polityka« - nigdzie nie było czegoś takiego pomiędzy Sachalinem i Dreznem".
Czyta się kilka minut

Ta opinia Leszka Kołakowskiego ("Czas ciekawy, czas niespokojny", Wydawnictwo Znak, Kraków 2007) o "Polityce" mówi o tym, co było najważniejsze w życiowym dorobku jej redaktora naczelnego, zmarłego w sobotę 8 listopada - Mieczysława Rakowskiego. Ważniejsze niż osiągnięcie później wysokich pozycji w polityce: stanowiska wicepremiera w latach 1981-85, wicemarszałka Sejmu (1985-88), a w końcu premiera (1988-89).

"Polityka" została powołana do życia jako pismo będące "zamiast" zlikwidowanego w 1957 r. "Po prostu", jako odpowiedź partii na nieodpowiedzialne - z jej punktu widzenia - wybryki niepokornych dziennikarzy. Rakowski musiał jakoś zręcznie lawirować pomiędzy wymaganiami płynącymi z KC PZPR a zdrowym rozsądkiem, dość że krok po kroku jego tygodnik zdobył sobie autentyczne zaufanie czytelnicze, a "Polityka" - opinię pisma liberalnego. Nie w znaczeniu klasyków liberalizmu przecież, lecz w tym sensie, że pozostając na gruncie realnego socjalizmu, opowiadała się za praktyką rządzenia mniej represyjną, bardziej racjonalną, a nade wszystko za większą otwartością na Zachód (oficjalnie potępiony i częściowo zabroniony przez cenzurę).

Trzeba pamiętać, że były to czasy wredne. Gdyby dzisiaj ktoś wziął do ręki roczniki "Polityki" z okresu rządów Gomułki, bez czytania całej pozostałej ówczesnej produkcji prasowej, nie byłby przekonany do opinii o liberalizmie "Polityki".

Ale kontekst jest tu decydujący. Najlepiej pokazał to rok 1968, kiedy "Polityka" nie przyłączyła się do centralnie sterowanej nagonki antysemickiej.

Jest więc sporo prawdy w twierdzeniu, że "Polityka" w czasach Gomułki i Gierka miała swój udział w krystalizowaniu się wśród inteligencji postaw krytycznych - co najmniej wobec sposobów realizowania w Polsce założeń tzw. naukowego socjalizmu, o ile nie wobec samej doktryny.

Była bowiem "Polityka" Rakowskiego częścią tej odmienności Polski w stosunku do innych krajów bloku komunistycznego (siła katolicyzmu, prywatne w większości rolnictwo, częściowa autonomia nauk humanistycznych w stosunku do ideologicznych schematów, relatywnie większa wolność słowa etc.), która stanowiła podglebie kolejnych buntów społecznych, włącznie z rewoltą Solidarności.

Inna rzecz, że Mieczysław F. Rakowski nie potrafił, czy też nie chciał, być konsekwentny. Inaczej niż niektórzy jego dziennikarze (Michał Radgowski, Hanna Krall, Ernest Skalski i inni), którzy ostatecznie wybrali postawę opozycyjną w stosunku do rządzącej doktryny i do jej namiestników, Rakowski - choć partyjny liberał - do końca pozostał wierny swoim młodzieńczym zaangażowaniom. Wydawać by się mogło, że ktoś z jego biografią powinien porzucić wiarę w realny socjalizm, jeśli nie w roku 1980, to co najmniej 13 grudnia 1981 r. Stało się inaczej.

Gdy był wicepremierem, nie szczędził kuksańców legalnej "Solidarności", a potem także "Solidarności" ściganej przez prawo stanu wojennego. Gdy został premierem jesienią 1988 r., jedną z pierwszych jego decyzji było postawienie w stan upadłości Stoczni Gdańskiej - tak jak gdyby to przedsiębiorstwo było jedynym przykładem nierentowności socjalistycznej gospodarki.

Czego by jednak nie mówić, odszedł człowiek nietuzinkowy, absolutne przeciwieństwo dominującego w tamtych czasach typu komunisty - tępego aparatczyka. Dzięki takim jak Rakowski w PRL-u dawało się jakoś żyć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2008