Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Martwa natura z Grochowiakiem

Martwa natura z Grochowiakiem

26.09.2011
Czyta się kilka minut
O szansach na wydobycie pisarza z "literackiego czyśćca" nie decyduje dokonywana przez świadków epoki kreacja biograficzna, ale siła artystycznej wizji, która na nowo potrafi zawładnąć wyobraźnią odbiorców.
N

Na książkę składają się teksty kilkudziesięciu autorów, z których każdy opowiada Grochowiaka na swój sposób. Członkowie rodziny, przyjaciele, akolici, oponenci szkicują portret niejednolity. Dykteryjki i sensacyjne historie sprzed lat przybliżają realia epoki, ale nie dotykają sedna.

Stanisław Grochowiak wtargnął do literatury z niespotykanym impetem. Już pierwsze tomiki poetyckie uświadomiły krytyce, że pojawił się ktoś niezwykły. Był chorobliwie ambitny, chciał, by postrzegano go jako trybuna pokolenia. Przybierał pozy, grał, jedną postawę odrzucał, na inną się zgadzał. Z początku mocno związany z PAX-em, po październikowej odwilży zerwał ze środowiskiem Bolesława Piaseckiego, choć wobec samego przywódcy zachował pewien rodzaj fascynacji. Być może za tę sympatię Bogdan Wojdowski zwykł mawiać o pisarzu: "Poeta, owszem, pierwszej klasy, ale duszyczka małego endeka, typowy kołtun z Leszna" (tak zapamiętał te słowa Marek Nowakowski).

Próba poznania prawdy o poecie poprzez uruchomienie polifonicznej opowieści o jego życiu jest atrakcyjna, ale ma swoje wady. Założenie książki brzmi: aby wyrobić sobie zdanie na temat kontrowersyjnej biografii, należy prześwietlić ją kawałek po kawałku. Podstawową przeszkodą, o czym mowa we wstępie, staje się subiektywnie ukierunkowana pamięć. Kolejne warstwy wspomnień przysłaniają dopiero co położone, sądy różnicują się, nierzadko są rozbieżne. Sprawy nie ułatwia też nakładanie się perspektyw czasowych. Trudno wymagać spojrzenia z dystansu od osób, które spisywały swe refleksje tuż po śmierci bohatera lub kilka lat później. Z drugiej strony aż dziw bierze, iż tak niewiele tu prób ponownej lektury Grochowiakowej spuścizny.

Analizie podlega życie osobiste pisarza. Przewijają się wątki dotyczące sfery uczuciowej i choroby. Poeta pojawia się w szlafroku, nierzadko skacowany, opuchnięty, pełen żalu. Bardzo często relacje podawane są z pierwszej ręki, wypowiadają się też kompani od kieliszka. W tej delikatnej materii zdania są podzielone. Na przykład gdy mowa o alkoholizmie, jedni wiążą go z tym, że Grochowiak mocno przeżył odsunięcie od kierowania "Współczesnością", inni dowodzą z kolei, iż to właśnie za pijaństwo poeta został z redakcji wyrzucony. Wielość sądów uatrakcyjnia opowieść, sprawiając jednak, iż główny bohater coraz bardziej przestaje być autentyczną postacią.

Znajdziemy tu także kilka tekstów analizujących życie i dzieło artysty w ramach pewnego rodzaju planu egzystencjalnego. Na szczególną uwagę zasługują wspomnienia Jacka Petelenz-Łukasiewicza, bliskiego przyjaciela poety, komentatora i badacza jego twórczości. Pisane z różnych perspektyw czasowych (pierwsze pochodzi z roku 1976, drugie powstało trzydzieści trzy lata później) wiele mówią o transformacjach poetyckiej wizji, światopoglądowym kryzysie, o życiu i sztuce postrzeganych oddzielnie. Łukasiewicz podkreśla, iż od pewnego momentu słynna Grochowiakowa groteska stała się gorzka, pojawił się motyw "ironicznej zgody". Mowa o autokreacji, która objawiła się poecie w pełnej krasie, o autokreacji wyidealizowanej, znoszącej możliwość "kreacji całościowej". "Liryka odtąd musiała być jakby zanadto smutna i nadto poważna. Żart i wesołość możliwe były już tylko, gdy się o sobie zapominało i odchodziło ku innym przedmiotom: w próby poetyckiej epiki. Piętrzyły się stylizacje". Tak pisał Łukasiewicz tuż po śmierci przyjaciela. Ponad trzydzieści lat później dopowiedział parę uwag na temat kontekstu historycznego, w którym Grochowiakowi przyszło żyć i tworzyć.

Książka jest w dużym stopniu opowieścią o funkcjonowaniu pisarza w czasie podłym. Oprócz wyjazdów do domów pracy twórczej, przydziałów na mieszkanie, stypendiów oraz wznowień wydawniczych były też przecież momenty wyboru pomiędzy przyzwoitością a niegodziwością. Grochowiak chciał wspierać młodych, prowadzić własne pismo. Nie wstąpił do partii, każdy tytuł, z którym współpracował ("Nowa Kultura", "Kultura" Janusza Wilhelmiego, "Poezja"), wykorzystywał jako trybunę do forsowania ambitnej sztuki. Dla PRL-owskich włodarzy był niewygodny, niby zaufany, ale przecież nie do końca lojalny. Gra pozorów nie mogła jednak trwać wiecznie. I choć Jacek Petelenz-Łukasiewicz daleki jest od wydawania ostrych sądów, to przecież w pewnym momencie stawia sprawę jasno: "Byłem wówczas związany z innymi pismami - »Tygodnikiem Powszechnym«, »Więzią« i »Odrą«".

W połowie lat 70. Grochowiak zderzył się jeszcze z czymś innym. Oto w głośnej książce Juliana Kornhausera i Adama Zagajewskiego "Świat nieprzedstawiony" został oskarżony o wstecznictwo (wokół tego sporu zbudował swą krótką, acz pouczającą opowieść Piotr Bratkowski). Reakcją na atak było zwrócenie się poety do publiczności telewizyjnej. W tekście Krzysztofa Mętraka można przeczytać, że Grochowiak przypominał wówczas "kostycznego proboszcza, sądzącego, że bez prawd przez niego głoszonych nikt po prostu nie może się obejść".

Jest w tych opowieściach silna tendencja do koloryzowania wspomnień. Im mocniej izoluje się Grochowiaka od jego twórczości, tym bardziej występuje on jako projekcja. Już ćwierć wieku temu Mętrak zauważał trafnie, iż w przypadku autora "Ballady rycerskiej" myli się "wspomnienie żywego twórcy" z "przedmiotem kreacji, manipulacji, ustaleń czynionych wedle własnego widzimisię lub zgodnie z nakazami ducha nowego czasu". Kuriozalnym przykładem takich zabiegów jest tekst Jana Marszałka.

Czołowy poeta związanego z frakcją moczarowską Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald" sugerował, iż Grochowiakowi jako twórcy świadomemu swej społecznej roli szło o sztukę rdzennie polską, narodową (przytoczył słowa pisarza wypowiedziane rzekomo na łożu śmierci). Ów podszyty antysemityzmem wywód pojawił się tu zapewne tylko dlatego, że autorka książki chciała uzyskać jak najszersze spektrum sądów i opinii. Tym niemniej tekst wzbudza zażenowanie.

Najlepszym wyjściem byłoby uwzględnienie współczesnej opowieści interpretacyjnej, która zweryfikowałaby przydatność pisarskich diagnoz i motywów. W "Duszy czyśćcowej" narracja często rozwija się w przeciwnym kierunku. Brakuje świeżych sądów na temat fenomenu Grochowiakowego pisarstwa, są za to impresje poświęcone wędrówkom po knajpach stolicy, wielkopolskich podwórkach lub mazowieckich polach. A przecież najbardziej liczy się siła artystycznej wizji, która na nowo potrafi zawładnąć wyobraźnią odbiorców, a nie - jak czytamy we wstępie - zdjęcia, filmy, płyty z nagraniami recytacji czy relacje znajomych (choć to ważny dodatek). Martwa natura wspomnień winna zostać przełamana dynamiką współczesnych przewartościowań, których tu jak na lekarstwo. Dlatego marzy mi się publikacja będącej pokłosiem dzisiejszej debaty o życiu i dziele Grochowiaka. Anna Romaniuk przygotowała pole do takiego przedsięwzięcia.

Na koniec chcę zwrócić uwagę na przypisy, które wzbogacają przytoczone historie o masę dodatkowych szczegółów. Komentarze są zwięzłe i kompetentne, choć czasem zdarzają się pomyłki. I tak pamiętnik metafizyczny Karola Ludwika Konińskiego nosi symboliczny tytuł "Nox atra", a nie "astra". Miron Białoszewski i Zbigniew Herbert debiutowali jeszcze w latach 40. ubiegłego wieku, a nie, jak chce autorka objaśnień, w roku 1950. Głośna "Prapremiera pięciu poetów" ukazała się w "Życiu Literackim" pod koniec 1955 roku, a nie pięć lat wcześniej. Natomiast przy okazji biogramu Alicji Lisieckiej, po odnoszących się do niej gorzkich słowach Ryszarda Matuszewskiego można było dodać informację o londyńskiej emigracji i współpracy z Radiem Wolna Europa.

Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku

Zebrała, opracowała, wstępem i przypisami opatrzyła Anna Romaniuk. Warszawa 2011,

Państwowy Instytut Wydawniczy.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]