Ludzie pokorni

Z dala od medialnych newsów powstaje nowa religijna jakość. Ruch rekolekcyjny, niczym wzbierająca podziemna rzeka, coraz bardziej kształtuje polskich katolików. Oto druga część „Tygodnikowej” mapy polskiego Kościoła.

14.05.2016

Czyta się kilka minut

Widok ze wzgórza tynieckiego / Fot. Marek Wiśniewski / FORUM
Widok ze wzgórza tynieckiego / Fot. Marek Wiśniewski / FORUM

Na początku jest krótki czas ulgi – uff, nareszcie cisza i spokój. Ale potem zaczyna powracać i wyłazić na wierzch masa rzeczy i spraw z życia, jak się okazuje, stale obecnych, choć przykrytych w zabieganiu codzienności. Trzeba się z nimi skonfrontować. I powoli nabierać dystansu, rozróżniać, co ważne, co nie. Siedzisz sobie na tym wzgórzu wśród drzew, słyszysz z daleka szum autostrady i zaczynasz dostrzegać – skąd i dokąd tak pędzisz. I patrzysz na to z pytaniem: po co?

Tak swój trzykrotny już pobyt w klasztorze kamedułów na krakowskich Bielanach opisuje Piotr, pracownik akademicki, mąż i ojciec. Ostatni raz mieszkał na Bielanach przez tydzień. Zafundował sobie tę „przerwę” w codzienności na swoje 40. urodziny.

– Kameduli nie prowadzą kierownictwa czy towarzyszenia duchowego – zapewniają przestrzeń odosobnienia, ciszy i modlitwy – opowiada. – Mieszka się w domu gości, w pojedynczej celi. Posiłki przynosi jeden z mnichów i zostawia przed celą, więc nawet to nie zakłóca samotności. Kontakt z mnichami ogranicza się do wspólnych modlitw liturgicznych w kościele i od czasu do czasu do pracy w milczeniu, w moim przypadku głównie w ogrodzie. Taki czas bycia sam na sam ze sobą – specjalnie nie wziąłem nic do czytania, poza Biblią. I w tym „spotkaniu” jakoś prześwituje Boża obecność.



W ukryciu



O rekolekcjach zamkniętych trudno usłyszeć. Media nie są nimi zainteresowane – tam „nic się przecież nie dzieje”. A same centra duchowości i domy rekolekcyjne nie dbają o reklamę. Na przykład przechadzając się po zielonym krakowskim Zakrzówku, nietrudno dostrzec zespół białych budynków z niskim kościółkiem pośrodku. Nic jednak z zewnątrz nie wskazuje, że to jedno z największych i najprężniej działających miejsc rekolekcyjnych w Polsce. Centrum Formacji Duchowej księży salwatorianów przyjmuje rocznie ok. 3500 rekolektantów. – Chodzi o to, żeby ludzie ludzi kaptowali na rekolekcje. Wówczas ci, którzy przyjeżdżają, nie są przypadkowi – wyjaśnia marketingową powściągliwość domów rekolekcyjnych jezuita o. Wacław Oszajca.

Mimo braku reklamy miejsc takich jest coraz więcej. Wachlarz propozycji okazuje się też bardzo duży: od najbardziej wymagających trzydziestodniowych rekolekcji ignacjańskich w całkowitym milczeniu (np. u sióstr zawierzanek w Starej Wsi, Bliznem, Antoniowie czy Częstochowie) po pobyt wypoczynkowy w zaciszu 800-letniego klasztoru benedyktynek w Staniątkach koło Krakowa, gdzie sugestia czegoś więcej niż tylko rekreacji jest bardzo delikatna („Oprócz modlitewnej kontemplacji czy wypoczynku pobyt daje możliwość pracy w tym malowniczym otoczeniu. Dzięki temu gość zostaje wprowadzony w życie mnisze, którego jednym z haseł jest »módl się i pracuj«” – zachęcają benedyktynki na swojej stronie).

Propozycje są zróżnicowane także ze względu na powołanie, stan czy zawód: znajdziemy rekolekcje dla małżeństw, dla rodzin, dla zakochanych, dla zakonników, księży, dla biznesmenów czy pracowników służby zdrowia.

Tutaj skupimy się głównie na propozycjach dla osób poszukujących formacji duchowej bez względu na życiowy stan czy zawód.



Wzgórze z tysiącletnią historią



Kto przyjeżdża do klasztoru benedyktynów w Tyńcu? – Staramy się, żeby nasze opactwo było przyjaznym miejscem także dla ludzi poszukujących – nie tylko dla zaangażowanych i pobożnych. Do tej pory nie mieliśmy negatywnych doświadczeń – mówi tyniecki opat o. Szymon Hiżycki.

Ci bardziej zaangażowani w życie Kościoła przyjeżdżają np. praktykować Modlitwę Jezusową (polegającą na medytacyjnym, wielokrotnym powtarzaniu wezwania „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznym”). – Podczas dwuipółdniowych rekolekcji na taką modlitwę poświęcamy ok. czterech, pięciu godzin – wyjaśnia opat. – Mniej zaangażowani religijnie mogą wybrać cykl zatytułowany „Podróż do siebie”. To połączona praca psychologa i mnicha. Psycholog pomaga przyjrzeć się swoim ciemnym stronom, np. agresji, a ja próbuję ludzi zachęcać do tego, by dostrzegli w sobie sanktuarium Pana Boga. Szukamy zatem równowagi psychiczno-duchowej – opowiada opat o rekolekcjach, których jest moderatorem. – Zdarzają się też agnostycy. Oni często wybierają cykl „Medytacje z poezją” prowadzony przez prof. Małgorzatę Grzegorzewską, szefową Instytutu Anglistyki UW. Na podstawie tekstów Szekspira czy ostatnio George’a Herberta pokazuje ona literaturę jako miejsce teologiczne. Jeżeli mamy do czynienia z literaturą dużego formatu, to dotyka ona także sfery duchowej człowieka i jego relacji z Panem Bogiem. Ja staram się to uzupełnić komentarzem teologicznym.

– Około stu dwudziestu. – Marta Sztwiertnia, menedżer w Benedyktyńskim Instytucie Kultury, sumuje uczestników majowych rekolekcji i warsztatów.

Rocznie daje to ponad tysiąc osób, które odwiedzają tynieckie wzgórze. Większość to kobiety – stanowią 64 proc. odwiedzających.

– Od kilku lat notujemy rocznie 15-procentowy wzrost zainteresowania rekolekcjami. A 18 proc. jest już tu czwarty raz – mówi pani Marta.

Zainteresowani mają w czym wybierać: mogą nauczyć się medytacji, modlitewnej lektury Pisma Świętego (tzw. Lectio Divina), odbyć weekendowe rekolekcje (hitem są te prowadzone przez ojca Leona Knabita, na które przyjeżdża nawet 50 osób) albo uczestniczyć w warsztatach chorału gregoriańskiego, japońskiej ikebany, średniowiecznej kaligrafii i iluminacji, a nawet postu według św. Hildegardy z Bingen. Nocleg w starej części klasztoru (tzw. Opatówce), w pokoju jednoosobowym bez łazienki kosztuje 65 zł ze śniadaniem. W nowocześnie odbudowanej w 2008 r. południowej części klasztoru – pieszczotliwie zwanej Wielką Ruiną – jest droższy (łazienki w pokojach) – 135 zł.

Pytany o przepis na dobre rekolekcje, o. Hiżycki bez zastanowienia odpowiada: – Zaaranżować takie miejsce, w którym ludzie będą mogli spotkać się z Bogiem. Rekolekcjonista powinien tak mówić o Bogu, by Go sobą nie zasłaniać.



Nowoczesna psychologia Loyoli



Coraz większą popularnością cieszą się rekolekcje ignacjańskie, pierwotnie nazwane przez swego twórcę św. Ignacego Loyolę „Ćwiczeniami duchownymi”. Jak mówi jezuita i psychoterapeuta ks. Jacek Prusak, dzisiaj stosuje się unowocześnioną wersję ćwiczeń. Cel pozostaje ten sam: mają one doprowadzić do uporządkowania uczuć i działań oraz podporządkowania ich Bożej woli. Ważna jest praca wyobraźni i pojawiające się emocje.

Nowicjusz, który bierze do ręki „Ćwiczenia duchowne”, może czuć się zaskoczony. Podzielone są na cztery tygodnie – już w pierwszym św. Ignacy każe wyobrażać sobie kogoś, kto za jeden tylko grzech trafił do piekła. Wyobrażenie mąk piekielnych ma być bardzo zmysłowe: mamy czuć swąd palonej duszy.

– Współczesne badania mówią, że to emocje, a nie rozumowanie bardziej motywują nas do praktyk religijnych oraz do szukania i podtrzymywania więzi z Bogiem. Ignacy był doskonałym psychologiem. Miał bardzo nowoczesne intuicje, tylko wyrażał je językiem XVI w. Chodziło mu o wywołanie stanów strapienia i pocieszenia – jak je nazywał. To dla niego były wyznaczniki odległości od Boga – tłumaczy ks. Prusak.

Jeden z uczestników rekolekcji ignacjańskich opowiada nam, że został poproszony, by przez pięć dni myślał o konsekwencjach straty ukochanej osoby. Nie wie, kogo wybrali inni, ale on w pierwszej chwili pomyślał o swojej narzeczonej. Dziś, kiedy opowiada o tym, załamuje mu się głos. – To jest graniczne przeżycie, pierwsze takie w życiu – mówi. – Do tej pory kwestia śmierci była dla mnie jakąś abstrakcją.

Nie znosiłem, jak ktoś mi się żalił, że babcia chora, że ojciec w szpitalu, że nie wie, co dalej robić. Myślałem: „Trudno, każdy kiedyś umrze”. Ale kiedy siedzisz w pustym pokoju, słuchasz ulubionej muzyki i wyobrażasz sobie, że twojej dziewczyny po prostu nie ma, to się stajesz innym człowiekiem. Bo uświadamiasz sobie, że nie może być tak, że to wszystko się po prostu kiedyś skończy. Musi być coś dalej. Nigdy tak nie beczałem w poduszkę, jak wtedy.

Ignacjańskie rekolekcje nie są po to – tłumaczą jezuici – by uczestników przygnębiać i wpędzać w depresję. Chłopak, który nam o nich opowiada, przyznaje, że to doświadczenie oczyszczające. – Układasz sobie priorytety, porządkujesz myśli – mówi. – I nie, że od razu leżysz krzyżem z wdzięczności, jaki to Bóg jest miłosierny. Tylko normalnie, po ludzku dojrzewasz. Nigdy nie byłem za bardzo „kościółkowy”, na ignacjańskie się zapisałem, bo kumpel polecał. A przeżyłem trzęsienie ziemi.

Etapy-tygodnie odpowiadają drodze oczyszczenia, drodze oświecenia i – dwa razy – drodze zjednoczenia. W pierwszym tygodniu uczestnicy kontemplują własne życie, w drugim starają się wybrać swoją przyszłą drogę, w trzecim i czwartym medytują nad życiem Jezusa. Wszystko odbywa się pod okiem kierowników duchowych, ojców i księży, którzy służą także rozmową.

W Polsce funkcjonuje dziesięć ośrodków organizujących rekolekcje ignacjańskie. Między innymi jezuicki Dom Rekolekcyjny „Oaza” w Suchej na Pomorzu. Uczestnictwo we wstępnym tygodniu kosztuje tam 250 zł, a w tygodniach ćwiczeń duchowych – 400 zł. Tylko w jednym ośrodku – Domu Rekolekcyjnym „Górka” w Zakopanem – w ubiegłym roku w rekolekcjach ignacjańskich wzięły udział aż 953 osoby.

W Ignacjańskim Centrum Formacji Duchowej w Gdyni uczestnicy zostają zakwaterowani w oddzielnych pokojach, mają do dyspozycji kuchnię i pomieszczenia odosobnienia. Koszt to 360 zł (za miejsce w pokoju dwuosobowym) do 500 zł (za „jedynkę”). ICFD oferuje też m.in. rekolekcje dla kapłanów, dla osób po stracie dziecka. Jezuici zaznaczają, że opłata za uczestnictwo w rekolekcjach jest „ofiarą na fundusz rekolekcyjny”.



Rekolekcje charyzmatyczne



50-tysięczne miasto na Mazowszu, kościół parafialny na obrzeżach. Ciepły, jesienny wieczór. Przed kościołem – autokary, z których wysypują się przybysze z całego województwa. W środku brakuje już miejsc stojących, ludzie wnoszą składane krzesełka i plażowe leżaki. Ubrani na cebulkę, bo na razie jest chłodno, ale w momencie kulminacyjnym trzeba będzie coś z siebie zrzucić, bo w tłumie zrobi się duszno.

Wśród uczestników spotkania z o. Józefem Witko stoi Łukasz, trzydziestoparolatek z Warszawy, mąż, ojciec, biznesmen. – Trudno było mnie zaciągnąć do kościoła – przyznaje. – Żona mówiła: „Łukasz, chociaż jedna niedziela, proszę”. Wykręcałem się. Kiedyś w pracy miałem trochę czasu, odpaliłem YouTube’a i przypadkowo trafiłem na rekolekcje o. Witko. No, szczęka mi na biurko opadła.

O. Józef Witko to franciszkanin, autor m.in. książki „Uzdrawiająca moc Ducha Świętego”. Od kilkunastu lat jest zapraszany do parafii, by odprawiać msze w intencji uzdrowienia. Prowadzi też rekolekcje na temat uzdrowień. Nabożeństwa i spotkania z jego udziałem są darmowe. Spotkanie, w którym uczestniczył Łukasz, łączyło w sobie cechy mszy o uzdrowienie, intymnego spotkania i rekolekcji. Bo najpierw o. Witko nauczał, a po mszy modlił się o uzdrowienie.

O. Witko twierdzi, że nie może rozmawiać z mediami. To częste wśród organizatorów rekolekcji, którzy chcąc przyciągnąć jak największe liczbę zainteresowanych, dbają, by nie zdradzać szczegółów. Aktualnie zakonnik prowadzi rekolekcje organizowane przez Sekretariat Misji i Ewangelizacji Prowincji Matki Boskiej Anielskiej ojców Franciszkanów w Krakowie. Na najbliższe, odbywające się w Dursztynie, brakuje już wolnych miejsc.

Opowiada Łukasz: – O. Witko nie mówi wielkimi słowami, tylko na konkretach. To mnie do niego przekonało. Opowiadał o różnych przypadkach, w których dzieci modliły się za zdrowie matki i kobieta wyszła z ciężkiej choroby. Cud czy przypadek – nie wiem. Ale kiedy znajdę się w takiej sytuacji, to wiem, że będę się modlił. Żeby potem nie żałować, że nic nie zrobiłem.



Skala



Nikt nie prowadzi zbiorczej statystyki, ale wystarczy kilka dni, by zorientować się w skali zjawiska. Sami jezuici w dziesięciu ośrodkach (Falenicy, Świętej Lipce, Czechowicach-Dziedzicach, Częstochowie, Kaliszu, Zakopanem, Gdyni, Suchej k. Bydgoszczy, Warszawie oraz krakowskich Przegorzałach) przyjmują rocznie ok. 6800 rekolektantów odprawiających ćwiczenia duchowe. Do tego dochodzą cztery ośrodki sióstr zawierzanek. Rekolekcje ignacjańskie można odprawić także w licznie odwiedzanym salwatoriańskim CFD. Z pewnością nawet 8 tys. ludzi rocznie odprawia rekolekcje, które silnie formują duchowość. Z założonej przez profesora UPJPII ks. Andrzeja Muszali pustelni w Beskidzie Wyspowym rocznie korzysta od 300 do 400 osób. Takich miejsc w ostatnich latach powstało co najmniej kilka. Z benedyktyńskim ośrodkiem medytacyjnym w Lubiniu związanych jest około tysiąca osób. Każdy większy zakon męski i wiele żeńskich posiada przynajmniej jeden, a często kilka domów rekolekcyjnych. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że rekolekcje zamknięte odprawia rocznie 20 tysięcy, a może więcej Polaków. Czy to dużo?

„Historia zdaje się potwierdzać, że ilekroć Kościół dawał pierwszeństwo pogłębionej formacji pojedynczych osób, tylekroć przyczyniał się także do rozwoju kultury chrześcijańskiej w świecie” – mówił założyciel CFD ks. Krzysztof Wons na zjeździe biblistów w 2012 r., podsumowując 15 lat działalności centrum, w którym formacja opiera się przede wszystkim na wsłuchiwaniu się w Boże Słowo.

Rekolekcje zamknięte to szczególne doświadczenie Kościoła. „Nigdy tyle godzin nie spędziłam na modlitwie z księdzem w tej samej ławce” – cytował ks. Wons wypowiedź jednej z uczestniczek rekolekcji. I dodawał: „To Kościół ludzi pokornych, »równych sobie«, którzy nie wstydzą się rozpoczynać od początku, uznają, że wciąż raczkują w wierze, nie krępują się swoich ran i łez, dają sobie prawo do przeżywania własnych kryzysów i szukają oparcia w duchowych przewodnikach. (…) To Kościół, w którym starszy brat wspiera w wierze młodszego, ale który potrafi również uczyć się wiary od niego. Nie ma lepszych i gorszych. Nikt nie wychodzi »przed szereg«, nie wstępuje na ambonę czy katedrę, aby pouczać innych. Wszyscy rozpoznają znaczenie danego im czasu pustyni. Każdy szuka ciszy w sercu, aby usłyszeć Słowo. To Kościół ludzi podobnych do siebie w wielkich pragnieniach, we łzach, w modlitwie na kolanach, w adoracji, w dzieleniu się Słowem”.

„W skarbcu Kościoła są nie tylko modlitwy ludzi świętych, ale także łzy jego marnotrawnych synów, które Bóg zbiera do swego bukłaka” – konkludował swoje doświadczenie rekolekcjonisty krakowski salwatorianin.

Za rok od tego wystąpienia papieżem zostanie wybrany kard. Jorge Bergoglio i będzie mówił o Kościele podobnym językiem. Być może przemiana polskiego Kościoła już się dokonuje – tylko tego nie widzimy. ©℗



Współpraca: Piotr Sikora

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Reporter, z „Tygodnikiem” związany od 2011 r. Autor książki reporterskiej „Ludzie i gady” (Wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w polskich więzieniach i zbioru opowieści biograficznych „Himalaistki” (Wyd. Znak, 2017) o wspinających się Polkach.
Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów. Opracowanymi razem z… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2016