Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Front pocztowy

Front pocztowy

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
14.02.2019
Czyta się kilka minut
Poczta Polska pozywa do sądu aktywistę związkowego Jakuba Żaczka. Powód? Przekonuje on listonoszy, by twardo bronili przysługujących im praw.
FOT. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
FOT. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
Ż

Żyjemy w kraju gdzie prawa pracownicze istnieją. I chroni je cały szereg aktów strzelistych. Mamy więc art. 12 konstytucji stanowiący, że Rzeczpospolita „zapewni wolność tworzenia i działania związków zawodowych”. Są też bardzo konkretne zapisy w Kodeksie pracy oraz w Ustawie o związkach zawodowych. Wszystko w zgodzie z ratyfikowanymi przez Polskę konwencjami Międzynarodowej Organizacji Pracy. Tymi samymi konwencjami, które w latach 80. stanowiły użyteczne narzędzie obrony przed autorytarną władzą PZPR sekującą NSZZ Solidarność.

W praktyce jednak zamiast aktów strzelistych jest raczej… strzelanie do wszystkich, którzy ośmielili się zbyt hardo spojrzeć w oczy wszechmocnemu pracodawcy. Broń jest doskonale znana. To art. 52 polskiego Kodeksu pracy – czyli zwolnienie dyscyplinarne. A zwłaszcza niezwykle pojemny paragraf 1, mówiący o „ciężkim naruszeniu obowiązków pracowniczych”. Problem polega na tym, że dla wielu polskich pracodawców już sam fakt prowadzenia działalności związkowej jest takim naruszeniem. Zgodnie z polskim prawem pracodawca chcący zwolnić chronionego prawem działacza, musi poprosić związek o zgodę. Ale jeśli tej zgody nie dostanie, to… i tak może strzelić z art. 52. Wtedy do gry wchodzi sąd pracy, który wyda wyrok za rok albo półtora. Dla pracodawcy to żaden problem. Dla pracownika dramat. Jeśli więc zostawić pracownika i pracodawcę sam na sam to w 9 na 10 przypadków wygra ten silniejszy. A słabszy nie wytrzyma, podda się, ugnie albo odejdzie.

Strajk i rewolucja

Chyba, że do gry wejdzie ktoś trzeci. Ktoś, nad kim pracodawca nie ma władzy. Nie może go zwolnić. Tego pracodawcy bardzo nie lubią. I to jest właśnie sedno sporu Jakuba Żaczka z Pocztą Polską. Bo Jakub Żaczek nie pracuje i nigdy nie pracował w Poczcie Polskiej. Na życie zarabia gdzie indziej. A po godzinach walczy na dwóch polach: jako działacz związkowy oraz obrońca praw lokatorów. Zgodnie z demokracją takich ludzi jak Żaczek powinniśmy wynosić pod niebiosa. Jest wszak przykładem aktywnego obywatela, którego interesuje coś więcej niż tylko koniec własnego nosa. A polityka i demokracja wykuwają się dla niego codziennie, nie tylko przy okazji wrzucenia głosu do urny wyborczej raz na cztery lata lub rzuceniu kapciem w telewizor podczas oglądania „Kropki nad i” albo „Wiadomości”. Więcej Żaczków to lepsza demokracja, nieprawdaż?

Kłopot w tym, że w praktyce taka działalność z soli obywatelskiego zaangażowania bardzo łatwo przeistacza się w… sól w oku potężnych grup interesu. W tym wypadku kierownictwa Poczty Polskiej. W 2017 roku ta państwowa spółka skierowała więc do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodziło o to, że Żaczek i Związek Syndykalistów Polski (ZSP), w ramach którego działa, zaangażowali się w obronę praw pracowniczych listonoszy.

Zarzuty? W piśmie skierowanym do prokuratury czytamy, że Żaczek rozpowszechniał nieprawdziwe informacje o przedsiębiorstwie Poczta Polska czym naruszył szereg artykułów kodeksu karnego. W praktyce chodziło o zorganizowanie strajku pocztowych listonoszy. A to jest zdaniem firmy niedopuszczalne, bo przecież Poczta to „przedsiębiorstwo wykonujące strategiczne działania na rzecz obronności państwa polskiego”. W zawiadomieniu pojawiają się kuriozalne zarzuty o „propagowanie idei demokracji bezpośredniej i samorządności pracowniczej” (straszliwa to doprawdy zbrodnia!) oraz nawoływanie do… „rewolucyjnych rozwiązań”. Tego ostatniego mają dowodzić wyrwane z kontekstu cytaty z forum internetowego przy pomocy którego listonosze się komunikowali – tam Żaczek próbując uspokajać nastroje ucina ironicznie „o tym porozmawiamy po rewolucji, ok?”


POLECAMY: „Woś się jeży” - autorski cykl Rafała Wosia co czwartek na stronie „TP”


Pocztowi prawnicy dwoją się więc i troją próbując za wszelką cenę przekonać prokuraturę, że Żaczek to niebezpieczny wywrotowiec, który chce sparaliżować polskie państwo. Gdyby zamiast takich tricków dyrekcja Poczty Polskiej zechciała zadać sobie pytanie o co chodzi listonoszom, dostałaby natychmiast odpowiedź. Brzmi ona tak: listonosze w Polsce pracują od lat na coraz gorszych warunkach. Zarabiają gorzej niż w Biedronce, od lat trwa cięcie premii, a braki kadrowe są uzupełniane pracownikami z Ukrainy. Listonoszy jest zbyt mało, co przekłada się na jakość usług. Wielu listonoszy uważa też, że istniejące w firmie duże centrale związkowe nadmiernie zblatowały się z dyrekcją i o prawa maluczkich w firmie od dawna już nie walczą. Korzystając z tego, że w Polsce mamy związkowy pluralizm, wielu listonoszy zaczęło się więc zrzeszać z ZSP – pozbawionej hierarchicznych struktur organizacji specjalizującej się w pracy w trzewiach polskiego kapitalizmu. Są w montowniach podwrocławskich stref ekonomicznych, organizowali dziki protest kucharek spod Bełchatowa. A teraz pojawili się na Poczcie. Firma zareagowała ostro – wyrzucając organizatorów z pracy w kilku miastach. Zarzuty? M. in. obrażanie prezesa skandowanym hasłem „Prezes do roboty za 1800 złotych”. Bo mniej więcej za tyle pracuje dziś polski listonosz. Maksymalnie może dociągnąć do 2200 złotych.

W 2017 odbył się w Warszawie zorganizowany przez Żaczka protest listonoszy. Było na nim 2 tys. osób. Poczta Polska się przestraszyła i zaczęła represje. To właśnie wtedy złożono do prokuratury doniesienie na aktywistów takich jak Jakub Żaczek. Policja Żaczka przesłuchała, a prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. Poczta nie dała jednak za wygraną i wystąpiła z prywatnym pozwem przeciw aktywiście. Znów twierdząc, że działa na szkodę firmy mającej strategiczne znaczenie dla polskiej państwowości.

Czy nie lepiej jednak droga Poczto zacząć rozmawiać z przedstawicielami pracowników? A nie odwracać kota ogonem sekując Żaczka i innych aktywistów? Jako twoi współwłaściciele (w końcu Poczta Polska to jednoosobowa spółka skarbu państwa podlegająca bezpośrednio pod premiera) mamy prawo się tego domagać.


Wyjaśnienia Poczty Polskiej

W nawiązaniu do artykułu red. Rafała Wosia pt. „Front pocztowy” z dnia 14.02.2019 r. opublikowanego na stronie internetowej "Tygodnika Powszechnego"  pragnę poinformować, że Poczta Polska S.A przestrzega obowiązującego w Polsce prawa. Spółka jest największym pracodawcą w Polsce. Zatrudnia ponad 80 tysięcy pracowników. Prawie wszyscy są zatrudnieni na umowy o pracę. W ostatnim roku zatrudnienie wzrosło o ponad 1,4 tys. osób, w tym większość stanowią listonosze. W ostatnich 3 latach zatrudnienie w tej grupie wzrosło o blisko 3 tys. osób.

W Poczcie Polskiej działają 84 związki zawodowe, które reprezentują pracowników. Regularnie prowadzony jest dialog z organizacjami związkowymi. Wszystkie kluczowe dla spółki sprawy są konsultowane z partnerami społecznymi, ich opinia jest brana pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. W zarządzie Spółki zasiada przedstawiciel pracowników, który jest wybierany co 3 lata.

Firma przestrzega i respektuje prawa pracownicze, a prawo pracy uprawnia związki zawodowe do występowania w imieniu pracowników. Kodeks pracy, ustawa o związkach zawodowych i ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych przewidują konkretne formy funkcjonowania organizacji pracowniczych, ochrony praw pracowniczych i rozwiązywania sytuacji konfliktowych. Zgodnie z ustawą o związkach zawodowych pracownicy mogą utworzyć własną organizację, która będzie reprezentować ich interesy, jeśli uważają, że działające w firmie związki zawodowe źle ich reprezentują. Poczta Polska – zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem – nikogo nie zwalnia za działalność w związkach zawodowych.

Spółka wywiązuje się ze wszystkich obowiązków ciążących na pracodawcy. Są stosowane dodatkowe procedury np. antymobbingowe. W przypadku jakichkolwiek sytuacji budzących wątpliwości pracownicy mają możliwość zgłaszania się do przełożonych lub bezpośrednio do centrali firmy.

Dbając o poprawę sytuacji pracowników, wynagrodzenia w Spółce wzrosły w latach 2016-2018, prawie o 700 zł brutto, a z uwzględnieniem premii - o ok. 1200 zł brutto. Wysokość przeciętnego wynagrodzenia w Poczcie Polskiej w 2018 r. w porównaniu do 2017 r. wzrosła o 7,15%. Pracownicy co miesiąc otrzymują premie o łącznej wysokości 273 zł brutto. Dodatkowo po roku pracy nabywają prawo do tzw. łącznościówki, czyli premii rocznej, a po trzech latach przysługuje im tzw. dodatek stażowy, którego wysokość skorelowana jest ze stażem pracy w firmie (od 3% do 20% wynagrodzenia zasadniczego). Do tego należy dodać bogaty pakiet świadczeń socjalnych.

Nie jest prawdą zawarte w artykule twierdzenie, że „od lat trwa cięcie premii, a braki kadrowe są uzupełniane pracownikami z Ukrainy”. W całej Spółce zatrudnionych jest 68 obywateli Ukrainy, nie jest to zatem znacząca liczba w skali całego przedsiębiorstwa. Obywatele Ukrainy zatrudniani są na różnych stanowiskach, głównie w sortowniach pocztowych.

Justyna Siwek
rzecznik prasowy Poczty Polskiej


Odpowiedź autora

Niestety, oświadczenie przysłane przez rzecznika firmy omija meritum problemu, który sygnalizuję.

Przypomnijmy: listonosze - zrzeszeni w jednym z pocztowych związków - domagają się m.in. podwyżek bardzo niskich wynagrodzeń. A do tego: prawidłowej ewidencji nadgodzin, z którą (jak się dowiaduję) są problemy. Usunięcia z zakresu obowiązków w umowie o pracę sprzedaży artykułów handlowych i zaprzestania wywierania presji na pracownikach w celu zakupu towarów z własnych pieniędzy. Wypłacenia premii za okres świąteczno-noworoczny za lata 2017-2018. Czy też np. zakazu organizowania wigilii i imprez integracyjnych dla kierownictwa, dyrektorów, naczelników ze środków Funduszu Socjalnego. Chcą też zatrudnienia dodatkowych osób w okresie wakacyjnym w celu zabezpieczenia obsady.

Niektóre postulaty mają charakter solidarnościowy i dotyczą przywrócenia do pracy zwolnionych dyscyplinarnie za udział w głośnych protestach (2 tys. osób) w 2017 roku. Jeszcze inne to wnioski racjonalizatorskie. Na przykład zmniejszenie rejonów dla służby doręczeń. Albo tego, by przesyłki polecone zaliczające się do kategorii gabarytu B (niemieszczące się do skrzynki pocztowej) mogły być awizowane od razu na urzędzie, a listonosze nie mogą być zmuszani do ich doręczania.

Żaden z tych postulatów nie wydaje się jakoś szczególnie wywrotowy. Tym bardziej dziwi, że Poczta – zamiast rozmawiać z listonoszami – próbuje ich od dwóch lat zniechęcać do korzystania z konstytucyjnego prawa do zrzeszania się w związkach. Niektórych (nazwiska w razie potrzeby mogę ujawnić) zwalnia z pracy. Innych (jak opisanego przeze mnie Jakuba Żaczka) ciąga po sądach.

Listonosze, do których dotarłem, widzą sprawę zupełnie inaczej niż to wynika z przesłanego do redakcji wyjaśnienia Poczty. „Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?” – pytają retorycznie. A konkretnie: rzecznik Poczty pisze, że z premiami nie ma problemu. Listonosze mówią mi, że problem jest. Poczta dowodzi, że nie ma braków kadrowych wśród listonoszy, i że nie są one uzupełniane tanią siłą roboczą migrantów. Listonosze mówią, że braki są, a wizję zatrudnienia migrantów przedstawia się im jako straszak, by potulnie pracowali.

Rafał Woś

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

2200 to dobra pensja, w Białymstoku płacą minimalne a nie daj boże dowiedzą się że masz prywatny samochód to można zapomnieć o aucie firmowym. albo robisz na swoim, albo do widzenia. poczta powinna zostać sprywatyzowana to jedyna szansa dla tej instytucji.

służy dziś Partii, i tylko to się liczy
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]