Kultura na prowincji

Do tytułu tekstu Stefana Riegera “Głośno wszędzie, cicho wszędzie" (“TP" nr 11/05) dodałabym: i ciemno wszędzie! O ile z takich dziedzin jak matematyka, fizyka czy biologia otrzymujemy wiedzę aż w nadmiarze (proszę zajrzeć np. do programu nauczania klas I-III szkół średnich), o tyle w dziedzinach wprowadzających w kulturę artystyczną trudno mówić nawet o minimum. Dlaczego plastykę czy muzykę uznano za mniej godne i zepchnięto do formy ścieżek lub kółek zainteresowań, prowadzonych przez “przysposobionych" nauczycieli np. biologii czy gimnastyki? Mamy dzieci i młodzież, która jakoś czyta i pisze, wie wszystko o komputerze, mózgu czy systemie rozrodczym ssaków, a nie potrafi (to już historie z mojej zawodowej praktyki) nazywać kolorów, narysować prostych przedmiotów, nazwać technik malarskich i graficznych, odczytać prac abstrakcyjnych czy choćby rozpoznać wielkich dzieł malarzy, rzeźbiarzy i architektów klasycznych.
Czyta się kilka minut

Artystycznemu analfabetyzmowi próbują zaradzić świetlice, domy i centra kultury. Te w większych miastach przygarniają sporą grupę młodzieży i robią, co mogą w kiepsko wyposażonych i zdarza się zimnych pracowniach. Od 14 lat obserwuję, jak z małomiasteczkowego i wiejskiego krajobrazu znikają tzw. instytucje zajmujące się animacją kultury; jak trendy jest grać na komputerze, a démodé na skrzypcach; jak wyrasta znudzone i ślepo-głuche “pokolenie pop". Czy ci, którzy ufundowali i nadal fundują taką edukację artystyczną i uniemożliwiają nam uczestniczenie w niej, liczą na cud, a może - z przystąpieniem Polski do UE - na cudowne artystyczne oświecenie kolejnych pokoleń Polaków? Samo “środowisko", do którego należę, albo skuliło uszy, milczy, drży o miejsca pracy i z zazdrością spoziera na strajkujące pielęgniarki, albo adoruje siebie nawzajem. Z zazdrością patrzę na Francuzów, Niemców, Holendrów czy Anglików malujących i oglądających, grających i słuchających, tworzących i chłonących, kontynuujących dziedzictwo europejskiej kultury artystycznej - z jej instytucjami! Nie zauważam też u nich, by życie artystyczne czy kulturalne skupiało się wokół wielkich sklepów. Zaznaczam to dlatego, że i takie “pomysły na kulturę" miewają nasi urzędnicy “od kultury". Naprawdę!

JOANNA KIELAR (Legnica)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2005