Reklama

Ładowanie...

Kościół i pandemia: list do żywych

Kościół i pandemia: list do żywych

20.01.2022
Czyta się kilka minut
Kraje, tak chętnie wskazywane jako centrum „cywilizacji śmierci”, bronią życia. My bronimy swojej wolności do rozsiewania wirusa. Także w kościołach.
Kościół pw. św. Jana Kantego w Jaworznie-Niedzieliskach, kwiecień 2021 r. / Fot. Damian Klamka/East News
O

Od kilku tygodni zamierzałam napisać do mojej parafii w tej sprawie. Wahałam się, ale wysłuchana ostatnio homilia nie pozostawiła mi wyboru. Zresztą, czemu miałabym pisać tylko do mojej parafii, skoro zasady pandemicznej higieny nie są w należyty sposób respektowane powszechnie? W ilu miejscach ogłoszono na przykład, ile wynosi limit 30 proc. miejsc? Można oczywiście optymistycznie założyć, że zapewne większość wiernych jest zaszczepiona, ale czy poinformowano parafian, że powinni mieć ze sobą certyfikaty? Bo o tym, że certyfikaty szczepień powinny być sprawdzane, nie ma co nawet wspominać. Choć w niektórych kościołach (nielicznych w skali Polski) się je weryfikuje. 

Zdecydowana większość wiernych zakłada maski (nie wszyscy robią to prawidłowo, ale przynajmniej wykazują dobrą wolę, nawet jeśli umiejętności, czy też zrozumienia sensu, im brakuje). Niestety, są parafianie, którzy się nie podporządkowują przepisom prawa i w sposób uporczywy, co tydzień, w kościele przebywają bez maski, łamiąc w ten sposób przepisy. Choć nie tylko przepisy i może nawet nie przede wszystkim.

Prawo do bezpieczeństwa

Są ośmielani do takiej postawy. Jak inaczej rozumieć sugestię z kazania, że kwestia masek dotyczy „poglądów”? Porównanie tego, czy zakładamy maski, czy też nie, do wyboru między pizzą z ananasem i bez, sernika z rodzynkami czy bez – też nie służy sprawie. Od  takich „dylematów” nie zależy przecież ludzkie życie. Od tego, czy wszyscy przestrzegamy zaleceń sanitarnych – jak najbardziej. Od tego, czy się szczepimy, czy nie – również. To nie jest, powtarzam, kwestia poglądów, to kwestia obrony życia.


CZYTAJ TAKŻE

WSPÓLNOTA I MILCZENIE. ARTYKUŁ TOMASZA STAWISZYŃSKIEGO: Na covid zmarło już ponad sto tysięcy Polaków. Każdy z nich domaga się upamiętnienia. Woła o zbiorową formę przeżywania smutku i konfrontacji ze stratą >>>


Z ambony usłyszałam apel o wzajemny szacunek. Bo w Kościele jest miejsce dla ludzi różnych poglądów. W Kościele – tak. Ale czy na pewno wewnątrz kościoła, w tej sytuacji, w jakiej jesteśmy? Nikomu na siłę maski zakładać nie można, ale osoba, która nie chce się podporządkować zasadom sanitarnym, nie powinna wchodzić do kościoła (do sklepu, do kina, do tramwaju czy autobusu również). Może przecież uczestniczyć w mszy stojąc na zewnątrz, jeśli swoje prawo do wolności przedkłada nad prawo innych do bezpieczeństwa. Do tego jednak potrzebne byłoby zrozumienie, o co tak naprawdę chodzi z tymi maskami, również przez osoby pracujące w parafii. Chyba jest z tym kłopot – myślę, obserwując prezbiterium.

Nie chodzi tylko o to, że osoba „bezmaskowa” łatwiej niż zamaskowana może zakazić wirusem (jeśli jest nosicielem) tych, którzy stoją obok. I nawet mają maseczkę, ale tylko jednorazową medyczną (chirurgiczną) czy z materiału. Te maski w umiarkowany sposób chronią innych przed nami, niemal wcale nie chronią nas przed innymi (nawet jeśli są założone prawidłowo). Osoby starsze, po leczeniu onkologicznym, obciążone cukrzycą, nawet jeśli są zaszczepione – mogą umrzeć. Po prostu. To nie są poglądy. Statystyki zgonów w Polsce nie biorą się z niczego.

Nawet młode, zdrowo wyglądające na pierwszy rzut oka osoby, nawet te, które się zaszczepiły, od miesięcy żyją z myślą, że każde wyjście w przestrzeń publiczną – do tramwaju, sklepu, do kościoła również, może skończyć się ciężkim zachorowaniem na COVID-19 i z dużym prawdopodobieństwem – zgonem. Przewlekle chorzy nie mają tego wypisanego na czole, starają się żyć normalnie, mimo pustoszących ich organizmy procesów. Część z nich szczepić się nie może, ze względu na specyfikę choroby, część mimo dawek przypominających odporność ma znikomą. Mają umrzeć, bo ktoś uważa, że maska go zniewala i ogranicza, a z ambony otrzymuje wsparcie dla swoich „poglądów”?

Troska o życie

Jestem dziennikarką, która od dwóch lat codziennie piszę o pandemii. Od 25 lat zajmuję się służbą zdrowia, mam wielu znajomych wśród lekarzy, pielęgniarek i ratowników. Niektórzy zmarli podczas drugiej fali pandemii.

Od kilkunastu miesięcy ludzie, których znam, lubię, szanuję i cenię, wypruwają sobie żyły – również dlatego, że my, jako społeczeństwo, mamy różne „poglądy” na temat obostrzeń sanitarnych i szczepień. Polska od początku pandemii ma jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności na świecie. Jesteśmy pod tym względem w ścisłej czołówce. Nie trzeba znać statystyk – w parafii przed pandemią na zakończenie mszy modliliśmy się zwykle o spokój duszy jednej, dwóch osób. Teraz bywa, że czterech, pięciu.

Idzie kolejna fala – to nie pogląd, to fakt Idzie kolejna fala – to nie pogląd, to fakt, tylko 21 stycznia wzrost liczby przypadków tydzień do tygodnia wyniósł niemal 130 procent! Żeby sobie wyobrazić, co nas czeka w najbliższym czasie. Wystarczy spojrzeć na statystyki dotyczące zakażeń w krajach Europy Zachodniej. Różnica jest taka, że choć tam są liczne zakażenia, zgonów jest niewiele. Bo się zaszczepili i szanują życie swoje oraz innych. Kraje, tak chętnie wskazywane jako centrum „cywilizacji śmierci”, bronią życia. My – bronimy swojej wolności do rozsiewania wirusa.

To będzie skutkować kolejnymi dziesiątkami tysięcy zmarłych. I tym, że setki, może tysiące pracowników ochrony zdrowia przez długie lata będą wychodzić z syndromu stresu pourazowego. Młodym lekarzom, którzy nie powinni się stykać z odchodzeniem pacjentów – na przykład rezydentom anestezjologii, którzy normalnie oswajaliby się z umieraniem „swoich” chorych przez dwa, trzy lata, zanim rzeczywiście zaczęliby ich tracić – w ciągu doby umiera po trzech, czterech samodzielnie prowadzonych przez nich pacjentów. Na każdym dyżurze. Ale nie tylko młodzi przeżywają traumę, starszych też przytłacza ta lawina zgonów.

Zasłanianie nosa i ust nie jest wygodne ani przyjemne. Jest czymś w rodzaju ofiary, dania kawałka siebie innym, poświęcenia. Oczywiście, można powiedzieć, że kościół nie jest miejscem do prowadzenia edukacji prozdrowotnej i szerzenia wiedzy o zasadach sanitarnych. Ale uczestnictwo we mszy świętej nie powinno generować poczucia zagrożenia. U nikogo. Obecność w kościele nie powinna się wiązać z faktycznym zagrożeniem.

Nie rozmawiajmy więc o zasadach sanitarnych, tylko o trosce o życie. O odpowiedzialności za siebie i innych. O przykazaniu „nie zabijaj”. I o miłosierdziu, bo straszna jest śmierć przez uduszenie, straszna jest śmierć w samotności, straszna jest trauma rodzin, które nie mają szansy na pożegnanie bliskich, straszne są skutki stresu ludzi od miesięcy patrzących na to samotne odchodzenie, któremu towarzyszy walka o każdy oddech.

MAŁGORZATA SOLECKA specjalizuje się w sprawach polityki społecznej i ochrony zdrowia. W latach 1998-2007 dziennikarka i redaktorka „Rzeczpospolitej”, kierownik działu społecznego, a potem krajowego. Od kilkunastu lat związana przede wszystkim z mediami branżowymi, miesięcznikiem „Służba Zdrowia” i portalem Medycyna Praktyczna. Autorka książki „Służba zdrowia? Jak pokonać chory system” (2017 r.). Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Powyższy tekst jest zredagowanym listem, który autorka wysłała do swojej parafii w Warszawie.

Artykuł zaktualizowano 21 stycznia.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]