Kłopoty z pamięcią

Sąsiadką przy stole w sanatorium jest pacjentka z Warszawy. W którejś rozmowie pytam o jej wrażenia z Muzeum Powstania Warszawskiego, które znam tylko z opisów. Okazuje się, że w nim jeszcze nie była. Nie tłumaczy oczywiście, dlaczego. Należy do pokolenia urodzonego po wojnie, może rodzice są spoza stolicy, jedno widać: to sprawa spoza kręgu zainteresowań. Nie tak, jak dla czytelnika "Polityki, który w ostatnim numerze gwałtownie polemizuje z felietonistą kwestionującym sens tego rodzaju pamięci i wątpiącym w jej przydatność dla późniejszych generacji, jako że pamięć ta nazbyt pono nie przystaje do rzeczywistych powstańczych doświadczeń.
Czyta się kilka minut

Rocznice obchodzimy coraz chętniej i pamięć przeszłości jest coraz częściej składową bieżącego czasu. Jedną z jej form stało się odgrywanie przeszłych bitew. Zawsze mnie zastanawiało, jak może przyciągać powtórka zdarzenia tak krwawego, jak bitwa - nawet jeżeli chodzi o przywołanie satysfakcji z odniesionego onegdaj zwycięstwa. Rzecz jasna - żaden trup się już nie ściele, żadna krew nie płynie. Ale ile w ogóle pozostaje jeszcze prawdy w tym teatrze? Choć gdy przypomnieć obrazy batalistów, to także są to sceny raczej piękne niż makabryczne (Matejko!). Podobnie jest z pamięcią o ostatnim Powstaniu: tym, co chcemy zachować, jest patos i wzniosłość, wzruszenie i uniesienie, a nie wierny zapis pamiętnikarzy czy nawet wiersze okupacyjnego poety, co "przemierzył po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg". Dlatego autor rocznicowego folderu "Rzeczpospolitej" wspomina, że gdy obejrzał swego czasu "Kanał", wołał z oburzeniem: przecież to nie tak! Rośnie zapotrzebowanie na wizję, jako najważniejszą - a może nawet jedyną - lekcję dla przyszłości.

W tych dniach minęła jeszcze jedna data - pięćdziesięciolecie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Historycy odtworzyli wiernie samo wydarzenie, w którym - tak to widzę - najważniejszy był fakt pierwszego w komunizmie tak potężnego zaistnienia zbiorowego wyznania wiary. Zdaje się jednak, że zabrakło nam z tej okazji wspólnego przemyślenia drugiego wymiaru tego faktu: sensu i wagi samych ślubowań właśnie. Jaki ślad zostawiły, do jakiego rachunku sumienia nas dziś skłaniają? Teksty potwierdzane tylekroć uroczystym "przyrzekamy" powinniśmy znać na pamięć. "Żyć w zgodzie i pokoju, wszystkim dobrze czynić, darować wszelkie urazy, rozpocząć nieustępliwą walkę z wadami i nałogami...". Kiedy czytam o nadchodzącej rocznicy Porozumień Sierpniowych i o niepewności, kto z kim i obok kogo albo przeciw komu będzie ją świętował, myślę że w tej naszej pamięci za wiele wciąż jest zawierzenia mocy i chwale symboli, jakby to one miały za nas załatwić przyszłość, która dzieje się każdego dnia...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2006