Kardynał do spraw kryzysowych

Talenty mediacyjne, miłość, prostota i uśmiech baskijskiego hierarchy bardzo by się dzisiaj przydały.
Czyta się kilka minut
Kard. Roger Etchegaray przed ostatnim konklawe, Watykan, 12 marca 2013 r. / Fot. Filippo Monteforte / AFP Photo / East News /
Kard. Roger Etchegaray przed ostatnim konklawe, Watykan, 12 marca 2013 r. / Fot. Filippo Monteforte / AFP Photo / East News /

Agencyjne biogramy zmarłego właśnie kard. Rogera Etchegaraya wymieniają kolejne jego funkcje, stanowiska i zlecane przez Kościół misje. Żeby nie było wątpliwości, wszyscy zaznaczają, że był jedną z ważniejszych postaci Kościoła swej epoki, co jest oczywiście prawdą, jednak dla tych, którzy go znali, a przynajmniej się z nim spotykali, informacje te wydają się dziwnie odległe od samej osoby tego ważnego purpurata. 

Żeby przybliżyć go choć trochę, należy zacząć od uśmiechu. Uśmiech, którym cię witał, był ciepły i ewidentnie płynący z głębi człowieka, który jest życzliwie nastawiony do bliźniego i autentycznie cieszy się spotkaniem. Ale i ten uśmiech miał gradacje. Pamiętam nasze ostatnie spotkanie. Wprosiłem się telefonicznie, a mocno już posunięty w latach kardynał zaprosił mnie, lecz nie skojarzył nazwiska z osobą, bo kiedy wszedłem, uśmiech z życzliwego zmienił się w serdeczny. Wykrzyknął radośnie: „Przecież ja znam księdza!”. Być może poczuł ulgę, że nie będzie musiał nawiązywać kontaktu z nieznajomym.

By przybliżyć kardynała Echegaraya nieco bardziej, trzeba przynajmniej zajrzeć do jego książek. Polecam zwłaszcza „J’avance comme un âne: A temps et à contretemps”. Pierwsze wydanie to zbiór cotygodniowych pogadanek do diecezjan, wygłaszanych przez radio w Marsylii. Krótkie, mądre, ciepłe i dowcipne teksty, zdradzające pisarskie mistrzostwo autora (drugie wydanie, jak czytałem, zostało poszerzone o inne jego teksty). Z bardzo dawnych czasów zapamiętałem przeczytany gdzieś jego artykuł o Soborze Watykańskim II. Pisał, że przed Soborem Kościół był jak rzeka, która zmieniła bieg i popłynęła korytem z dala od osad ludzkich i nad jej brzegami nikt nie mieszkał.

  Lista jego dokonań jest długa – część z nich zawiera towarzysząca temu tekstowi nota. Dla mnie jednak pozostanie na zawsze związany z pierwszym światowym spotkaniem przywódców wszystkich religii na modlitwach o pokój w Asyżu, w Roku Jubileuszowym. Był, z pewnością nie tylko z urzędu, głównym architektem tego bodaj największego i najbardziej „rewolucyjnego” wydarzenia pontyfikatu Jana Pawła II.

Ufam, że Kościołowi i nam wszystkim nadal towarzyszy serdeczny uśmiech i dobre spojrzenie wielkiego Baska – bo kard. Etchegaray był Baskiem i chętnie się swoim pochodzeniem chlubił. Jego talenty mediacyjne, jego miłość i prostota także dziś bardzo by się nam przydały. Niech z nieba wspiera Kościół, któremu tak wspaniale służył.

 

Roger Etchegaray urodził się 25 września 1922 r. w Espelette, w Pirenejach Atlantyckich, w baskijskiej rodzinie technika rolnego. Po studiach na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie (doktorat z prawa kanonicznego) pracował krótko jako duszpasterz w rodzinnej diecezji, gdzie został potem sekretarzem biskupa Bajonny. W 1960 r. mianowano go wikariuszem generalnym diecezji, w 1961 r. zastępcą sekretarza episkopatu. Od 1970 r. był arcybiskupem Marsylii.

Organizator i pierwszy przewodniczący (od 1971 r.) Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE). W latach 1975-81 przewodniczący Konferencji Biskupów Francji. Od 1979 r. kardynał, a od 1984 r. przewodniczący papieskich rad „Iustitia et Pax” i „Cor Unum”. W kolejnych latach podróżował w imieniu Jana Pawła II do krajów ogarniętych konfliktami; współorganizował wizytę papieża na Kubie (1998), odwiedził Chiny, Wietnam, ogarniętą wojną domową Rwandę i Izrael (w czasie izraelsko-palestyńskiego sporu związanego z okupacją bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem, w 2002 r.). Na przełomie lutego i marca 2003 r. pojechał do Iraku, gdzie rozmawiał z Saddamem Husajnem, usiłując zapobiec wybuchowi drugiej wojny w Zatoce Perskiej.

W styczniu 2017 r. po 33 latach spędzonych w Rzymie kard. Roger Etchegaray powrócił do Francji i zamieszkał w domu starców w Bajonnie. Zmarł w wieku 96 lat.

 

 
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2019